wtorek, 31 lipca 2012

Rozdział 2

To jedziemy z następnym xd


 Zarówno ja i Jack byliśmy zszokowani, przecież Tina niedawno mówiła, że tylko idiotki (tu mówiła o mnie) mogą ćwiczyć karate.
  - Yyy... Tina? - Anderson podszedł do niej.
  - O co chodzi złotko? - posłała mu jedno ze swych zabójczych spojrzeń, a mi aż podeszło dzisiejsze śniadanie. Jemu chyba też, co cofnął się, a na jego twarzy pojawił się grymas obrzydzenia.
  - No bo kiedyś powiedziałaś Kimi, - znowu mnie tak nazwał, co raz bardziej mi się to podoba - że tylko idiotki mogą ćwiczyć karate, a teraz...
  - Ja tak mówiłam? - zaszczebiotała - Już nie pamiętam - zaczęła mówić wyższym głosem, a to był znak jej kłamstwa.
  - Jack, widzę, że jesteś sam - Dana zaczęła swoją gadkę w ogóle mnie nie zauważając.
  - Właściwie to... - chciał zaprzeczyć, ale Meg wkroczyła do akcji:
  - Choć z nami na domówkę u Randy'ego, będzie fajnie!
  - Dziewczyny... - westchnął - jakby co to Kim też tu jest, a bez niej to nigdzie nie idę!
  - Ah, panna Crowford - powiedziała oschle Tina. - Może sprawdzisz czy nie ma cię u siebie w domu? - we trzy parsknęły śmiechem.
  - Tak, lepiej tak zrób - dorzuciła Megan. - My się zajmiemy Jack'iem.
  - Chyba jednak tu zostanę - już nie wytrzymałam. - To wy lepiej zobaczcie czy nie ma was na tej domówce - na moje słowa Jack lekko zachichotał.
  - To chyba dobre wyjście - dodał Anderson. - Skoro będzie tam tak fajnie, więc lepiej już tam idźcie - podszedł i obiął mnie.
  - Niee... - powiedziały dziewczyny chórem. - Poza tym chcemy się uczyć karate, jakiś tydzień temu zaczęłyśmy trenować u mojego starszego brata, który uczy się u Czarnych Smoków - dodała Tina, a ja na myśl o tamtym dojo aż się wzdrygnęłam. - Jednak tu u Bobbie'go jest lepiej! To gdzie tu można się zapisać?
  - U Rudy'ego, naszego senseia. Jego bióro jest tam - wskazałam palcem.
  - Pytałam Jack'a ty głupia flądro - syknęła Tina.
  - Flądro?! - nie, tego już było za wiele. - Możesz powtórzyć?! -
 Na szczęście Jack w porę mnie powstrzymał i odciągnął na bok, a sam stanął w mojej obronie:
  - To lekkie przegięcie, nie uważasz? - na jego twarzy było widać niezadowolenie.
  - Masz rację, Jack'ie - Tina próbowała się przymilić. - Trochę przesadziłam. Zmieniając temat: gdzie można się zapisać do tego dojo?
  - Nie słuchaliście Kim? - dziewczyny pokręciły przecząco głowami, a Jack pokazał palcem w stronę jego biura. Poszły tam.
  - Tym razem ten mały wybuch jest uzasadniony.
  - One mnie sprowokowały - powiedziałam do niego, skrzyżowałam ręce na piersiach, odwróciłam się i udałam, że jestem obrażona.
  - No już, - powiedział czule - nie udawaj obrażonej, Kimberly - przecież wiedział, że nie lubię swojego pełnego imienia.
  - Nie mów do mnie "Kimberly"! Wiesz, że tego nie lubię.
  - Okey, przepraszam - uśmiechnął się. - Masz rację, Tina grubo przesadziła.
  - Dzięki, że jesteś po mojej stronie - pocałowałam go w policzek, a zaraz po tym zapanowała chwila niezręcznej ciszy. Jednak za chwilę znowu zaczęliśmy rozmawiać.
 W tym samym czasie Tina, Dana i Megan gadały z Rudy'm:
  - Proszę pana, nasza trójka bardzo chciałaby zapisać się do tego dojo.
  - Hmm... umiecie już coś?
