sobota, 29 września 2012

Rozdział 23

I jest ;)


Godzina jedenasta trzydzieści osiem. Połowa jedzenia już zniknęła, ale jest super zabawa!
  - Co teraz? - spytała Bree.
  - Może prawda czy wyzwanie? - zaproponowałam.
  - TAK! - wszystkie się zgodziły.
 Grace wyciągnęła losy i wyłożyła je na ziemi. Pierwsza była ona. Wylosowała prawdę.
  - Z kim po raz pierwszy się pocałowałaś? - przeczytała.
  - Gadaj ! - zarządałyśmy.
  - Miał na imię.... Lucas? No tak, chyba tak.
  - Okey, teraz ja - wtrąciłam i wyciągnęłam jakąś karteczkę. - Zadzwoń do największego nieudacznika w szkole i umów się z nim w imieniu osoby, której nie lubisz - przeczytałam.
  - Dawaj, Kim ! - zachęciły mnie.
 Wybrałam nr do Jared'a - szkolnego "klauna".
  - Halo?
  - Jared? Hej ! - zmieniłam głos - Z tej strony Tina Williamson.
  - Tina? - zdziwił się - Cze-cześć!
  - Jutro w Galerii Beleview o pierwszej w kawiarni. Co ty na to?
  - To jakby randka?
  - O tak...
  - Super ! Do zobaczenia - w jego głosie słychać było radość. Szkoda, że się zawiedzie...
 Rozłączyłam się i wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
  - No nieźle ! - pogratulowała mi Megan - Ja bym się roześmiała po pierwszym słowie.
  - To teraz ja! - rzuciła Donna i wylosowała. Trafiło jej się wyzwanie. - Zapukaj do drzwi sąsiada. Schowaj się, a gdy otworzy rzuć w nim czymś.
  - Jezu ! - uśmiechnęłyśmy się - Idziemy.
 Poszłyśmy przed dom państwa Carmen'ów., a Tobin zadzwoniła dzwonkiem. Szybko pobiegłyśmy w pobliskie krzaki. Pan Carmen wyszedł i zaczął się rozglądać, a dziewczyna skierowała w jego stronę pustą butelkę po napoju.
  - Co to za diabelstwo?! - krzyknął przestraszony, a my z trudem powstrzymywałyśmy się od śmiechu.
 Mężczyzna ze strachu pobiegł do domu, a my tym razem głośno chichocząc wróciłyśmt do namiotu. Reszta dziewczyn wylosowała i zrobiła to co miała zrobić.
  - Idziemy na plac zabaw? - spytała Bree.
  - Jest północ ! - krzyknęła Nina.
  - No i co? Chodźcie - powiedziałam.
 Wyszłyśmy z namiotu i skierowałyśmy kroki do pobliskiego parku. Coś nam odbiło i poszłyśmy WSZYSTKIE na JEDNĄ huśtawkę! Trochę było ciasno, ale huśtałyśmy się dość wysoko do czasu, aż kilka z nas nie spadło. Zaczęłyśmy się śmiać i poszłyśmy na karuzelę! Heh, jak zeszłam strasznie w głowie mi się kręciło, ale było warto. Była tam też zjeżdżalnia i po karuzeli od razu się tam udałyśmy. Niestety podczas tego ktoś do nas dołączył. Jacyś czterej mega-pijani goście.
  - Witam, dziew-dziewczynki - wybełkotał pierwszy. On był chyba najbardziej zrobiony.
  - Bawicie się? - spytał drugi. Nie odpowiedziałśmy.
  - Trochę jest pó-późno - stwierdził trzeci.
  - Może pobawiłybyście się z nami? - spytał czwarty i podszedł baardzooo blisko mnie.
  - Odwal się, zboku ! - wrzasnęłam i popchnęłam go z całej siły. On też nie był gorszy od kolegów pod względem promili, więc od razu z wielkim hukiem spadł na ziemię.
  - Chodźcie, spadamy ! - powiedziała Grace i poszłyśmy.
  - Co za oblech ! - wzdrygnęła się Megan, kiedy byłyśmy już koło namiotu.
  - Taa... Idziemy jeszcze gdzieś? - spytałam i spojrzałam na zegarek - Jest dopiero... Po trzeciej - no... Długo byłyśmy w tym parku.
  - Możemy iść, tylko gdzie? - wtrąciła Megan.
  - Lepiej już chodźmy do namiotu - wtrąciła Nina.
  - Masz rację - wtrąciłam i weszłyśmy.
 Postanowiłyśmy włączyć muzykę. Naszło nas na taniec pod gołym niebem. Wyszłyśmy z namiotu i puściłyśmy muzę na fulla! Tańczyłyśmy z dobrą godzinę, ale na szczęście nikogo nie obudziliśmy. Sąsiedzi Grace muszą mieć na prawdę twardy sen... Była czwarta rano, a żadnej z nas nie chciało się spać. Nie miałyśmy co robić, ale na szczęście Vanessa to przewidziała i wzięła laptopa i dwa filmy. Po zastanowieniu wybrałyśmy horror "Ring".
 Zaczęłyśmy oglądać. Bałyśmy się z początku, jednak gdy któraś z nas krzyknęła "Jaki krzywy ryj!" od razu zaczynałyśmy się śmiać. Obejrzałyśmy film do końca, była szósta. Doszłyśmy do wniosku, że iść spać się nie opłaca, ale byłyśmy trochę senne. Ja i Grace podczas zakupów to przewidziałyśmy i kupiłyśmy dla każdej po najsilnejszym energetyku jaki tylko był! Wypiłyśmy i ani myślałyśmy o paniu. Postanowiłyśmy oglądnąć drugi film - "Zła Kobieta". Kiedy się już skończył było po ósmej. Postanowiłyśmy się już zbierać, ale przedtem pomogłyśmy sprzątać. Nie wiem po co brałam piżamę, bo i tak jej nie używałam.
 Pożegnałyśmy się i każda poszła w swoją stronę. Wróciłam i o dziwo w ogóle nie chciało mi się spać. Włączyłam TV, ale się przeliczyłam. Po kilku minutach "Agentów NCIS" zasnęłam na siedząco z pilotem w ręku. Chyba ten energetyk przestał działać, a cała noc wygłupów dała o sobie znać...

Jest! Przepraszam, że tak późno, ale jakoś nie miałam czasu, żeby dodać wcześniej. Mam nadzieję, że się nie gniewacie. Nie będę się tak zbytnio rozpisywać dzisiaj, tylko... Nowy rozdział pojawi się jutro, ale nie wiem o której. Założyłam drugiego bloga i Kickin It i Kick'u, wpadajcie! http://kickinit-history.blogspot.com Tak się zastanawiam czy by nie usunąć, albo nie zawiesić tego bloga. Mam pomysły, ale... Jakoś czasu mniej. Wy jak myślicie? Przy podjęciu decyzji na początku wezmę pod uwagę wasze zdanie!

