czwartek, 23 sierpnia 2012

Rozdział 15

Miał być wcześniej, przepraszam ;/


Kilka dni później.

Niestety, stało się. Dzisiaj wieczorem wylatujemy do Stanów. W ciągu ostatnich dni kilka razy byliśmy w Disneylandzie, na Łuku Triumfalnym. Zaprzyjaźniliśmy się też bardziej z Francois'em i jego uczniami, a Luke przestał do mnie zarywać, na szczęście. W dniu odlotu chcieliśmy się jeszcze z nimi pożegnać. Ciężko nam to poszło, ale od czasu do czasu będziemy się kontaktować.
 Wróciliśmy do hotelu, na lotnisko jedziemy o szóstej, a teraz mamy czas na spakowanie. Mi to zajęło nadzwyczaj mało, poupychałam wszystko jak bądź, żeby tylko było. Włączyłam laptopa i GG. Akurat Grace była dostępna, napisała pierwsza.
GRACE: Hej, Kim ;D Jak tam ?
JA: Hej! A tam, nic ! Wieczorem mamy samolot ;*
GRACE: Fajnie było chociaż ? 
JA: Było super ! ; )
GRACE: Co z tb i Jack'iem?
JA: No wiesz... Normalnie ;]
 Wysłałam jej nasze zdjęcie zrobione przez Martineza.
GRACE: Wow! Wiedziałam ! :o
JA: Co wiedziałaś?
GRACE: Ty i Anderson . Pasujecie do siebie.
JA: Okey, muszę kończyć. Pogadamy w realu jak wrócę? ;*
GRACE: Jasne . Pa ! ;*

 Wyłączyłam laptopa, a po chwili wszedł Jack.
  - Co powiedz na mały spacer?
  - Brzmi świetnie, chodźmy!
 Chodziliśmy po Paryżu trzymając się za ręce. "Krótki spacerek" zamienił się w godzinną wycieczkę po mieście. Było kilka minut po piątej, a o szóstej mieliśmy przecież jechać. Chcąc nie chcąc zawróciliśmy i udaliśmy się do hotelu.


 Kilka minut później.

Już lecieliśmy. Tym razem siedzenia też były potrójne. Tina usiadła z Daną i jeszcze jakimś facetem, w końcu nie tylko my wracaliśmy do Stanów. Bobby z Rudy'm i jakąś kobietą. Eddie, Milton i Jerry siedzieli razem, a Megan siedziała ze mną i Anderson'em. Lot był niewyobrażalnie długi, przynajmniej tak mi się wydawało. Po kilku nastu godzinach wylądowaliśmy na lotnisku w Seaford.
 Z jednej strony cieszę się, że wróciłam do domu, a z drugiej we Francji było bardzo fajnie. Chciałam sama wrócić do domu, bo nikt nie mógł mnie odebrać. Było kilka minut po ósmej, a słońce już wyszło.
  - Gdzie ty idziesz? - spytał wyraźnie zdziwiony Jack.
  - Do domu? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
  - Sama?
  - Taak.
  - Nie. Idę z tobą. Muszę cię odprowadzić - odparł uśmiechnięty.
  - Nie potrzebuję eskorty - odpowiedziałam i  też się uśmiechnęłam.
  -  Nawet mojej? - posłał mi jedno ze swych uwodzicielskich spojrzeń.
  - Nie ze mną te numery - skrzyżowałam ręce. - W sumie mógłbyś ze mną iść.
  - Nawet jakbyś nie chciała i tak bym z tobą poszedł - obiął mnie.
  - Tylko jak sobie poradzimy z tyloma walizkami? - spytałam.
  - Eee... - zamyślił się - Taxi?
  - Może być - odparłam.
 Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy. Gdy kierowca zatrzymał się przed moim domem wzięłam walizki, pocałowałam Jack'a w policzek i ruszyłam w stronę drzwi, a on pojechał dalej. Ben spał u kolegi, a rodzice mieli do pracy na rano i jak znam życie wrócą dopiero wieczorem, więc w domu byłam sama. Zaniosłam walizki do swojego pokoju i je rozpakowałam. Byłam zmęczona tą nocą, lotem i w ogóle, więc od raz położyłam się do łóżka i momentalnie zasnęłam.
 Obudził mnie dźwięk telefonu, dzwonił Rudy.
  - Halo? - powiedziałam jeszcze nie wybudzona.
  - Kim? Hej. Nie obudziłem cię? - spytał sensei.
  - Obudziłeś - burknęłam. - Czego chcesz?
  - Ups, obudziłem dzisiaj już osiem osób - odparł.
  - Osiem? - zdziwiłam się.
  - Wszystkich z dojo, mniejsza z tym - rzucił. - Wpadłem na pomysł, żeby wszyscy moi uczniowie wraz ze mną rzecz jasna pojechali nad jezioro na biwak, pod namioty na parę dni. Wchodzisz w to?
  - Jasne, brzmi super - powiedziałam. - Obgadamy to dzisiaj w dojo?
  - Przyjdziesz za dwie godziny?
  - Przyjdę. Mogę jeszcze trochę pospać?
  - Yyy... tak jasne. Do zobaczenia w dojo.
 Rozłączyłam się i próbowałam zasnąć po raz kolejny, ale mi się to nie udało. Postanowiłam wstać i zrobić sobie coś do jedzenia.
  - Kim, cześć! Jak tam było w Paryżu? - spytał Ben, który już przyszedł.
  - Bardzo... interesująco - odparłam uśmiechnięta.
  - Też chciałbym tam pojechać.
  - Może kiedyś pojedziesz, a teraz co chcesz do jedzenia?
  - Yyy... Kanapki z nutellą! - krzyknął.
  - Okey, robi się.
 Zrobiłam mu to jedzenie, sama też zjadłam jedną kanapkę. Byłam jeszcze we wczorajszym, albo nawet dzisiejszym ubraniu, więc poszłam się przebrać. Założyłam białą, krótką spódniczkę z falbankami i szeroki jasnobrązowy pasek, turkusową bluzeczkę na ramiączka, a włosy związałam w wysoki kucyk. Poszłam do swojego pokoju i włączyłam laptopa. Na GG ktoś mi napisał, ale nie znałam tego numeru.
ON/A: Nienawidzę cię! Też jadę nad jezioro, uważaj...
 Na początku pomyślałam, że to Tina i niestety nie myliłam się. Gdy sprawdziłam ten numer pokazało mi się jej imię i zdjęcia, a opis był po prostu super! "Uważaj, Crawford! Ze mną się nie zadziera!". Nie chciałam już dłużej tego oglądać, więc wyłączyłam laptopa.Po chwili dobiegł mnie głos Ben'a, który bawił się na dworze.
  - Kim, chodź tu!
  - O co chodzi? - wystawiłam głowę za okno.
  - Jack przyszedł - oznajmił uradowany chłopak.
 Na te słowa momentalnie zbiegłam po schodach i w przeciągu kilku sekund byłam już koło nich.
  - Szybciej się nie dało? spytał uśmiechnięty od ucha do ucha Anderson.
  - Coś ty taki szczęśliwy? - spytałam również się uśmiechając.
  - Nie słyszałaś o wypadzie nad jezioro?
  - Słyszałam. Jadą wszyscy - westchnęłam. - Tina i Dana też.
  - Co cię one obchodzą? - oburzył się - Nie przejmuj się nimi.
  - Może masz rację! Z resztą może same zrezygnują...
  - Hej! - zawołał Ben - Mną nikt się już nie przejmuje?
  - Wybacz, mały - powiedziałam.
  - Po prostu musimy coś obgadać - dodał Jack.
  - Pouczysz mnie karate? - spytał chłopak.
  - Może innym razem. Musimy teraz iść do dojo - odparłam.
  - Kiedy na przykład?
  - Jutro ci pasuje? - uśmiechnął się Anderson.
  - TAK! - krzyknął.
  - Tobie to odpowiada, Kim? - zwrócił się do mnie.
  - Wpadaj kiedy chcesz i na ile chcesz - powiedziałam uśmiechnięta.
  - To chodźmy już do tego dojo - rzucił.
 Poszliśmy. Całą drogę szliśmy trzymając się za ręce i gadając. Cieszę się, bo już niedługo jedziemy nad jezioro, a tam na pewno będzie bardzo ciekawie...


