czwartek, 16 sierpnia 2012

Rozdział 8


No i jest !

Od rana chciałam jechać do tutejszego dojo, ale Bobby i Rudy ustalili, że udamy się tam po obiedzie. Te kilka godzin minęły szybko. Najpierw śniadanie, ale w sumie nikt nie jadł… Potem poszłam na chwilę do Jack’a, razem zeszliśmy na obiad, bo trochę się u niego zasiedziałam. Po jedzeniu nareszcie pojechaliśmy do dojo. To niby kilka dni bez treningu, ale tak bardzo mi tego brakowało. Gdy doszliśmy już trwał trening. Przyłączyliśmy się do niego.
  - No, kociaku, jesteś niezła – Luke zaczął się do mnie przystawiać. Spławiłam go, czymś w rodzaju „Spadaj na drzewo, chłopczyku”, a dłonie Anderson’a zacisnęły się w pięści. Wolałam nie ryzykować, bo doskonale wiem na co g stać.
 Tina coś szeptała z Daną, a Meg trenowała razem z nami. Francois powiedział, że jesteśmy bardzo dobrzy, a jego uczniowie powinni się od nas uczyć. Rudy wpadł na pomysł, żeby dwie najlepsze osoby z dojo stoczyły ze sobą walki, a zwycięzcy potem ze sobą. Najlepsi od nas to ja i Jack, a od nich byli to Cleo i Luke. Na początek walczyli oni. Nie trwało to za długo, bo chłopak był znacznie lepszy od kuzynki. Potem przyszła kolej na mnie i Anderson’a. Ukłoniliśmy się i się zaczęło. W pierwszych sekundach chłopak nie dawał z siebie maxa, ale potem to się zmieniło i powalił mnie na matę. Luke dziwnie się na niego popatrzył, chyba był zły, że przegrałam. Jack uśmiechnął się do mnie i podał mi rękę. Odwzajemniłam jego uśmiech i złapałam się jej, żeby wstać. Po chwili chłopaki zaczęli walczyć. Kuzyn Cleo był nawet dobry, ale to mój chłopak wygrał. Banda z Paryża nie była zadowolona z tego powodu. Luke’owi bardziej niż przegrana walka przeszkadzał mój pocałunek z Jack’iem.
  - No, no. My nie okazujemy uczuć w taki sposób – wtrącił się. – Jednak nic by się nie stało, gdybyś okazała taką czułość mi – uśmiechnął się jak głupek i nadstawił usta.
  - Takie czułości jak te? – spytałam i z całej siły uderzyłam go w policzek, że aż spadł. Wszyscy z Seaford parsknęli śmiechem, niestety przyjaciołom Michael’a nie było do śmiechu.
  - Co to ma być? – spytał chłopak, gdy już wstał z maty.
  - Kim, chyba przesadziłaś – wtrąciła się Cleo.- Nie sądzisz?!
  - Nie, nie sądzę – odparłam. – Luke się do mnie przystawiał to dostał za swoje.
  - To nie jego wina – teraz odezwał się Mike. – Nie musiałaś od razu tak reagować.
  - Okey, - powiedziałam poirytowana – po pierwsze, to jest jego wina! Po drugie, jakby się nie przystawiał do by chyba nie dostał!
  - Co ty sobie w ogóle myślisz?! – Jessica również była zła – Że przyjechałaś na wycieczkę i jesteś nie wiadomo kim, do cholery?!
  - Przepraszam? – Jack się wtrącił – Nie życzę sobie, żebyś mówiła do mojej dziewczyny w taki sposób!
  - Posłuchaj mnie – powiedział Luke. – Nie masz prawa mówić do nas w ten sposób. Poza tym twoja dziewczyna już niedługo może nie być twoja – uśmiechnął się szyderczo i puścił do mnie oczko.
  - Dość tego, przegiąłeś! – wrzasnął Jack  i rzucił się na Luke’a. Zaczęli walczyć, ale ja i Cleo w porę ich rozdzieliłyśmy.
  - Ty, chłopczyku! – krzyknęła dziewczyna w stronę Anderson’a – Jeżeli jeszcze raz tkniesz mojego kuzyna to pożałujesz!
  - Lepiej trzymaj język za zębami – rzuciła Megan [!]. – Nie myśl, że skoro należysz do tego dojo to możesz zachowywać się jak królowa! Coś ci jeszcze powiem, jesteś deb…
 Odciągnęłam ją na bok. Nawet mnie to zdziwiło, że stanęła w mojej obronie.
  - Spokojnie, opanuj się – uśmiechnęłam się lekko.
  - Okey, spróbuję.
  - Może lepiej chodźmy – rzucił Jerry. – Za długo przebywamy z tymi idiotami.
  - Mógłbyś powtórzyć? – spytał zdenerwowany Mike.
  - Jasne, wariaci! Wariaci i idioci! – krzyczał Jerry.
  - Rudy, Bobby – zawołał ich Eddie.
  - Tak? – Wasabi wyszedł jako pierwszy.
  - O co chodzi? – sensei zaraz po nim
  - Chcemy wracać! – powiedzieliśmy wszyscy stanowczo – Tu nie ma dla nas miejsca.
 Rudy i Bobby spojrzeli na siebie dziwnie, ale bez słowa zabrali nas do hotelu. Wtedy zaczęły się pytania.
  - Ktoś mi to wytłumaczy, słucham?
  -Długa historia – powiedział Jack. – Muszę już iść do pokoju – pocałował mnie w policzek i poszedł. To samo zrobiliśmy i my.  Weszłam do sypialni i wyjęłam laptopa. Tina nie wróciła do naszego pokoju, a ja postanowiłam iść do Jack’a. Jerry poszedł do Milton’a i Eddie’go, więc myślałam, że chłopak będzie sam. Weszłam do jego sypialni, bo drzwi były otwarte i zastałam go… całującego się z Tiną! Nie zauważyli mnie i po krótkiej chwili się od siebie oderwali.
  - Powaliło cię? – oburzył się Jack.
  - No, przestań – odparła Tina. – Nic się nie stało.
  - Nie rozumiesz, że mam dziewczynę?!
  - Raczej miałeś – wtrąciłam się  w końcu, a z moich oczy popłynęły łzy.
  - Kim, to nie tak – zaczął się tłumaczyć.
  - Zamknij się, Anderson! To koniec – krzyknęłam i wybiegłam. Po drodze spotkałam Jerry’ego.
  - Yo, Kim! Co jest? – zdziwił się.
  - On… Ona… Oni… Nieważne – bełkotałam przez łzy i pobiegłam do sypialni i zamknęłam ją na klucz.
  - Jack pobiegł za mną, ale jego też zatrzymał Martinez.
  - Stary, coś ty jej zrobił? – w jego głosie słychać było niezadowolenie.
  - Nic, to był wypadek – rzucił tylko i pobiegł pod mój pokój.
  - Kim, otwórz.
  - Nie, odejdź! – mówiłam przez drzwi.
  - Proszę, zrozum! To nie tak jak myślisz!
  - Nie obchodzi mnie to. Jak mogłeś mi to zrobić? A ja głupia ci wtedy uwierzyłam, nie chcę cię znać! Nienawidzę cię! – wrzasnęłam. On już potem się nie odezwał, ale chyba jeszcze chwilę postał pod drzwiami.

