środa, 31 października 2012

I'm so sorry, guys !

Hej :) Bardzo, ale to bardzo przepraszam, że przez prawie dwa tygodnie nie dodawałam notki. Mam bardzo dużo nauki, a babka od polskiego się na mnie uwzięła ;/ Tak więc... Przed chwilą wróciłam z "żebrania" o cukierki :) Było zajebiście ! :) Od nauczycielki WDŻRu dostałśmy (ja i trzy koleżanki) całe opakowanie Merci. : * Przełaziłśmy wgl całą Posadę . ;D Nie no okey, bez przesady, ale! Rozdział jutro z samego rana, albo jeszcze dzisiaj w nocy :) Przepraszam jeszcze raz ! Na drugim blogu jutro, albo po jutrze :)

Bye! Pozdrawiam <333

środa, 17 października 2012

Rozdział 26

4 Claudia Howard, Maja i Izka :* moje kochane <333


Była dokładnie ósma dwadzieścia osiem. Gdy obudziłam się nie za bardzo wiedziałam co się stało wczoraj, a właściwie to dzisiaj w nocy. Dopiero po chwili do mnie dotarło - impreza, Steven, Jack, telefon od Jerrego... Kilka minut później obudził się Anderson.
  - Jak ci się spało? - spytał uśmiechnięty od ucha do ucha.
  - Bardzo dobrze, a tobie? - odparłam i odwzajemniłam uśmiech. Poszłam do łazienki, a on w tym czasie się przebrał.
  - Idziemy do ciebie? Mamy mniej niż godzinę do pierwszych lekcji.
  - Musimy - rzuciłam zniechęcona.
 Chłopak wziął swój plecak i poszliśmy do mnie.
  - Poczekasz 5 minut? - spytałam, gdy weszliśmy.
  - Innego wyjścia nie mam - uśmiechnął się po raz kolejny i pocałował mnie delikatnie.
  - Dwie minuty - powiedziałam i pobiegłam na górę. Ubrałam się w fioletową sukienkę powyżej kolan na ramiączka z szerokim, czarnym paskiem i czarne baletki z kokardą. Włosy upięłam w luźny kok na boku, wzięłam listonoszkę z motywem flagi Wlk. Brytanii i wróciłam do Jack'a. Gdy stanęłam koło niego popatrzył na mnie i się uśmiechnął si szeroko.
  - Co jest? - spytałam.
  - Nie, nic - odezwał się po chwili. - Tylko wyglądasz ślicznie.
  - Dziękuję - uśmiechnęłam się. - To jak? Idziemy?
  - Tak, jasne.
 Zamknęłam dom i poszliśmy w kierunku szkoły. Nie musiałam odprowadzać Bena, bo szedł z kolegami - David'em i Pete'm. Rozpoczęcie roku szkolnego miało się zacząć o dwunastej na auli. Jak zwykle dyrektor będzie nudził i rozejdziemy się do klas. Super... W końcu wrzesień, bardzo się cieszę.
 Doszliśmy do budynku, gdzie przywitali nas Milton, Jerry i Eddie.
  - Yo! - zaczął latynoc - Czemu tak szybko uciekliście?
  - Ty się nie interesuj - burnkęłam.
  - Nieważne - rzucił Jack. - Chodźcie już, bo dyro pierwszego dnia wlepi nam kozę!
  - Mmm... Pierwsza wizyta w Klubie Jerrego? Kusząceeee... - rozmarzył się Martinez. My zaśmialiśmy się i poszliśmy w ślad za wesoło podążającym Miltonem. Weszliśmy i jak zwykle nasz "szef" zaczął mówić. O dziwo szybko mu to poszło i po niespełna pięciu minutach rozeszliśmy się do klas. Jako pierwsza była lekcja z wychowawcami. Naszym jest pan Louis - ten on chemii. Rozdał nam plany lekcji, a potem tylko gadał o tym jak to będzie fajnie. Już to widzę... Szkoła ma być fajna? Tiaa.. Jasne xD.
 Lekcja szybko się skończyła i poszliśmy na korytarz do szafek, żeby wziąć książki na kolejną - fizykę i panem Fight'em. Omg! On jest straaszny ;/. Miałam szafkę koło Jack'a, a Milton i Julia mieli niedaleko nas. Jerry i Eddie swoje mieli na drugim końcu korytarza.
  - Tylko mi się wydaje, że te wakacje były bardzo krótkie? - spytał ironicznie Jack.
  - Może i tak, ale zdecydowanie najlepsze jakie mogłabym sobie wymarzyć - uśmiechnęłam się. Podeszłam bliżej i wpiłam się w jego usta.
 Oderwaliśmy się od siebie. Po chwili podeszły do nas dwie znienawidzone osoby - Tina... i Steven. Williamson szybko odciągnęła Andersona na bok. Pomogły jej w tym nowe 'znajome'. Steven podszedł bardzo blisko mnie.
  - Wiem, że to szkoła, ale możemy iść gdzieś indziej. Na czym skończyliśmy parę godzin temu? - pocałował mnie. Trwało to może z pół sekundy, bo go od siebie odepchnęłam.
  - Odwal się, oblechu! - syknęłam przez zaciśnięte zęby - Nie odzywaj się do mnie i udawaj, że nie istnieję, okey? Możesz być pewien, że z mojej strony spotka cię to samo. Na razie!
  - Jeszcze do tego wrócimy - szepnął mi do ucha. Zignorowałam go i poszłam do klasy, bo akurat zadzwonił dzwonek. Weszłam do pomieszczenia, gdzie byli już praktycznie wszyscy.
  - Czego on od ciebie chciał? - spytał lekko zdenerwowany Jack.
  - Nic się nie stało, skarbie - uspokoiłam go. - Chodź lepiej do ostatniej ławki, bo ktoś nam ją zajmie.
  Chwilę potem przyszedł nauczyciel i zajął miejsce przy biórku.
  - Pan Lewis nie wiedział jeszcze, że do waszej klasy dołączy dzisiaj kilkoro nowych uczniów z wymiany - zaczął.  - Więc...
  - Extra - burknęła Tina. - Kolejni debile, którzy będą w kółko gadać tylko o tym jaka ich szkoła jest zajebista!
 Tu akurat miała rację. Kiedyś była u nas dwójka uczniów z Kanady, którzy ciągle gadali tylko o tym, że ich szkoła jest super fajna, a nasza jej nie dorasta do pięt.
  - Tak jak już mówiłem, zanim mi przerwano - spojrzał znacząco na Williamson - dojdzie do was kilkoro nowych uczniów.
 Po chwili wyszedł, ale zaraz wrócił z naszymi "nowymi". Zarówno my jak i oni zaniemówiliśmy.
  - To wy?! - krzyknęliśmy jednocześnie - No tak! - znowu jednym głosem.
 Nie wierzę... Co oni tu robią?!