Takie coś jeszcze: PROSZĘ NIŻEJ WYMIENIONE OSOBY O DODANIE WRESZCIE ROZDZIAŁÓW NA SWOICH BLOGACH:


  • Allie.C
  • C. Howard
  • Maję
  • Skyler
  • Izkę
  • Monikę
  • I love NY
  • Idę
  • Zuzu
  • Jess
  • Panią Maslow
  • Stylesową 
  • Olcię242
  • Nat&Ew
  • Knię
  • Stacię
Bez was jest tu nudno ! 

Pzdr!

piątek, 28 września 2012

Kilka wiadomości .

1. Przepraszam, że we wtorek nie było rozdziału ;/ Postaram się dodać coś dzisiaj, a dodatkowo dwa kolejne w weekend.

2. Dziękuję za tyle tysięcy wejść! :)

3. Proszę blogi Stylesowej, Moniki, Jess, Olivi, Zuzu, Izki, Pani Maslow, I love NY,  C.Howard i ogólnie wszystkich blogów jakie mam w ulubionych, żeby coś dodały! Bez was nie da się żyć... :*:*

4. Eeee.... :) Nie wiem co pisać :P Dzisiejszy rozdział będzie po szóstej, bo muszę iść do kościoła, a teraz odwalić kilka rzeczy :/

5. Na raziee.... :]  <33333

sobota, 22 września 2012

Rozdział 22

Mam nadzieję, że wam się spodoba :)


 Nareszcie piątek! Szykowaliśmy się już do wyjazdu. Tina faktycznie nic mi nie zrobiła, na szczęście. Ja już byłam spakowana i gotowa do powrotu. Tam gdzie byliśmy nie było zasięgu, czyli zero kontaktu ze światem zewnętrznym. Może to i lepiej? Co kilka minut ktoś nie dzwonił, albo przesyłał SMSa.
 Wyjechaliśmy z miejsca obozowiska, a w Galerii byliśmy w niecałą godzinę. Kiedy wyjęłam telefon chciało mi się śmiać.
  - Co jest? spytał Jack.
  - Patrz na to - powiedziałam i podałam mu mój telefon.
 Przez te kilka dni miałam osiemdziesiąt osiem nieodebranych połączeń i sto cztery nieodczytane SMSy.
  - O Boże ! - roześmiał się Jerry, który też popatrzył na wyświetlacz.
  Osiem połączeń było od mamy, dziesięć od taty. Grace dzwoniła pięćdziesiąt sześć razy i siedemdziesiąt razy zaSMSowała. Czternaście połączeń i dwadzieścia cztery wiadomości były od chłopaków z zaproszeniami na randkę. Taa... Jeszcze czego ! Dziewczyny, które miały nocować w Grace pisały do mnie dziesięć razy. Zaczęłam odpisywać na SMSy i po ok. pół godzinie skończyłam. Wzięłam swoją torbę i skierowałam kroki do domu. Jack po pewnej chwili mnie dogonił.
  - Idziesz beze mnie? - spytał z udawanym zdziwieniem.
  - Teraz już nie ! - odparłam uśmiechnięta.
 Doszliśmy do mojego domu. Dałam mu buziaka i pobiegłam do drzwi, a on poszedł dalej.
  - Mamo, wróciłam ! - krzyknęłam w progu.
  - Witaj, córuś ! Jak tam było?
  - Dość fajnie, ale nie miałam zasięgu i dlatego nie odbierałam - odparłam.
  - Nic się nie stało - powiedziała. - Chyba na razie nie masz żadnych planów, prawda?
  - Nie do końca. W poniedziałek śpię u Grace ! - rzuciłam szybko.
  - Przecież dopiero co wróciłaś z Paryża ! Potem ten biwak, a teraz jest połowa sierpnia i zaledwie kilka nocy spędziłaś w swoim łóżku!
  - Uspokój się, mamo - odpowiedziałam. - Są wakacje, a teraz idę do swojego pokoju, na razie! - krzyknęłam i szybko pobiegłam na górę.
  - Ale...! Eh, na razie - odparła zrezygnowana kobieta i wróciła do swoich obowiązków.
 Weszłam do pokoju i dopiero wtedy zobaczyłam, że Jack do mnie napisał.
  "Cześć, co tam? :* Stęskniłaś się? Co powiedz na uroczyste zakończenie wakacji ? ;P"
 Ja: "Hej, nudy jak zwykle ;/ Baardzo się stęskniłam, w końcu całe 5 minut cię nie widziałam :) W sumie to jeszcze wakacje trwają, ale czemu nie : )) "
On: " Impreza w dojo! W ostatni wakacyjny dzień! Wchodzisz w to?"
Ja: " A jak :D Pewnie, że tak ! Idziemy dzisiaj na kawę?"
On: " Okey ;* Kiedy i gdzie?"
Ja: " O trzeciej w galerii . Kawiarnia koło "Kapitana Corndoga" "
On: " Super, narka ! :*:*
Ja: " Hej ! :D"
 Czyli mam już plany na dzisiejszy dzień. Mam dokładnie trzy godziny na przygotowanie się. To baardzo dużo czasu.
 Zjadłam szybko obiad i poszłam do swojego pokoju. Ten czas minął szybko. Ubrałam się w dżinsową spódniczkę mini, bluzkę na ramiączka z cekinami, czarne połyskujące buty na kilkucentymetrowym obcasie i byłam gotowa! Poszłam do galerii, a po drodzie spotkałam kilku chłopaków, którzy krzyczeli coś typu: "Co tam, laska?", "Krótka spódniczka, skarbie!", "Twój chłopak będzie miał na co popatrzeć!" i takie tam... Jednak nareszcie doszłam! Jack już na mnie czekał.
  - Hej, Kimi. Świetnie wyglądasz - uśmiechnął się.
  - Hej, dzięki ! - zajęłam miejsce przy stoliku i zamówiłam sobie kawę - Tak w ogóle to co za imprezka?
  - Wymyśliliśmy z Jerrym, że na pożegnanie wakacji zrobimy imprę w dojo. Podoba ci się pomysł?
  - Jasne, że mi się podoba - odparłam uśmiechnięta. - Tylko czy Rudy się zgodzi?
  - Wiesz... Trzeba by go zapytać - rzucił.
 Z Andersonem miło spędziłam czas. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, napiliśmy się kawy. Po trzech godzinach musiałam niestety iść do domu. On zresztą tak samo.
 Weszłam do swojego pokoju i włączyłam laptopa.


Poniedziałek popołudniu.