  - Tak, uczymy się od jakiegoś czasu od mojego brata, który ma czarny pas - pośpieszyła Tina z odpowiedzią.
  - Więc nic nie stoi na przeszkodzie, byście nie mogły uczęszczać na lekcje. Macie szczęście, niedługo będzie tutaj sam Bobbie Wasabi!
  - Na serio?! Ale super! - dziewczyny udawały zachwyt.
  - A teraz idźcie na trening Jack'a i Kim, oni są najlepsi! - powiedział tylko i skierował je w kierunku wyjścia, a sam poszedł za nimi.
 Tam dziewczynom nieco zrzedły miny, gdy zobaczyły, że rozmawiam z Anderson'em i na dodatek śmialiśmy się z jego żartów.
  - Hej, zakochana parko! - zawołał Rudy - Pokażcie nowym jak się walczy. Na maty, już!
  - Para? Pff... - wybełkotaliśmy niemal jednocześnie. - Mata, okey.
 Poszliśmy z Anderson'em na matę, ukłoniliśmy się i zaczęliśmy walczyć. Widać było, że nie daje z siebie wszystkiego. Był ode mnie lepszy u oboje o tym wiedzieliśmy, jednak nie wiem czemu dał mi wygrać. Dziwnie się na niego popatrzyłam, a on tylko się uśmiechnął i puścił do mnie oczko. Zrozumiałam! Pomyślał, że jeśli przegra to te laski dadzą mu spokój. Nie udało się. Ten pomysł nie wypalił, bo gdy tylko go powaliłam od razu do niego podbiegły, a mnie zmierzyły zabójczym wzrokiem.
  - Oh, Jack'ie - powiedziała Tina z udawaną troską. - Nic ci się nie stało?
  - Nie przejmuj się nią - dodała Megan. - Trzeba być idiotą, żeby cię pobić.
 Miałam ochotę ją też powalić na tą matę, a moje dłonie po raz kolejny zacisnęły się w pięści. Jack też nie był z tego zadowolony.
  - Okey, -  po jego wyrazie twarzy można było wywnioskować, że jest niezadowolony - może dacie mi święty spokój... Mam pomysł! - krzyknął - Rudy...
  - O co chodzi, Jack?
  - Może chwilę potrenujesz naszych nowych rekrutów, a ja i Kim pójdziemy do Phill'a?
  - Może lepiej będzie jeśli pójdziemy z wami - wtrąciła Megan.
  - Nie jest to za dobry pomysł - dodałam, a Jack do mnie dołączył.
  - Tak, zgadzam się z Kim. Wy jeszcze nie ćwiczyłyście w tym dojo. Rudy, zajmij się nimi. Kim, chodź! - zakończył i pociągnął mnie za rękę, by udać się do drzwi.
  - Matko, one się ode mnie kiedyś odczepią? - Jack posmutniał - Mam dość!
  - Spoko, Jack'ie - uśmiechnęłam się.
  - Hmm... - spojrzał na zegarek - Bobbie przyjdzie za 1,5h, a u Phill'a mogą nas dopaść.
  - Idziemy pojeździć na desce? Może w końcu mnie nauczysz - zaproponowałam.
  - Jasne, Kimberly - zachichotał.
  - Co ustaliliśmy? Nie mów do mnie "Kimberly"!
  - Okey, okey - uśmiechnął się. - Chodźmy już do skateparku, idziemy cię uczyć jeździć.
Oboje uśmiechnęliśmy się i patrzyliśmy sobie w oczy, jednak po chwili usłyszeliśmy głos senseia:
  - Jack, Kim, zabierzcie te trzy ze sobą. Całkiem sporo umieją. Bobbie będzie za 1,5h. Idźcie już!
  - Yyy... - nie wiedzieliśmy co mamy powiedzieć - Chyba... No może... - bełkotaliśmy jednocześnie.
  - Weźcie je ze sobą - krzyknął Rudy.
  - Prosimyy... - zaczęły się nam przymilać.
  - No dobra - powiedział Jack, choć nie był z tego zadowolony, tak samo jak i ja. - Poznamy ich z kimś, a ja będę cię uczył - szepnął mi do ucha i do razu humorek się poprawił.
  - To chodźmy - dodałam jeszcze.
 Mimo niezadowolenia ze strony tych trzech panienek szłam z Anderson'em za rękę, aż do samego skate parku.



