niedziela, 12 sierpnia 2012

Rozdział 6


Zapraszam na kolejny :)
  Po śniadaniu poszłam do pokoju, gdzie potkałam się z pierwszymi uszczypliwościami ze strony Tiny.
  - Panna Crawford, witam. Proszę uważać… Paryż jest pełen niebezpieczeństw. Wszystko może się zdarzyć – uśmiechnęła się szyderczo.
 Nie wiedziałam o co chodzi, więc ją zignorowałam i poszłam do łazienki umyć ręce. Odkręciłam kurki i zostałam oblana wodą. Nagle weszła Williamson.
  - No, co się stało? Uważaj – syknęła i odeszła.
  - Tak, to będzie długi miesiąc – powiedziałam do siebie. Wyszłam z łazienki i poszłam do sypialni po jakieś inne ciuchy, gdy ktoś zapukał do drzwi hotelowych.
  - Hej, Kim – to był Jack.
  - Cześć – uśmiechnęłam się.
  - Yyy, Kimi? – dziwnie się na mnie popatrzył.
  - Co?
  - Jesteś mokra. Czemu?
  - Tin coś majstrowała przy kranie i jak chciałam umyć ręce to… no, można się domyślić – westchnęłam.
  - Okey, rozumiem – odparł. – Znasz powód tego, co ci zrobiła?
  - Tak. Ty i ja. Zabujała się w tobie i jest zła, że jesteśmy razem.
   -Serio jej się podobam? – uśmiechnął się – Dobrze, że ona mi ni.
  - To dla mnie nawet lepiej – uśmiechnęłam się i pocałowałam go lekko.
  - Idziemy się przejść? – spytał.
  - Spoko, tylko się przebiorę. Nie będę chyba chodzić w takim stanie po Paryżu.
  - No nie. Idź.
 Poszłam do pokoju, a Jack poczekał przed drzwiami mojej sypialni. Po kilku minutach do pokoju weszły Tina, Dana i Megan.
  - To jest nasz pokój. Tu – wskazała palcem jest moja sypialnia, a te drzwi to sypialnia tej flądry i – przerwała, gdy zobaczyła Anderson’a.
  - Słuchaj! Kim to moja dziewczyna i nie życzę sobie, żebyś ją tak nazywała, jasne? – powiedział stanowczo – A tak w ogóle to was nie powinno tu być!
  Jednak tu jesteśmy i pogódźcie się z tym – krzyknęła Dana. – OBOJE!
 W tym samym czasie wyszłam z sypialni:
  -To co, idziemy? W ogóle to gdzie… - przerwałam bo zobaczyłam tamte trzy.
  - Tak, Kim. Chodźmy – Anderson pociągnął mnie za rękę, chyba wiedział, że miałam ochotę otworzyć na nich buzię. Znał mnie i wiedział, że mogę być wobec nich taka cięta jak on wobec nauczycieli. Kilka razy tak było. On od nauczyciela dostaje kozę za odzywki, a ja od nauczycieli… w sumie to samo, ale za bójkę z inną panną spowodowaną moimi docinkami, ale to one mnie prowokowały!
 Z Jack’iem miło spędziłam cały dzień. Rudy powiedział, że od jutra zaczynamy razem zwiedzać, więc postanowiliśmy wykorzystać jak na razie ostatni wolny dzień. Na początek poszliśmy pod Wierzę Eiffla, potem na crousanty, potem po prostu przejść się po parku. Najlepsze było to, że nie znaliśmy francuskiego. Gdy ktoś coś gadał i pokazał nam aparat to było wiadomo o co chodzi, ale gdy jakaś babka zaczęła coś krzyczeć i wymachiwać rękami to zgłupieliśmy. Następnie jeszcze kilka zdjęć, chwila spaceru i zanim się obejrzeliśmy nastał wieczór, a dokładniej 22:00. Hotel był otwarty do północy.
 Gdy weszliśmy do niego weszliśmy poszłam do pokoju, a on jeszcze do Miltona i Eddie’go. Drzwi od pokoju były zamknięte, a Tina chyba miała klucz. Zaczęłam pukać, a po chwili walić w drzwi:
  - Williamson, otwieraj! Wiem, że tam jesteś, nie bądź dzieckiem!
  - Za późno przyszłaś – powiedziała zza drzwi. – Otwieram rano, dobranoc.
 Wiedząc, że nic już nie zdziałam, poszłam do Jack’a, który już na szczęście wrócił od chłopaków.
  - Hej, co tam? Tęskniłaś? Coś długo się nie widzieliśmy – uśmiechnął się.
  - Mam do ciebie prośbę – powiedziałam.
  - O co chodzi?
  - Mogę dziś u ciebie spać? Tina nie chce mnie wpuścić.
  - Jasne, wchodź. Nie będziesz spać na korytarzu.
  - Dzięki, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła – uśmiechnęłam się.
  - Ja też nie wiem – uśmiechnął się również.