Jeszcze kilka godzin i imprezka u Grace. Wczoraj byłyśmy obie na zakupach. Nakupiłyśmy wszystkiego jak na wojnę, ale przezorny zawsze ubezpieczony, czyż nie?
 No okey, chyba wszystko mam. Latarka,telefon, piżama, ciuchy na zmianę no i... Chyba tyle. Mieszkałyśmy dość blisko, więc w pięć minut byłam na miejscu.
  - Hej, Kim - uśmiechnęła się do mnie.
  - Hej, Grace. Wszystko gotowe? - spytałam.
  - Jasne, że tak ! Chodź, pokażę ci !
 Zaprowadziła mnie do namiotu. Wyglądało nieźle, powinno być fajnie.
  - Super ! - ucieszyłam się.
 Ok. pół godziny później przyszła Nina. Zaraz potem Donna, Megan, Bree i Carly. Vanessa przyszła na samym końcu. Dana niestety się nie pojawiła. Znaczy, mówiła, że nie przyjdzie, ale myślałam, że zmieni zdanie... Nieważne! Skoro już są wszystkie dziewczyny to imprezkę czas zacząć!

Obiecałam i jest! Mam nadzieję, że taki mały przeskok czasu was nie rozgniewał. Przepraszam, że rozdział jest krótki i nudny, ale to tylko wprowadzenie do następnych scenek. Mam już gotowy trzydziesty pierwszy rozdział i mogę zapewnić, że będzie dużo się działo :) Będzie smutno, strasznie i romantycznie <33 Pojawi się masa nowych postaci, m.in. banda z Paryża, a wcześniej wspomniany trzydziesty rozdział powinien się pojawić dopiero w październiku < 3333 . Tak więc... Czytajcie, komentujcie i zawiadamiajcie o nowych rozdziałach na swoich blogach.

Jeszcze coś ! W 'ulubionych' umieszczam wszystkie blogi o Kickin It jakie tylko znam. Podawajcie adresy tych, których tu nie ma, a ja chyba na pewno jej tu dodam. Nie wiem, bo blog może być zawieszony, lub już skończył działalność, ale jeszcze istnieje. Nieważne! Podawajcie adresy wszystkich blogów o Kick'u jakie znacie. Informacje z życia aktorów, opowiadania, scenariusze (np. blog Rutter) itp. 

Następny roz. we wtorek, albo szybciej jak będę mieć dobry humor. Moja mama nie idzie na wtorkową wywiadówkę! Jupii...! Szkoła niedawno się zaczęła, a połowa klasy z kartkówki miała 0p i oczywiście ndst! ;/ Kiedyś nie bałam się wrześniowej wywiadówki, ale teraz... :P

Pzdr!

piątek, 21 września 2012

Rozdział 21

Straasznie przepraszam ; (


 Oderwaliśmy się od siebie i poszliśmy po resztę. Na początku zaszłam po Meg i Danę. Tą drugą nieco zdziwiło moje zaproszenie, ale zgodziła się. Clara i Emma potem szybko się przebrały i poszłyśmy wszystkie pięć koło chłopaków. Wszyscy z wyjątkiem Tiny byliśmy w wodzie, nawet dwaj senseiowie! TY chciał sobie skoczyć i poszedł na skały. Spodobało mu się i co pięć minut wypowiadał słowa "Idę na skały". Po ok. godzinie przyszła do nas panna Williamson.
  - Dlaczego tu przyszłaś? - burknął Jack.
  - Nie mogę? - zdziwiła się.
  - Nie, NIE MOŻESZ! -wrzasnęliśmy wszyscy.
  - Pożałujecie tego. Każdy z was! - krzyknęła i odeszła.
 Nikt za bardzo się nią nie przejmował, więc po jej odejściu dalej się bawiliśmy. Odważyłam się i poszłam skoczyć sama. Na serio to nie wiem czego się tak baaardzo bałam. Było... Nawet spoko.
  - No i jak? - spytał Anderson, gdy wynurzyłam się z wody.
  - W sumie to dało się przeżyć - uśmiechnęłam się szeroko.
 Przez kolejne kilka godzin byliśmy w wodzie. Nie wiem czemu, ale wydawało mi się, że ten Steven jakoś dziwnie się na mnie patrzył. Tina w pewnej chwili podeszła i krzyknęła:
  - Bawcie się, bawcie. Tylko, żebyście potem nie żałowali!
 Pobiegła w stronę namiotu, a my ją zignorowaliśmy.
  - Ona jest bardzo dziwna - stwierdził Jerry.
  - Tak myślisz? - spytałam ironicznie.
  - Możemy się nią nie przejmować? - rzuciła Dana.
  - Jasne! Jeszcze kilka dni i widywać ją będziemy tylko w szkole - uśmiechnęła się Megan.
  - Kto idzie skakać? - krzyknął Rudy.
 Chętni byli wszyscy. Dopiero gdy zaczęło się ściemniać rozeszliśmy się do swoich namiotów.
 Przebrałam się w zielone rybaczki, żółtą bluzkę na krótki rękaw i czarne japonki w różowe prążki. Wyszłam i zobaczyłam kogoś przez moim namiotem.
  - Tina? - zdziwiłam się - Co ty tu...?
  - Jeszcze nie wiesz? - uśmiechnęła się szyderczo.
  - Jakbym wiedziała to bym chyba nie pytała. Jak myślisz?
  - Nie wymądrzaj się! - syknęła - Chciałam ci tylko o czymś powiedzieć.
  - No, to może powiesz...
  - Z wielką chęcią. Do końca biwaku z mojej strony nic ci się nie stanie. Przez resztę wakacji też będziesz mieć spokoj.
  - A mówisz mi to z powodu...? - spytałam zdziwiona jej zachowaniem.
  - W szkole zacznie się piekło! - syknęła, a na jej twarzy zagościł ten wkurzający, chytry uśmieszek.
  - Fajnie, cieszę się - powiedziałam spokojnie, ale w środku coś się we mnie gotowało.
  - Ja bym się nie cieszyła na twoim miejscu! Będę cię poniżać, Jack się tobą znudzi, a przyjaciele odwrócą się od ciebie. Ty zostaniesz SAMA! - krzyknęła dziewczyna.
  - Na razie, Tina - rzuciłam i poszłam do namiotu mojego chłopaka. - Nie przeszkadzam? - spytałam, gdy go zobaczyłam.
  - Coś ty, nigdy! - uśmiechnął się.
 Usiadłam koło Jack'a .
  - Już nie mogę - wydukałam.
  - O co chodzi? - spytał z troską.
  - Tina. Przez wakacje da mi spokój, ale w szkole podobno będzie gorzej.
  - Nie przejmuj się nią! Masz przecież nas .
  - Wiem - przytuliłam się do niego. - Dziękuję ci.
  - Za co?
  - Za to, że jesteś...
 Położyłam głowę na jego ramieniu. Obiął mnie i zaczął gładzić po włosach. Poczułam się bezpieczna, wiedziałam, że przy nim nic mi się nie stanie. Zmęczyłam się tą całą sytuacją i nie miałam na nic siły, więc w przeciągu kilku minut zasnęłam.