Jest! Przepraszam, że tak późno, ale gdy już miałam zacząć pisać coś, albo ktoś mi przerywał. ;/ Przepraszam jeszcze raz. Kolejny najpóźniej jutro o tej samej porze. 

Mam do was prośbę. Moglibyście wejść i wyrazić opinię o moich dwóch nowych blogach? JEDEN, DWA Bardzo mi na tym zależy ; D

Dodatkowo reklama nowego bloga z opowiadaniami o Kickin It. Jego autorką jest Jess, KLIKNIJ TUTAJ, ŻEBY NA NIEGO WEJŚĆ!


Jeszcze odnośnie bloga nr JEDEN. Co wy na to, żebym skasowała ten pierwszy rozdział, fabułę, bohaterów i stworzyła zupełnie inną historię o Kickin It, tak jak na przykład Monika zrobiła? Już mam nawet gotowy pomysł. Bardzo podobny, a nawet prawie taki sam jak pierwszy rozdział. Chyba, żeby założyć czwarty blog, ale to już by była chyba przesada ;) Chociaż w sumie baardzo lubię pisać... Pzdr!

8 komentarzy:

  1. To mógłby być fajny pomysł z tym blogiem , ale zastanów się czy miałabyś czas na ogarniecię się z prywatnymi sprawami :)
    Co do rozdziału , bardzo mi się podoba bo zaczynasz znów rozkręcać akcję najpierw zerwanie w paryżu , zejście się KICK , a teraz pogróżki od Tiny nieźle <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam jeszcze pytanko ;) czy postacie z Paryża będą jeszcze potem w opowiadaniu ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak . ; D ale to jeszcze nie teraz . !

      Usuń
  3. http://kimijack-historia-wedlog-izki.blogujaca.pl/ nowy rozdział! A jeśli chodzi o rozdział to fajny i nie moge sie doczekać następnego, moja mentorko...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajebisty kochanie < 333333333333333333 ; ***************
    Czekam na następny ; )

    OdpowiedzUsuń
  5. Tadam . Własnie powstał rozdział V na blogu
    http://kickinit-mojahistoria.blogspot.com/
    Zapraszam : ) < 3

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny !
    U mnie nowy rozdział !
    http://kickinit-kimjack-mojawersja.blogspot.com/
    Wpadajcie ! :*

    OdpowiedzUsuń

Komentować ♥