niedziela, 2 września 2012

Rozdział 18

Obiecałam i jest !
Była dokładnie szósta trzynaście. Tylko wziąć plecak i byłam gotowa. Mieliśmy być w dojo przed siódmą, a ja nie chciałam się spóźnić. Nie chodziło nawet o ten biwak, bardziej o to, że z Jack'iem nie widziałam się przed cały weekend. Katorga jakaś! Nieważne. Rodzice mieli na rano, a Ben jeszcze spał, więc wzięłam swój czerwony, sportowy plecak ze śpiworem na górze i wyszłam zamykając drzwi na klucz. Ubrana byłam w niebieskie rybaczki, białą bokserkę z napisem "I love music" i niebieską basketballówkę z białymi rękawami i czarną literą "A". Włosy związałam w wysoki kucyk. Do tego założyłam czarne adidasy z Nike.
 Gdy doszłam były tam tylko Tina i Dana.
  - Co wy tak wcześnie? - zdziwiłam się.
  - Nie chciałyśmy się spóźnić, a ty co? Ranny ptaszek się znalazł - spytała ironicznie panna Carter.
  - Żebyś wiedziała - burknęłam.
 W tym samym momencie do dojo wszedł Anderson.
  - Hej, Kim - uśmiechnął się. Położył plecak na ziemi, podszedł do mnie i pocałował w policzek. - Witam, larwy - zwrócił się do nich, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
  - Nie skomentuję tego - uniosła się Tina i zajęła się rozmową z Daną.
 Chwilę potem wszedł sensei z kilkoma innymi facetami
  - Yyy... Rudy? - zaczął Jack.
  - O co chodzi? - spytał.
  - Kto to jest? - wskazał palcem na czterech mężczyzn niosących po dwa worki.
  - To znajomi znajomego mojego znajomego - wyjaśnił.
  - Oczywiście - rzuciłam.
  - Ten mój znajomy prowadzi sklep sportowy z rzeczami do biwaków itp. Pożyczył nam osiem namiotów dla was, a ja mam swój - odparł.
 Po chwili przyszli też Megan, Jerry, Milton i Eddie, a po ich przyjściu wszyscy wyszliśmy z dojo, aby udać się na biwak!