Jest ;) Nie wiem jak mam was przepraszać, bo tak długo nie dodawałam, ale błagam... Zrozumcie mnie. Mam serio ciężką sytuację, a na dodatek masę obowiązków i nie mam pojęcia jak z tego wszystkiego wybrnę. 
 Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że moje życie jest lekko podobne do... Megan! Tak jak ja bała się, że "przyjaciółka" pogrąży ją w szkole i poza nią, ale z prawdziwymi przyjaciółmi stawia się jej i jest dobrze ;) Te sytuacje są bardzo podobne, ale w moim przypadku jest o wiele gorzej... ;/ Nie będę się tu rozpisywać, bo to nie pamiętnik i wiem, że was to nudzi, ale potrzebowałam choć trochę się wyżalić ;/

Okey! Przejdźmy do wesołych tematów! Jutro moja przyjaciółka robi urodziny w Picolo (pizzeria, kawiarnia i dyskoteka ;D) i dzisiaj byłyśmy z Wołkiem (to Klaudia <heh!>), Olą i Klaudią po prezent dla niej. W skład tego wchodzą bluzeczka z krótkim rękawem, niebieski stanik i... Stringi ;D Takie zielono-czarne z koronką ;D Wszystkim dziewczynom z klasy co robiły urodziny zawsze kupowałyśmy stringi ;D Eh :) Nevermind ;* 

Następny rozdział? JUTRO! Tym razem obiecuję, a jak go wtedy nie będzie to mogę wam podać adres i przyjedziecie mnie potorturować :)


Pzdr!

niedziela, 16 września 2012

Info .

Przepraszam, że w piątek nie było rozdziału, ale chyba wiecie... Moi nauczyciele nie należą do wyrozumiałych i uziemili mnie nad pracą domową przez cały weekend. Dodatkowo muszę się uczyć roli, bo zapisałam się do grupy teatralnej. Tak więc... Kolejny rozdział będzie, albo dzisiaj wieczorem, alebo jutro po południu ;/

Przepraszam i pozdrawiam ! ; **

poniedziałek, 10 września 2012

Rozdział 20

Z małym opóźnieniem ;D


 Jack poczekał przed moim namiotem, aż się przebiorę. Wyszłam w szarych legginsach 3/4, fioletowej bluzce z krótkim rękawem i białym długim sweterku na guziki.
  - Twoja bluza jest trochę  mokra - powiedziałam, kiedy mu ją dawałam.
  - Nic nie szkodzi - uśmiechnął się.
  - Na pewno?
  - Tak, spoko.
  - Przypadek. Akurat, zrobiła to specjalnie.
  - Chyba masz rację - odparł. - Tak w ogóle to chcesz jeszcze tam wracać?
  - Niezbyt. Ty idź, a ja tu zostanę - powiedziałam.
  - Bez ciebie nie idę - po raz kolejny się uśmiechnął.
 Weszliśmy do mojego namiotu. Pogadaliśmy chwilę i sobie poszedł. Było po północy, więc położyłam się spać.
 Następnego dnia szybko się obudziłam. Ubrałam w zieloną bokserkę z ananasem w okularach, dżinsowe spodenki i białe japonki z ćwiekami. Wyszłam z namiotu i poszłam nad wodę, każdy chyba jeszcze spał. Podeszłam bliżej, miałam dziwne uczucie, jakby ktoś za mną szedł. Popatrzyłam w dół i zobaczyłam czyjś cień. Chciałam się odwrócić, ale ktoś uderzył mnie w głowę. Po raz kolejny spadłam na ziemię i straciłam przytomność. Ocknęłam się leżąc na kolanach Jack'a.
  - Nareszcie - odetchnął z ulgą.
  - Co jest? - spytałam zdezorientowana.
  - Straciłaś przytomność i o co tyle krzyku? - burknęła Tina - Żyjesz, a szkoda.
  - Gdyby nie bolała mnie głowa to ty byś nie żyła - odparłam spokojnie.
  - Co ci się w ogóle stało? - wtrącił Rudy.
  - Nie wiem - przyznałam. - Poszłam nad wodę i ktoś mnie uderzył w głowę no i... Tyle.
  - Kto? - zdziwił się Milton.
  - Tina - rzuciła Dana. - To ONA!
  - Zamknij się - syknęła Williamson.
  - Sama się zamknij. Powiedziała mi kiedyś, że Kim ją popamięta i, że to się źle skończy, ale nie zrobiła tego co miała zrobić - krzyknęła dziewczyna.
  - No proszę, kto by pomyślał - rzucił ironicznie Jack.
  - A z resztą... Mam cię dość, Tina! - wrzasnęła Carter i szybko pobiegła do swojego namiotu.
  - Ty też już lepiej idź - Jerry zwrócił się do Williamson.
  - Oh, nienawidzę was wszystkich - wtrąciła i zrobiła to co jej dawna przyjaciółka.
  - Idę z nią pogadać - powiedziałam i dopiero teraz podniosłam głowę z kolan Anderson'a.
  - Z Tiną?! - zdziwili się wszyscy.
  - Taaa... Jasne - rzuciłam sarkasycznie. - Co wy?! Z Daną!
 Skierowałam kroki w stronę namiotu Carter. Weszłam i zobaczyłam dziewczynę leżącą na swoim śpiworze.
  - Dana? - zaczęłam nieśmiało.
  - Kim? - chyba się mnie nie spodziewała - Co ty tu...?
  - Chciałam pogadać - odrzekłam szybko.
  - Niby o czym?
  - O tym co zaszło wczoraj no i dzisiaj - wydukałam. - Jeszcze mam propozycję.
  - Pewnie chcesz wiedzieć dlaczego to zrobiłam - westchnęła.
  - No, trochę tak - uśmiechnęłam się przyjaźnie.
  - Dobra, powiem. Mam już dość Tiny! Ciągle tylko Jack, Jack i Jack, tak w kółko! Wszystkich rozstawia po kątach, zawsze musi być tak jak ona chce i nic więcej. Po prostu działa mi na nerwy! Kiedyś chciałam być taka jak ona, ale przejrzałam na oczy, a to co ci zrobiła to... Już po prostu nie wytrzymałam, ale uwierz. Planowała zrobić coś gorszego, jednak pozostała tylko przy tym - zakończyła. - Tak a propos to miałaś jeszcze jakąś propozycję.
  - No tak - przyznałam. - Zastanawiałam się czy nie miałabyś ochoty przyjść w poniedziałek na nocowanie u Grace. Wszystkie dziewczyny z klasy, no może oprócz Tiny. Co ty na to?
  - Miło mi, ale raczej nie - odrzekła. - Może jeszcze nie teraz, ale dzięki za zaproszenie.
  - Spoko - uśmiechnęłam się. - Tylko jakbyś chciała pogadać, albo coś to wiesz gdzie mnie znaleźć.
  - Okey, będę pamiętać - uśmiechnęła się.
  - Ja już spadam - powiedziałam. - Przyjdź za chwilę. Dzisiaj wieczorem żegnamy Czarne Smoki!
  - Dobra, przyjdę.
 Wyszłam z jej namiotu i skierowałam się w stronę stojącego nieopodal Jack'a.
  - Pogadałaś z Daną? - spytał.
  - Tak, ona też ma dosyć "świętej panny Williamson". Tych jej akcji i w ogóle.
  - Rozumiem ją całkowicie - odparł i obiął mnie ramieniem. - Co powiesz na skoki ze skał do wody?
  - Ty leć po chłopaków, a ja idę po Danę i te dwie od Ty'a, okey? - rzuciłam i pocałowałam go w policzek.
  - Tylko tyle? - uśmiechnął się. Przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta...