 Kolejny rozdział gotowy. Mam nadzieję, że wam się podoba. Pod pierwszym rozdziałem pojawiło się kilka miłych komentarzy, dziękuję :)


Do Niki:
 Przepraszam, ale codzienne dodawanie opowiadań raczej nie będzie możliwe, ale postaram się, żeby takie sytuacje się zdarzały. Rozdział będą pojawiały się najczęściej jak się tylko da!

Do Anonimka:
 Jasne, że bym mogła ! ;D Kolejny pojawi się najpóźniej w piątek lub w sobotę! Zaglądajcie kilka razy dziennie, bo nie wiem, na serio kiedy go opublikuję. Jak na razie mam ich sześć i zabieram się powoli za nr 7.  

Nie mogę obiecać, że będzie ich duużo, ale też nie będzie ich mało ;)


Pozdrawiam !


poniedziałek, 30 lipca 2012

Rozdział 1

To zaczynamy, miłego czytania...


 Czwartek. Geografia, pierwsza lekcja  w Seaford High Scholl trwała od 0.5h. Wszyscy udawali, że są zainteresowani lekcją, albo przesyłali sobie potajemne liściki. Jedynie Milton'a na prawdę interesowała lekcja, jest pupilkiem większości nauczycieli. Może z wyjątkiem WF-istów. Siedziałam w ostatniej ławce, więc nie zwracano na mnie zbytniej uwagi. W pierwszej ławce razem z Miltonem siedziała Julia - jego dziewczyna. Przede mną siedzieli Jerry i Eddie, a ja miałam siedzieć z Jack'iem. Właśnie - miałam. Gdzie on jest? Nie musiałam długo czekać na odpowiedź, bo w drzwiach klasy pojawił się nie kto inny jak on.
  - No, no, pan Anderson, - zaczął nauczyciel - później nie dało się przyjść?
  Jack był znany ze spóźnień, jak i też z ciętego języka. Jego gierki słowne z nauczycielami stawały się codziennością.
  - Skoro jestem teraz to najwidoczniej się nie dało, ale jak pan chce to oczywiście mogę wyjść i przyjść potem, na przykład na następną lekcję - tak, to cały Jack.
  - Ty, Anderson! Nie bądź taki cwany. Dostaniesz karę, siedzisz w poniedziałek po lekcjach! Jesteś z siebie zadowolony?
 - Szczerze? - uśmiechnął się Jack - To bardzo - na jego słowa cała klasa parsknęła śmiechem. On tylko się odwrócił i zajął miejsce obok mnie.
 Przez te ostatnie minuty lekcji ciągle gadaliśmy. Jack dostawał ciągle jakieś liściki od panienek, ale nawet ich nie czytał tylko całą uwagę skupiał na mnie. Coś mi do niego nie pasowało, Anderson to szkolny podrywacz. Z wszystkich dziewczyn w szkole  nie chodził tylko ze mną, Julią i kilkoma innymi laskami. Niestety Jack to też łamacz serc. Nie miną dwa tygodnie, a on już przyprowadza do dojo inną laskę.
 Ja, on, Eddie, Jerry i Milton chodzimy na zajęcia karate do dojo Bobbiego Wasabiego. Anderson jest z nas najlepszy, nic dziwnego - uczył go dziadek, który był senseiem Bobbiego.
 Wracając do szkoły, to gdybym nie znała Jack'a to pomyślałabym, że mnie lubi, ale on dziewczynami się tylko bawi. Dlatego nie wiem dlaczego on mi się spodobał. Gdy zadzwonił dzwonek nasza dwójka wyszła jako ostatnia na dodatek ciągle gadając. Podobało mi się to, nawet bardzo, a inne laski, które go zaczepiały od razu dostawały kosza. Wszystkie poddawały się po drugim razie, z wyjątkiem Tiny, kapitanki szkolnych pomponiarek. Stałam z Jack'iem przy szafkach i CIĄGLE gadaliśmy, wtedy przyszła ona:
  - Hej, Jack'ie, - zaszczebiotała - spadówka, Kim, chcę z nim porozmawiać. Nie przeszkadzaj - burknęła i odepchnęła mnie na bok. - Więc, Jack... co tam u ciebie?
 Widać było, że Anderson nie był z tego zadowolony, tak samo jak i ja. Moje dłonie zacisnęły się w pięści. To jednak było dziwne, najpopularniejsza dziewczyna w szkole do niego zarywa, a on ma ją gdzieś! To już w ogóle nie pasuje do niego.
  - Cześć, Tina, - odezwał się po chwili - yy... u mnie spoko, ale mogłabyś na przyszłość ostrzegać mnie kiedy zamierzasz do mnie zagadać? Byłbym już wtedy na drugim końcu szkoły.
 Nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem, on też lekko zachichotał i puścił do mnie oczko. Tina była lekko zdziwiona:
  - Haha, Jack'ie. Dobre,  - uśmiechnęła się - lubisz się ze mną doczyć, hę? - podeszła bliżej niego.
  - Taak... tylko, że widzisz, próbowałem być miły, ale nie dajesz mi wyboru, - przerwał na chwilę - Tina, spadówka. Chcę pogadać z  Kimi - uśmiechnął się do mnie.
  On powiedział do mnie Kimi? Jakie to... słodkie, żaden chłopak mnie tak nie nazwał. Zarumieniłam się trochę, Jack to chyba zauważył, wziął mnie za rękę i poszliśmy na lekcję, bo zadzwonił dzwonek. Chwila moment... Wziął mnie za rękę?! Nie wiem dlaczego, ale powód zbytnio mnie nie obchodził. Gdy weszliśmy do klasy, Jerry popatrzył na nas jakoś dziwnie, ale zaraz potem ten wyraz zmienił się w szyderczy uśmieszek.
  - Whooo! - jego standardowy okrzyk - Mamy nową parę - powiedział już ciszej.
 Dopiero po chwili zrozumieliśmy, że nadal trzymamy się za ręce.
  - Co? Nie... Pff... - powiedzieliśmy jednocześnie i puściliśmy się.
  - Wziąłem Kim za rękę, żeby odciągnąć ją od Tiny.
  - Po co? - Jerry nie krył zdziwienia - Była zazdrosnaaa...?
  - Jerry! - powiedziałam groźnym tonem.
  - Nie,  gadaliśmy, przyszła Tina, odepchnęła Kim na bok. Ja ją spławiłem, wziąłem Kim za rękę i poszliśmy.
 Fakt, latynos miał rację - byłam zazdrosna o Tinę. To nie moja wina, że Jack zaczął mi się podobać, tylko jego samego. Musi być taki przystojny...?!
  Nauczycielka od matematyki już przyszła i zajęliśmy swoje miejsca. Mimo niezadowolenia ze strony Tiny, która musiała być w tej samej klasie, usiadłam z Jack'iem. Anderson i ja byliśmy najlepszymi przyjaciółmi odkąd dołączyliśmu do dojo. Tym bardziej bałam mu się powiedzieć, że mi się podoba, bo to mogłoby zniszczyć naszą przyjaźń. Nie wiem czemu, ale od kilku dni cały wolny czas spędzamy razem, co nie podoba się innym laskom, ale co mnie to?! Może ja też mu się podobam...? Wszystko fajnie, tylko, że Jack to łamacz serc, on nie wiąże się z dziewczynami, tylko się nimi bawi! Nie mogłabym być z kimś takim jak on!
 Tak samo jak na końcówce geografii - cała kolejna lekcja gadania. Tina i jej banda pomponiarek jakoś dziwnie się na mnie patrzyły. Gdyby można było zabijać wzrokiem już bym nie żyła.
 Reszta czasu w szkole minęła tak samo: na lekcjach siedzieliśmy razem, na przerwach gadaliśmy, Tina dostawała kosza... to mi się podobało. Razem nawet poszliśmy do dojo za Milton'em, Jerry'm i Eddie'm, którzy byli z 10 minut przed nami.
  - Hej, dzieciaki - zawołał Rudy.