  Było po 22:00, Jerry chyba już spał, a Jack zaprowadził mnie do swojej sypialni, a po drodze wziął ze sobą chipsy i colę. Usiedliśmy na jego łóżku i zajęliśmy się oglądaniem filmu na jego laptopie. Chyba go nie dokończyliśmy, bo oboje zasnęliśmy. Co za ironia, zupełnie tak jak wtedy, gdy został u mnie na noc, obudziłam się przytulona do niego.
  - Cześć, piękna – uśmiechnął się. – Już trzeci raz śpisz na moim ramieniu.
  - Trzeci? – zdziwiłam się.
  - No tak. Wtedy jak u ciebie, w samolocie i teraz.
  - A no tak, samolot – przypomniałam sobie. – Chyba muszę już iść, Tina może otworzyła.
  - Spoko, ale wiesz, zawsze możesz tutaj wpadać na noc.
  - Wiem, bądź pewny, że takie sytuacje będą się zdarzały. Teraz naprawdę muszę iść.
  - Spoko, nie zatrzymuję cię.
  - To cześć – pocałowałam go w policzek.
  - Narka.
 Miałam szczęście, Jerry jeszcze spał. Wyszłam z ich pokoju i udałam się do własnego, mając nadzieję, że Tina w końcu przestanie zachowywać się jak bachor. Za pukałam i otworzyła, na szczęście:
  - Dobrze się spało na korytarzu? – syknęła gdy zobaczyła mnie w drzwiach.
  - Nie spałam na korytarzu – wycedziłam.
  - Doprawdy? A gdzie? – Williamson wydawała się być zdziwiona.
  - U mojego chłopaka – syknęłam i poszłam do pokoju. Gdy wyszłam do razu na mnie naskoczyła:
  - Jak to u niego? Kto ci pozwolił?! – nie mogła pohamować się ze złością.
  - On sam – odpowiedziałam triumfalnie. – Pogódź się z tym – dodałam jeszcze i wyszłam na śniadanie zostawiając zdenerwowaną Tinę stojącą w drzwiach. Wybrałam schody zamiast windy, żeby zejść na dół. Zeszło trochę dłużej, ale jakoś nie przepadam za windami. Nie wiem czemu, klaustrofobii przecież nie mam. W stołówce było tylko kilkoro francuzów i… Jack.
  - Witam ponownie – uśmiechnęłam się.
  - Cześć, siadaj. Tina cię wpuściła?
  - Tak, ale nie była zadowolona, że u ciebie spałam – w tym samym momencie weszły panna Williamson i koleżanki.
  - Jack – zapiszczała dziewczyna i zajęła miejsce po jego prawej. Dana po jego lewej, a Meg usiadła po drugiej stronie stołu.
  - Hejka, dziewczyny – na twarzy chłopaka pojawił się grymas niezadowolenia. – Jej, już mi przeszedł apetyt, a tobie, Kim? – chciałam się odezwać, ale mnie uprzedził – Nie? Super, chodź! – nie czekając na reakcje żadnej z dziewczyn po prostu wziął mnie za rękę i wyszliśmy ze stołówki. Po drodze do pokoi spotkaliśmy Bobby’ego.
  - Witam was! Przekażcie innym, że za 0,5h zaczynamy wspólne zwiedzanie.
  - Właśnie od nich wracamy – wzbraniał się Jack.
  - Ruch to zdrowie – zawołał Wasabi. – Już, idźcie!
 Nie mając zbytniego wyboru zeszliśmy na dół po raz kolejny, na szczęście cała nasza banda już tam była. Anderson ogłosił to, co powiedział nam Bobby i każdy poszedł do swojego pokoju nie dokańczając nawet śniadania. Przebrałam się, wzięłam torebkę, a do niej aparat, portfel i telefon i byłam gotowa w niecałe 20 minut. Wyszłam na korytarz i spotkałam wszystkich oprócz Tiny i Dany, nawet Megan była przed nimi. Musieliśmy jeszcze na nie poczekać, ale po kilku minutach wyszły. Obie założyły wyzywające stroje i nałożyły mocną tapetę. Nie wiem komu by się to mogło podobać…
 Na początek poszliśmy pod Wierzę Eiffla. Bobby zarządził, żeby na nią wejść. Okey, widok był super. To jest za dużo; jestem na wycieczce w Paryżu, związałam się z Jack’iem i w ogóle tyle się ostatnio wydarzyło. Z zamyśleń wyrwał mnie głos senseia.
  - Kim! Kim!
  - Co? – nie wiedziałam o co mu chodzi.
  - Oprzytomniej. Słuchałaś tego, co mówiłem?
  - Nie – zmieszałam się. – Przepraszam, mógłbyś to powtórzyć?
  - Eh, - westchnął – jasne. Musicie utworzyć grupy, będziecie w nich zwiedzać okolice i spotkamy się tu za godzinę.
  - Okey – uśmiechnęłam się lekko.
  - Kim, chodzimy w piątkę? – spytali chłopcy chórem.
  - Pewnie, że tak!
  - To dobrze, spotkamy się za godzinę w tym miejscu – Bobby zabrał głos. – Do zobaczenia.
 Na jego głos wszyscy się rozeszli. Pierwszy oficjalny dzień zwiedzania Paryża czas zacząć!