Finito! Wiem, że krótki, nudny, a do tego jest późno, ale uwierzcie... Moi nauczyciele nie należą do normalnych. Np: u polonistki nie można ziewać (dostajesz opierdol i pytanie co robiłaś w nocy [?]), na wychowaniu rodzinnym (WDŻR)  babka pytała kto z nas kiedykolwiek oglądał porno, no to... Żyć nie umierać ;/ Następny najwcześniej w środę, a najpóźniej w sobotę ;D

Apel do:
Zuzu z bloga http://my-story-kickin-it.bloog.pl: Napisz coś wreszcie, błagam!
Izki z bloga http://kimijack-historia-wedlog-izki.blogujaca.pl/: Odwieś bloga i napisz pierwszy rozdział na tym drugim!
Stylesowej . z bloga http://leolivia4ever.blogspot.com/: Napisz coś wreszcie!!

Jeszcze jedna sprawa to aknkieta! Większość z was (13) głosowało, żebym nie usuwała bloga swiat-chloe, więc tak też zrobię :D Do końca tygodnia pojawi się Rozdział czwarty: Pomysł, zapraszam!

Pzdr!


wtorek, 4 września 2012

Rozdział 19

Jak tam po pierwszym dniu? ;/  U mnie zajebiście, bo w JUTRO mam pierwszy test :/


 Tina poszła do swojego namiotu, a cała nasza siódemka łącznie z senseiem spoglądała na siebie porozumiewawczo. Mamy już kogo się obawiać... Po chwili każdy zrobił to samo co Williamson, czyli udał się do namiotu. Przebrałam się w normalne ubranie - białe szorty, różową bluzkę na ramiączka z białym króliczkiem i białe japonki. Włosy upięłam w wysoki kok, żeby mi na ciuchy nie kapała woda. Wyszłam z namiotu. Przy okazji spotkałam Jack'a, który dziwnie się zachowywał.
  - Hej, co robi... - zaczęłam, ale zakrył mi usta dłonią.
  - Cicho na chwilę - szepnął.
  - Po co? - spytałam równie cichym głosem.
  - Posłuchaj tego.
 Jak powiedział tak zrobiłam i przysłuchałam się. To były dwa znajome głosy. Tiny i... Dany?
  - Proszę cię, to niedorzeczne - rzuciła Carter.
  - Zamknij się, bo ktoś na usłyszy! - skarciła ją.
  - Okey, ale to nie jest dobry pomysł. Wiesz co jej się może stać?
  - Mnie to nie obchodzi - syknęłam.
  - Nie możesz tego zrobić Kim - zaprotestowała Dana. - Błagam. Jeśli już chcesz się mścić to wymyśl coś mniej niebezpiecznego!
  - Dobra, ale ona i tak pożałuje, że odebrała mi Jack'a. Przyrzekam!
  - Jak chcesz. Tylko jej przy okazji nie zabij - burnkęła dziewczyna i wyszła z krzaków, gdzie siedziały. Ja i Jack schowaliśmy się. Nie zobaczyła nas i poszła do swojego namiotu, a zaraz potem również Williamson. Gdy obie zniknęły wyszliśmy z ukrycia.
  - Mam się bać? - spytałam przestraszona.
  - Nie martw się. Nic ci się nie stanie - zapewnił chłopak.
  - Nie byłabym tego taka pewna - rzuciłam.
 Ku mojemu zdziwieniu podeszła do nas... Dana!
  - Kim, musisz uważać na Tinę. Uwierz mi, wiem co mówię - zaczęła.
  - Co co ci chodzi? - udałam zdziwioną.
  - Ona chce... I tak już za dużo powiedziałam - odparła i szybko uciekła.
  - Teraz też powiesz, że nic mi się nie stanie? - spytałam ironicznie.
  - Spoko - uśmiechnął się Jack. - Przy mnie nic ci się nie stanie.
  - Hej, chodźcie tutaj - w pewnej chwili dobiegł nas głos Jerego. Podeszliśmy do niego, był w towarzystwie dwóch dziewczyn i jednego chłopaka.
  - Przedstawisz nas? - spytałam.
  - Jasne - odparł. - To Clara, Emma i Steven. Od września będą się uczyć w naszej szkole.
  - Super - uśmiechnęłam się. - Jestem Kim.
  - A ja Jack.
 Steven wystawił rękę, a ja podeszłam bliżej, żeby ją uscisnąć, ale ktoś mnie popchnął i upadłam.
  - Ale z ciebie niezdara - oczywiście... Tina! - Uważaj, to będą dłuugie dni....
  - Jak ja jej nienawidzę - wycedziłam, gdy już odeszła.
  - No, bo ja ją ubóstwiam - powiedział ironicznie Jack. Uśmiechnął się i pomógł mi wstać. Jak ja kocham ten jego uśmiech!
  - Kto to był? - spytała zdziwiona Emma.
  - Nikt kogo chcielibyście poznać -  wtrącił Jerry.
  - Widziałem, że Tina cię popchnęła - znikąd pojawił się Rudy.
  - Tak i to twoja wina - burknęłam.
  - Moja? Dlaczego?
  - Musiałeś jej pozwolić jechać?! - wtrącił Jack.
  - Ona należy do naszego dojo no i... - zaczął tłumaczyć.
  - Moment - przerwał Steven. - Należycie do jakiegoś dojo?
  - Do Bobbiego Wasabiego - rzucił Martinez.
  - My to Czarne Smoki - uśmiechnęła się Clara. - Jesteśmy tu z senseiem i takim innym co się nazywa Frank.
  - Witaj, Kim - ten idiota podszedł mnie od tyłu.
  - Witaj, Frank - uśmiechnęłam się. - Złapałam go za nadgarstek i przekręciłam w powietrzu, upadł na ziemię.
  - Cześć, Rudy - zaraz po nim pojawił się TY. - Mam nadzieję, że od incydentu z Julią i Miltonem żyjemy w zgodzie?
  - Oczywiście - odparł.
  - Okey, dosyć tego - przerwała Clara. - Od kiedy wszyscy się znacie?
  - Odkąd mieliśmy do trzynaście lat - zakomunikowałam.
  - A teraz ile macie?
  - Ja, Kim, Milton i Eddie mamy szesnaście, a Jack ma siedemnaście. Jest z tego samego roku, ale o kilka miesięcy starszy - odparł latynos.
  - Podobnie do nas. Tylko my dwie mamy szesnaście, a Steven już osiemnaście - rzuciła Emma.
  - Ja już prawie dziewiętnaście - wtrącił Frank, który już podniósł się z ziemi.
  - Tylko kogo obchodzi twój wiek - powiedział Jack pod nosem.
  - TY, na ile tu jesteście tu jesteście? - spytał nasz sensei.
  - Już jutro wyjeżdżamy, jesteśmy tu od tygodnia - odpowiedział. - Zapraszamy na pożegnalne ognisko!
  - Z chęcią przyjdziemy - odparł Rudy.
 Pożegnaliśmy się z Czarnymi Smokami i poszliśmy do swoich namiotów.