  - Cześć, Rudy - odpowiedzieliśmy.
  - Bobby będzie tu za chwilę i chcę, by przyszedł w trakcie treningu! Idźcie się przebierać, ruchy!
 Jak kazał poszliśmy się przebrać, ale jak zniknął w swoim biurze tylko Jerry i Eddie walczyli, Milton zadzwonił do Julii, a ja i Anderson zajęliśmy się gadaniem.
  - Jeszcze do końca czegoś nie rozumiem,  - Jack popatrzył na mnie pytająco - spławiłeś Tinę, dlaczego?
  - Nie wiem, może dlatego, że jej nie lubię, - parsknął śmiechem - a co? Zazdrosna? - uśmiechnął się.
  - Może... a kto tu był zazdrosny jak chodziłam z Axel'em?
 Chodziłam z nim przez niespełna miesiąc. Innym chłopakom z dojo to nie przeszkadzało, ale Anderson musiał mi nagadać jaki on jest głupi, tępy i nieudolny, i że mnie zdradza!To nie była prawda, ale gdy lepiej go poznałam przekonałam się, że Anderson mówił prawdę.
  - A co? Nie miałem racji? Poza tym on nie był dla ciebie.
  - Okey, zmieńmy temat. Ben się o ciebie pytał - Ben to mój młodszy brat, ma 10 lat. Tak samo jak ja lubi karate, ale rodzice nie pozwalają mu trenować.
  - Powiedz mu, że do niego wpadnę.
  - Spoko, powiem - uśmiechnęłam się.
  Rudy właśnie wyszedł ze swojego biura:
  - Hej, Bobby właśnie dzwonił, że będzie dopiero za dwie godziny. Możecie poczekać?
  - Jasne, Rudy. Ja mam czas, - powiedział Jack - a wy chłopaki... i Kim? 
  - Donikąd mi się nie śpieszy - uśmiechnęłam się po raz drugi.
  - Mi też nie - odpowiedzieli chłopcy niemal jednocześnie.
  - To dobrze, jak chcecie to idźcie do Phill'a coś zjeść, albo gdziekolwiek, jak chcecie to możecie zostać, ale jakbyście szli to  musicie przyjść przed Bobby'im - rzucił jeszcze Rudy i zniknął w swoim biurze.
 Tak więc Eddie, Jerry i Milton ciągle gadający z Julią poszli do Phill'a, a i Jack siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Dobrze czułam się w jego towarzystwie, on w moim chyba też. Gdy śmialiśmy się z jego żartu, nagle spoważniał:
  - Kim, muszę ci coś powiedzieć.
  - Zabrzmiało groźnie, - uśmiechnęłam się, a on to odwzajemnił - mów!
  - Kim, ja...
 W tym samym czasie do dojo weszły trzy dziewczyny, a jedną z nich była... Tina.
  - Jack'ie, cześć, - zapiszczała i podbiegła do niego odpychając mnie na bok po raz kolejny - u kogo można zapisać się na lekcje karate do tego dojo? Ja, Dana i Megan chcemy się uczyć sztuk walki.
 Jack i ja spojrzeliśmy na siebie dziwnie, zamurowało nas...

Okey... mój pierwszy scenariusz gotowy. Mam nadzieję, że wam się podoba, wyraźcie swoją opinię w komentarzach, powiedzcie co zawaliłam. Na pewno to poprawię, obiecuję!!



piątek, 13 lipca 2012

Pierwsza notka!

Hej . Jestem aleXandra .  To tak: tu piszę opowiadania o moim ulubionym serialu "Z kopyta" (ang. "Kickin it!"), wszystko po mojemu ;) . Blog będzie do końca sprawny końcem lipca 2012r lub ewentualnie początkiem sierpnia. Na początku to miał być blog z opowiadaniami i parze polskich nastolatków, ale pomyślałam: "Czemu by nie spróbować pisać o Jack'u i Kim?". Tak też zrobiłam!  Miłego czytania ;* Choć jeszcze nic nie ma. Postaram się z wyglądem zdążyć do końca lipca, zapraszam!