Łii… Napisałam! Muszę się pochwalić, że jestem już w połowie dziesiątego rozdziału :) !
Mam małego doła, bo wczoraj były Dni Rymanowa i oczywiście musiał padać deszcz. Dzisiaj będzie InoRos i nie wiadomo, czy też się nie rozpada ;/ Eh…

Odnośnie bloga: nowy rozdział w środę, albo w czwartek, a post na blogu http://for--blogs.blogspot.com będzie jutro, albo pojutrze.

Zanim jeszcze zapomnę to zgłosiłam się, a właściwie blog do oceny, już się boję. Ale Okey, więcej niż oceny dopuszczającej się nie spodziewam :D

Byłoby mi też bardzo miło, gdybyście dodawali się do obserwatorów. Mogę odwdzięczyć się tym samym :) Jednocześnie dziękuję za te 14 komentarzy pod poprzednim rozdziałem, one naprawdę motywują, żeby napisać ten przeklęty dziesiąty rozdział, który tak szczerze mi średnio idzie :/ Jakoś sobie poradzę, mogę to zagwarantować !

+ uaktualniłam naszych bohaterów, trochę będzie można się dzięki temu dowiedzieć o dalszej akcji.

11 komentarzy:

  1. sUPER ROZDZIAŁ <3 <3 SUPER SUPER SUPER ! MASZ TALENT <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział:) Coś czuje, że ta sielanka niedługo sie skończy...
    Pzdr! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham twojego bloga ♥
    Mam nadzieje, że na sam koniec będą żyli długo i szczęśliwie ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. ładne. u mnie nowy rozdizal i wyróżnienie dla cb za komentarz.
    hanusss.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! Czekam na kolejny, a tym czasem u mnie nowy...

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie znów nowy.... Kurde jak ja często to powtarzam. Pewnie masz mnie już dosyć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział!
    Wstawiłam nowy rozdział na mojego bloga :).
    http://kickinitopowiadanie.blogspot.com/2012/08/rozdzia-ii-konkurs-taneczny-w-los.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na nową notkę : ) {http://diary-justysia.blogspot.com/}
    Ps.
    Robi się coraz ciekawiej.

    OdpowiedzUsuń
  9. cud miud ! :D
    czekam na nexty miło się czyta <3

    OdpowiedzUsuń

Komentować ♥