Kilka godzin późnej.

 Mieliśmy udać się koło namiotów Czarnych Smoków. Założyłam rybaczki, białą bluzkę w kwiatki i czarne, płaskie sandały. Wyszłam i natknęłam się na Jack'a. Był ubrany w spodnie do kolan, szary t-shirt i niebieską basketballówkę z białymi rękawami.
  - Idziemy? - spytał uśmiechając się.
  - Jasne - odparłam. Chłopak objął mnie ramieniem i poszliśmy.
 Gdy doszliśmy wszyscy już byli.
  - Nareszcie jesteście - burknęła Tina. - Dłużej się nie dało?
  - Okey, nieważne - wtrącił TY. - Siadajcie i zabierać się za patyki!
 Upiekliśmy i zjedliśmy kiełbasę. Postanowiliśmy jeszcze chwilę posiedzieć. Steven miał ze sobą gitarę. Przyniósł ją i zaczął grać. Jack od niego pożyczył i też coś zagrał. Nie miałam pojęcia, że tak dobrze potrafi grać.
  - Idę do namiotu po bluzę - odezwałam się gdy zrobiło się zimno.
  - Poczekaj - Anderson mnie zatrzymał i dał mi swoją basketballówkę.
  - Dzięki - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.
  - Mi też trochę zimno - przyznała Tina.
  - Idź do namiotu po bluzę - rzucił Jack.
  - Może dałbyś mi swoją? - spytała.
  - Ja już ją dałem Kim, jakbyś nie zauważyła - odparł. - Nasze namioty nie są daleko. Korona ci z głowy spadnie jak pójdziesz?
 Po tym już się nie odzywała i za radą chłopaka poszła po swoją bluzę, jednak za chwilę wróciła. Po jakiejś godzinie od tego zaczęliśmy zię zwijać.
  - Ktoś mógłby przynieść wodę i zgasić ogień? - spytał Rudy.
  - Ja to zrobię - od razu zgłosiła się Williamson.
 Nie powiem, trochę mnie to zdziwiło. Wzięła wiadro, które stało obok nas i poszła nad rzekę. Kiedy wracała z pełnym wiadrem akurat przechodziła koło mnie i Jack'a. Niestety "przypadkowo" się potknęła i pół zawartości naczynia wylądowało na mnie.
  - Tina! - krzyknęłam i do razu zerwałam się z miejsca.
  - Przepraszam, to był wypadek - wydukała z chytrym uśmieszkiem. Wypadek? Taa.. Jasne!
 Anderson zaproponował, że odprowadzi mnie do namiotu, a reszta niech się zajmie sprzątaniem. Ku niezadowoleniu Williamson razem udaliśmy się w stronę naszego obozowiska...

Miał być wczoraj, przepraszam. Niestety również wczoraj po Rozpoczęciu jak dopiero podpisywałam zeszyty i książki skapłam się, że brakuje mi trzech zeszytów i czterech książek, a dwie z nich miałam dzisiaj na lekcjach, więc... Do dwóch księgarni! Były, całe szczęście. Jutro MAM TEST Z ANGLIKA, ale go nie zdam ;P Nie będę pisać dlaczego, ale JA NIE MOGĘ GO ZDAĆ! To jest na rozszeżone zajęcia z języka. Obie klasy - a i b - to piszą. Ta połowa co napisze gorzej uczy się podstawowego programu w innej klasie, a ta "lepsza" połowa idzie do innej sali i uczy się więcej. Z jednej strony to bym chciała tam trafić, bo... Nie będę o tym pisać, a z drugiej to... Rozszeżony kurs z języka? Coś mi to nie leży, ale wtedy nauczycielka by była zajebista :**  Tak, pierwsza gimnazjum jest suuper... No nic, kolejny rozdział chyba... Eeee... Piątek? Tak, chyba tak :)

Pzdr! 

niedziela, 2 września 2012

Rozdział 18

Obiecałam i jest !
Była dokładnie szósta trzynaście. Tylko wziąć plecak i byłam gotowa. Mieliśmy być w dojo przed siódmą, a ja nie chciałam się spóźnić. Nie chodziło nawet o ten biwak, bardziej o to, że z Jack'iem nie widziałam się przed cały weekend. Katorga jakaś! Nieważne. Rodzice mieli na rano, a Ben jeszcze spał, więc wzięłam swój czerwony, sportowy plecak ze śpiworem na górze i wyszłam zamykając drzwi na klucz. Ubrana byłam w niebieskie rybaczki, białą bokserkę z napisem "I love music" i niebieską basketballówkę z białymi rękawami i czarną literą "A". Włosy związałam w wysoki kucyk. Do tego założyłam czarne adidasy z Nike.
 Gdy doszłam były tam tylko Tina i Dana.
  - Co wy tak wcześnie? - zdziwiłam się.
  - Nie chciałyśmy się spóźnić, a ty co? Ranny ptaszek się znalazł - spytała ironicznie panna Carter.
  - Żebyś wiedziała - burknęłam.
 W tym samym momencie do dojo wszedł Anderson.
  - Hej, Kim - uśmiechnął się. Położył plecak na ziemi, podszedł do mnie i pocałował w policzek. - Witam, larwy - zwrócił się do nich, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
  - Nie skomentuję tego - uniosła się Tina i zajęła się rozmową z Daną.
 Chwilę potem wszedł sensei z kilkoma innymi facetami
  - Yyy... Rudy? - zaczął Jack.
  - O co chodzi? - spytał.
  - Kto to jest? - wskazał palcem na czterech mężczyzn niosących po dwa worki.
  - To znajomi znajomego mojego znajomego - wyjaśnił.
  - Oczywiście - rzuciłam.
  - Ten mój znajomy prowadzi sklep sportowy z rzeczami do biwaków itp. Pożyczył nam osiem namiotów dla was, a ja mam swój - odparł.
 Po chwili przyszli też Megan, Jerry, Milton i Eddie, a po ich przyjściu wszyscy wyszliśmy z dojo, aby udać się na biwak!