 Kilka godzin później

Nareszcie dotarliśmy! Tam było pięknie. Duża rozłożysta polana, na której było jeszcze kilka innych namiotów. Nieco dalej płynęła sobie dość głęboka rzeka. Rozłożyliśmy swoje namioty, poszło nawet bezproblemowo. Położyłam w nim plecak i rozłożyłam śpiwór. Wyszłam na dwór i udałam się nad rzekę. Byli tam jak na razie Jack, Jerry, Tina i Dana.
  - No proszę - rzuciła Williamson. - Po co w ogóle ta Kim?!
  - Odwal się od niej, rozumiesz? Jesteśmy razem, a ty przestań się jej czepiać! - krzyknął oburzony chłopak.
  - Tak, odwal się od nas wszystkich - wtrącił latynos.
  - Ty się zamknij, debilu - syknęła Dana.
  - To raczej wy dwie się zamknijcie - podeszłam do nich. - A ty, Tina, daj sobie spokój!
  - Niby czemu? - uśmiechnęła się pobłażliwie - Ty mi każesz?
  - Tak, ja ci każę! - wrzasnęłam - Przyznaj, że jesteś tutaj tylko po to, żeby mnie poniżyć!
  - Owszem - odparła spokojnie. - Przygotuj się, to będą ciężkie dni! - syknęła i poszła do namiotu, a Carter oczywiście w ślad za nią.
  - Nienawidzi mnie - stwierdziłam zrezygnowana.
  - Bez przesady - odparł Jerry. - Tak źle to nie jest. Choć może... Niee... Jednak jest tak źle.
  - Wiesz co może pomóc? - spytała Jack.
  - Co?
  - Kąpiel w tej rzece na przykład - uśmiechnął się szeroko. - Co ty na to?
  - Ja na to... - zaczęłam. - Już idę po kostium.
 Po drodze do namiotu natknęłam się na Meg i ona też wybierała się nad rzekę.  Gdy wyszłam już na mnie czekała. Mój strój kąpielowy był dwuczęściowy w biało-niebieskie, poziome paski. Razem poszłyśmy do chłopaków. Woda była ciepła, więc od razu zanurzyliśmy się cali. Nieopodal znajdowało się kilka skał, z których można było skakać do wody. Jack i Jerry od razu tu wykorzystali. Pierwszy był Anderson, który skoczył na bombę i przy okazji zrobił salto. Złapał mnie za nogę kiedy był pod wodą. Otworzyłam oczy i się uśmiechnęłam, a zaraz potem oboje się wynurzyliśmy.
  - Odbiło ci? - krzyknęłam, ale dalej się uśmiechałam - Co to miało być?!
  - No co? - zrobił słodką minę - Gniewasz się na mni?
  - Na ciebie? Nie dam rady. Jesteś za słodki - pocałowałam go lekko, a on uśmiechnął się szeroko.
  - Papużki nierozłączki - wtrącił się Jerry, który skoczył od razu po Jack'u. - Zakaz okazywania uczuć przy facecie bez dziewczyny. Okey?
  - Dobra - powiedzieliśmy razem śmiejąc się.
  - Fajnie się skacze? - spytała Megan.
  - Super - uśmiechnął się Martinez.
  - W takim razie też chcę - zakomunikowała.
  - A ty, Kim? - zwrócił się do mnie.
  - Ja się boję - odparłam.
  - No chodź - rzucił Jack. - Skoczę razem z tobą.
  - Okey, dobra - powiedziałam i poszliśmy na skałki.
 Najpierw skoczył Jerry, a chwilę po nim Megan.
  - Super! - krzyknęła gdy już się wynurzyła - Kim, teraz wy!
  - Nie, nie mogę. Boję się - powiedziałam do Anderson'a.
  - Nie przesadzaj - odparł. - No chodź!
  - Okey - rzuciłam niepewnie. Chwyciłam go za rękę i skoczyliśmy. Nawet nie było tak źle jak myślałam.
  - I jak? - spytał Jerry.
  - Szczerze? To skoczyłabym jeszcze raz - uśmiechnęłam się szeroko.
 Potem w wodzie posiedzieliśmy jeszcze kilka dobrych godzin. Przyłączyli się do nas jeszcze Eddie, Milton i Rudy. Nasz sensei poszedł skoczyć razem z Jerrym. Gdy przymierzał się do skoku, latynos go popchnął i gdy leciał, piszczał jak mała dziewczynka.
 Kiedy wyszliśmy z wody i szliśmy do namiotów Tina do nas podeszła, a raczej do mnie.
  - Fajnie się pływało? - spytała wymuszając uśmiech.
  - Dosyć fajnie, a poza tym... Aaaa! - krzyknęłam, bo spadłam.
  - Kim, żyjesz? - Anderson pomógł mi wstać.
  - Jaka z ciebie niezdara - powiedziała Williamson. - Wywrócić się na prostej drodze...
  - Przecież to ty podstawiłaś jej nogę - zauważyła Meg.
  - Ty się nie odzywaj! - krzyknęła dziewczyna - A wy uważajcie, bo jeszcze pożałujecie!
 Jej zemsty przeszły do historii naszej szkoły tak samo jak cięty język Jack'a i to, że się spóźnia. Wkurzysz ją? Masz swojego wroga nr 1. Tina potrafi nieźle zaleźć za skórę i coś czuję, że tak też będzie w naszym przypadku...

Napisało się! Wiem, że jest bardzo nudny, ale już niedługo akcja się rozkręci. Pod ostatnim postem pojawiło się wiele miłych komentarzy, za co dziękuję :) Po nich chyba widać, że lubicie czytać mojego bloga, co nie? Eh, nieważne. Przepraszam, że tak późno, ale dzisiaj będzie tylko jeden. Po południu ostateczne przygotowania do... wiecie czego. Musiałam się otrząsnąć po planie lekcji, który na stronie szkoły pojawił się dopiero dzisiaj rano. Wychowawca - szkoda słów ;// Potem na 16:00 do kościoła, a potem na Dożynki! Jakiś lekko pijany gostek poprosił mnie do tańca! Żeby nie było to się zgodziłam, nawet fajnie było ;d Trzeba było szybko wracać, bo tatuś jedzie o północy na drugi koniec kraju do pracy no i tego... :) Tak więc następny rozdział jutro jak wrócę z Rozpoczęcia.

 Pzdr!

8 komentarzy:

  1. rozdział świetny, jak każdy twój ; >
    jutro ? - nie ma sprawy ; d
    KOCHAM TWOJEGO BLOGA <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział boski <3 czekam na następny :) kocham twoje pomysły i za każdym rozdziałem są coraz lepsze i ciekawsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajefajny rozdział:) lubie twoje pomysły. Za każdym rozdziałem lepiej się rozkręcasz

    Ps. Masz nową czytelniczkę

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny rozdział ;) u mnie dzisiaj na wieczór dwa. Niemogłam dodać nic w weekend, bo miałam spotkania z przyjaciókami. Ehh… co to były za dwa dni… ale w każdym razie dwa rozdziały będą napewno na wieczór.

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny <33 czekam na kolejny z niecierpliwością ;3

    I ♥ your blog!

    OdpowiedzUsuń

Komentować ♥