Na korytarzu:

 Tina chciała iść do pokoju, ale natknęła się na wracającego stamtąd Jack’a.
  - Witam, skarbie. Na czym skończyliśmy? – podeszła bliżej niego.
  - Zwariowałaś?! – zdenerwował się chłopak.
  - Nie rozumiem.
  Wiesz co? Odwal się ode mnie – powiedział i odszedł.
 Martinez w tym czasie zdążył już powiadomić Eddie’go i Milton’a. Williamson chciała wejść do pokoju, ale wrzasnęłam zza drzwi, żeby poszła do Jack’a. Leżałam na łóżku i płakałam, wtedy ktoś zapukał. Podeszłam do drzwi i krzyknęłam:
  - Odwal się Anderson!
  - To nie on – dobiegł mnie znajomy głos. – Tylko Jerry, Eddie i Milton.
  - Idźcie sobie, błagam.
  - Kim, otwórz – poprosił latynos.
 Nie miałam siły się z nimi użerać, więc po prostu otworzyłam. Wparowali niemal jak burza:
  - O co wam poszło? – od razu wypalił Ed.
  - O nic nie poszło. Nie pokłóciliśmy się.
  - To? – Jerry bardzo chciał wiedzieć.
  - Widziałam jak… całował się z Tiną – wybełkotałam i znowu się rozpłakałam.
 Na chwilę zapanowała cisza, a zaraz potem chłopaki ruszyli do drzwi. Wiedziałam, że idą do niego. Nawet nie próbowałam ich zatrzymywać, bo dobrze wiedziałam, że przyniosłoby to odwrotne skutki…



Nareszcie :) Wiem, że jest trochę nudny i na dodatek krótki, jak poprzedni, ale za to przepraszam. Kolejny miałam dodać jutro, ale cały dzień będę na wycieczkę i w zamian za jutrzejszy brak dzisiaj pojawi się jeszcze jeden :D

7 komentarzy:

  1. Tego się nie spodziewałam, znaczy wiedziałam, że Tina coś zrobi, ale nie wiedziałam co. U mnie też nowy. Zapraszam. <33

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuuuuu ale się porobiło < 3 . Naprawde piszesz genialnie . Aż chcę się czytać ; )) . Zastanawiam się czy też sobie nie załozyć bloga i też pisać o Kickin it .
    Czekaam na następny kochana < 3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie zastanawiaj się tylko zakładaj! będzie co czytać :)

      Usuń
    2. nadajesz się nadajesz :) a jakby coś to napisz do mnie na GG i coś się wymyśli :)

      Usuń
  3. Super rozdział...Ty nie żartuj-on wcale nie jest nudny...!!!

    OdpowiedzUsuń

Komentować ♥