 Kilka godzin później

Nareszcie dotarliśmy! Tam było pięknie. Duża rozłożysta polana, na której było jeszcze kilka innych namiotów. Nieco dalej płynęła sobie dość głęboka rzeka. Rozłożyliśmy swoje namioty, poszło nawet bezproblemowo. Położyłam w nim plecak i rozłożyłam śpiwór. Wyszłam na dwór i udałam się nad rzekę. Byli tam jak na razie Jack, Jerry, Tina i Dana.
  - No proszę - rzuciła Williamson. - Po co w ogóle ta Kim?!
  - Odwal się od niej, rozumiesz? Jesteśmy razem, a ty przestań się jej czepiać! - krzyknął oburzony chłopak.
  - Tak, odwal się od nas wszystkich - wtrącił latynos.
  - Ty się zamknij, debilu - syknęła Dana.
  - To raczej wy dwie się zamknijcie - podeszłam do nich. - A ty, Tina, daj sobie spokój!
  - Niby czemu? - uśmiechnęła się pobłażliwie - Ty mi każesz?
  - Tak, ja ci każę! - wrzasnęłam - Przyznaj, że jesteś tutaj tylko po to, żeby mnie poniżyć!
  - Owszem - odparła spokojnie. - Przygotuj się, to będą ciężkie dni! - syknęła i poszła do namiotu, a Carter oczywiście w ślad za nią.
  - Nienawidzi mnie - stwierdziłam zrezygnowana.
  - Bez przesady - odparł Jerry. - Tak źle to nie jest. Choć może... Niee... Jednak jest tak źle.
  - Wiesz co może pomóc? - spytała Jack.
  - Co?
  - Kąpiel w tej rzece na przykład - uśmiechnął się szeroko. - Co ty na to?
  - Ja na to... - zaczęłam. - Już idę po kostium.
 Po drodze do namiotu natknęłam się na Meg i ona też wybierała się nad rzekę.  Gdy wyszłam już na mnie czekała. Mój strój kąpielowy był dwuczęściowy w biało-niebieskie, poziome paski. Razem poszłyśmy do chłopaków. Woda była ciepła, więc od razu zanurzyliśmy się cali. Nieopodal znajdowało się kilka skał, z których można było skakać do wody. Jack i Jerry od razu tu wykorzystali. Pierwszy był Anderson, który skoczył na bombę i przy okazji zrobił salto. Złapał mnie za nogę kiedy był pod wodą. Otworzyłam oczy i się uśmiechnęłam, a zaraz potem oboje się wynurzyliśmy.
  - Odbiło ci? - krzyknęłam, ale dalej się uśmiechałam - Co to miało być?!
  - No co? - zrobił słodką minę - Gniewasz się na mni?
  - Na ciebie? Nie dam rady. Jesteś za słodki - pocałowałam go lekko, a on uśmiechnął się szeroko.
  - Papużki nierozłączki - wtrącił się Jerry, który skoczył od razu po Jack'u. - Zakaz okazywania uczuć przy facecie bez dziewczyny. Okey?
  - Dobra - powiedzieliśmy razem śmiejąc się.
  - Fajnie się skacze? - spytała Megan.
  - Super - uśmiechnął się Martinez.
  - W takim razie też chcę - zakomunikowała.
  - A ty, Kim? - zwrócił się do mnie.
  - Ja się boję - odparłam.
  - No chodź - rzucił Jack. - Skoczę razem z tobą.
  - Okey, dobra - powiedziałam i poszliśmy na skałki.
 Najpierw skoczył Jerry, a chwilę po nim Megan.
  - Super! - krzyknęła gdy już się wynurzyła - Kim, teraz wy!
  - Nie, nie mogę. Boję się - powiedziałam do Anderson'a.
  - Nie przesadzaj - odparł. - No chodź!
  - Okey - rzuciłam niepewnie. Chwyciłam go za rękę i skoczyliśmy. Nawet nie było tak źle jak myślałam.
  - I jak? - spytał Jerry.
  - Szczerze? To skoczyłabym jeszcze raz - uśmiechnęłam się szeroko.
 Potem w wodzie posiedzieliśmy jeszcze kilka dobrych godzin. Przyłączyli się do nas jeszcze Eddie, Milton i Rudy. Nasz sensei poszedł skoczyć razem z Jerrym. Gdy przymierzał się do skoku, latynos go popchnął i gdy leciał, piszczał jak mała dziewczynka.
 Kiedy wyszliśmy z wody i szliśmy do namiotów Tina do nas podeszła, a raczej do mnie.
  - Fajnie się pływało? - spytała wymuszając uśmiech.
  - Dosyć fajnie, a poza tym... Aaaa! - krzyknęłam, bo spadłam.
  - Kim, żyjesz? - Anderson pomógł mi wstać.
  - Jaka z ciebie niezdara - powiedziała Williamson. - Wywrócić się na prostej drodze...
  - Przecież to ty podstawiłaś jej nogę - zauważyła Meg.
  - Ty się nie odzywaj! - krzyknęła dziewczyna - A wy uważajcie, bo jeszcze pożałujecie!
 Jej zemsty przeszły do historii naszej szkoły tak samo jak cięty język Jack'a i to, że się spóźnia. Wkurzysz ją? Masz swojego wroga nr 1. Tina potrafi nieźle zaleźć za skórę i coś czuję, że tak też będzie w naszym przypadku...

Napisało się! Wiem, że jest bardzo nudny, ale już niedługo akcja się rozkręci. Pod ostatnim postem pojawiło się wiele miłych komentarzy, za co dziękuję :) Po nich chyba widać, że lubicie czytać mojego bloga, co nie? Eh, nieważne. Przepraszam, że tak późno, ale dzisiaj będzie tylko jeden. Po południu ostateczne przygotowania do... wiecie czego. Musiałam się otrząsnąć po planie lekcji, który na stronie szkoły pojawił się dopiero dzisiaj rano. Wychowawca - szkoda słów ;// Potem na 16:00 do kościoła, a potem na Dożynki! Jakiś lekko pijany gostek poprosił mnie do tańca! Żeby nie było to się zgodziłam, nawet fajnie było ;d Trzeba było szybko wracać, bo tatuś jedzie o północy na drugi koniec kraju do pracy no i tego... :) Tak więc następny rozdział jutro jak wrócę z Rozpoczęcia.

 Pzdr!

sobota, 1 września 2012

Rozdział 17

Przepraszam, że tak późno... ;/ 

 Ubierałam się na spotkanie z Grace. Założyłam szarą bokserkę z kotem w okularach, czarne dżinsowe szorty i białe sandały na lekkiej koturnie. Zrobiłam sobie francuski warkocz, wzięłam kopertówkę, portfel, telefon i byłam gotowa.
 Gdy przyszłam do kawiarni dziewczyna już na mnie czekała.
  - Spóźniłam się? - zdziwiło jej szybkie przyjście, bo zawsze to ja musiałam na nią czekać.
  - Nie, nie - zaprzeczyła. - To ja jestem wcześniej.
  - Chyba, że tak - uśmiechnęłam się i zajęłam miejsce przy stoliku.
  - Teraz opowiadaj ze szczegółami całą wycieczkę do Paryża! - wypaliła od razu.
  - Że niby jaką? - spytałam zdziwiona. Całą?
  - Nie, no dobra - poprawiła. - Tylko to o tobie i panu Andersonie.
  - Okey - westchnęłam i zaczęłam opowiadać.
 Gdy skończyłam grace była jakaś dziwna.
  - Co ona ci zrobiła?! - spytałam groźnym tonem.
  - Spokojnie, Grace. Było minęło, nie?
  - Masz rację, jesteście razem i to najważniejsze - znowu się uśmiechnęła.
  - Twoja kolej - odparłam.
  - Hę? - nie wiedziała o co mi chodzi.
  - Ty i Mike - oznajmiłam.
  - Okey. Nasza pierwsza randka była w pierwszym dniu wakacji. Coś zaiskrzyło, a potem było już tylko lepiej. Więcej randek i samo jakoś wyszło - zarumieniła się lekko.
  - Jesteś pewna, że to wypali? - spytałam niepewnie.
  - Oczywiście - uśmiechnęła się. - A ty i Jack? Przecież to podrywacz i łamacz serc!
  - Ja mu wierzę - powiedziałam spokojnie.
  - Skoro tak mówisz - westchnęła.
  - Oprócz Mike'a to co się jeszcze u ciebie działo? - spytałam.
  - Same nudy - odrzekła. - Może byśmy zrobiły w tym tygodniu piżama party u mnie, albo u ciebie, hę?
  - Dałoby w następnym tygodniu?
  - Pewnie, ale czemu nie w tym?
  - No, bo teraz jadę na biwak z resztą z dojo - wyjaśniłam.
  - Tina, Dana i Megan? Współczuję...
  - Meg jest w porządku, zaprzyjaźniłyśmy się, a te dwie to da się zignorować.
  - To dobre chociaż to - uśmiechnęła się. - Kiedy wracacie?
  - Jedziemy w poniedziałek rano, a wracamy w piątek. Imprezka w następny poniedziałek?
  - Spuer! W weekend sobie odpoczniesz, a potem impreza w moim nowym, wielkim namiocie!
  - Już się boję tego poniedziałku - roześmiałam się.
  - I dobrze! - odparła Grece wziąłwszy łyk kawy - Dzisiaj sobota, co nie?
  - Tak, a co?
  - Tą imprezkę trzeba zrobić z pompą, ale tylko dziewczyny. Na chłopaków moja mama się nie zgodzi!
  - Dziwiłabym się gdyby się zgodziła - uśmiechnęłam się.
  - Zaprosimy osiem dziewczyn, z nami będzie dziesięć - zakomunikowała dziewczyna.
  - Czyli kogo? - spytałam.
  - Ja, ty, Donna, Emily, Bree, Carly, Megan, Vanessa, Chloe i Nina!
  - Super - uśmiechnęłam się. - Jak ich zaprosimy?
  - Pomyślałam o chodzeniu od domu do domu i rozdawaniu ulotek, które byśmy zrobiły.
  - Wszystko świetnie, tylko czy twoja mama się zgodzi? - spytałam.
  - Zaraz do niej zadzwonię - oznajmiła i wybrała numer.
 Gdy pani Knight odebrała dziewczyna włączyła głośnik.
   - Hej, mamuś !
  - Cześć, Grace.
  - Mogę cię o coś poprosić?
  - Jasne, a o co chodzi?
  - Mogę zaprosić koleżanki do namiotu w następny poniedziałek? Będzie nas dziesięć i sama wszystkim się zajmę!
  - Okey, dobra.
  - Dzięki, kocham cię!
  - Ja ciebie też, córeczko.
 Dziewczyna się rozłączyła i uśmiechnęła.
  - Łatwo poszło - przyznała.
  - Teraz ulotki? - spytałam.
  - Tak, chodźmy do mnie!
 Po drodze zahaczyłyśmy jeszcze o papierniczy do kolorowy papier i flamastry. Poszłyśmy do jej pokoju i zaczęłyśmy tworzyć. Zrobiłyśmy osiem ulotek w różnych kolorach.
  - Co myślisz? - spytała Grace.
  - Całkiem, całkiem - odparłam.
  - Postarałyśmy się - stwierdziła.
  - Idziemy je rozdać? - zaproponowałam.
  - Chodźmy!
 Pierwsza w kolejce była Nina. Na szczęście wszystkie mieszkamy dość blisko, więc w przeciągu kilku minut stałyśmy już pod jej domem. Otworzyła nam jej mama.
  - Dzień dobry, pani. Jest może Nina? - spytałam.
  - Tak, już ją wołam - powiedziała. - Nina, chodź na moment!
  - O co chodzi? - dziewczyna zbiegła po schodach.
  - Masz gości - odparła kobieta i wróciła do kuchni.
  - Hej, co tam? - zaczęła Nina.
  - Chciałybyśmy ci to dać - odrzekła Grace i wręczyła jej ulotkę.
  - Super, na pewno przyjdę - uśmiechnęła się.
  - W takim razie my już musimy iść zaprosić resztę - oznajmiłam. - Narka!
  - Pa !
 Potem były Chloe i Emily, ale wyjechały na obóz i wrócą w następny czwartek. Donna, Bree,Carly i Megan na pewno się pojawią. Nicols zdziwiła się, że ją zapraszamy, ale zgodziła się. Z naszej klasy nie będzie Tiny, Dany, Chloe i Emily. Osiem to i tak chyba wystarczająco dużo!
 Następnie poszłyśmy z powrotem do panny Knight omówić wszystko związane z imprezą. Zakupy zrobimy za tydzień. Postanowiłyśmy zrobić losy na "Prawda czy wyzwanie?". Dziecinne, ale ile przy tym zabawy! Playlista! Włączyłyśmy jej laptopa i wyszukałyśmy kilka fajnych piosenek. Przegrałyśmy na MP3, które gdzieś tam się położy. Chwilę jeszcze u niej pobyłam i postanowiłam się zwijać. Coś mi się wydaje, że końcówka wakacji będzie udana...


Koniec! Przepraszam. Miałam dodać wczoraj po powrocie, ale u mnie w pokoju jest remont i trudno mi jest korzystać z komputera, a nie mam laptopa. No cóż... Wiem, że ta scenka jest nudna, ale to takie wprowadzenie do następnych rozdziałów, nowych bohaterów i nowej akcji. Kiedyś Kattie zadała mi pytanie o gang z Paryża. Tak, pojawią się, ale ok. dwudziestego któregoś rozdziału, albo dopiero trzydziestego. O tak.. Rozdziałów będzie ponad trzydzieści, a ja nie zamierzam z tym blogiem tak szybko się żegnać... ! :) 

Jeszcze jest takie coś... SZKOŁA! ;/ Pierwsza klasa gimnazjum - tona nauki i nowych przedmiotów. Przynajmniej pociesza mnie to, że te same osoby będą w klasie, choć z niektórymi bym się najchętniej pożegnała ;/  Rozdziały w dniach szkolnych będą pojawiać się dwa, czasami trzy, albo cztery razy na tydzień. Wiem, że to mało, ale chyba mnie rozumiecie... ;/ Kolejne dwa rozdziały jutro! Jednak nie zrobić tak jak chciałam. Podczas naszej szkoły w opowiadaniu będą wakacje :) Tylko przed góra dwa tygodnie :)


 PZDR!