Jest! Przepraszam, że tak późno, ale miałam za dużo obowiązków. Nie będę się dzisiaj zbytnio rozpisywać, bo wyszło by z tego coś dłuższego niż ten rozdział, który swoją drogą jest bardzo krótki, ale tam.... Grunt, że jest, czyż nie? Nieważne :) Chyba nie będę pisać kiedy dodam kolejny, bo ja i wy pewnie też wiecie, że z tych moich obietnic zwykle nic nie wychodzi ;*

Chciałabym też polecić bloga Niki, który zasługuje na większą "widownię" !  http://jackandkim-lovestory.blogspot.com/ Jeszcze takie pytanie: Ktoś wie, gdzie mogę obejrzeć Wazombie Warriors? Chyba Ida będzie wiedzieć, bo ona czasami dodaje odcinki. To Ida, albo kto kolwiek: Wiecie i podacie mi linka?

Tak więc nie przedłużając... Pozdrawiam <33 i do następnego rozdziału ! ;D





piątek, 12 października 2012

Rozdział 25

Przepraszam, że tak późno ;c


Wparował... Steven!! Coś mi się wydaje, że na tych kilku puszkach się nie skończyło. Chłopak ledwo stał na nogach.
  - Co ty tu, do cholery robisz? - spytałam oburzona.
  - Spoko - odparł coraz bardziej się chwiejąc. - Będzie fajnie.
 Mówiąc to podszedł bliżej mnie. Zaczęłam się bać, bo nie wiedziałam co on chce zrobić.
  - O co ci chodzi?
  - Nie bój się. Będzie super - rzucił. Podszedł jeszcze bliżej. Obiął mnie w tali i... Zaczął całować. To nie były zwykłe pocałunki, tylko pełne agresji. Prawie miażdżyły mi usta.
 Chłopak był silny, mimo, że ledwo co stał o własnych siłach. Jak ktoś na prawdę umie karate, to choćby nie wiem co,  tego nie zapomina. Próbowałam mu się wyrwać, ale z marnym skutkiem.
  - No chodź, zabawimy się trochę. Twój nędzny chłopak nie musi wiedzeń.
  - Puszczaj mnie, Steven! Co cię napadło?! - nareszcie udało mi się uwolnić.
  - Nie przesadzaj, skarbie. Trochę zabawy jeszcze nikomu nie zaszkodziło - odparł spokojnie.
 Znowu do mnie podszedł. Pobiegłam do kąta, co jak się później okazało, było chyba najbardziej kretyńskim pomysłem, na jaki mogłam wpaść! Tam też mnie złapał. Poraz kolejny zaczął całować, a jego ręce przechodziły coraz niżej, próbował ściągnąć mi spodenki. Właśnie... PRÓBOWAŁ!
  - Zostaw mnie! - wrzasnęłam. Nie wiem jakim cudem, ale z całej sił odepchnęłam go od siebie, a on spadł na ziemię.
 Szybko wybiegłam z przebieralni, w oczach miałam pełno łez. Chciałam uciec stąd jak najszybciej, byleby nie być teraz w dojo. W pośpiechu udałam się do drzwi, żeby wyjść. Była już druga w nocy, a ja o niczym innym nie marzyłam, tylko o ucieczce. Nie wiem gdzie, nie wiem dokąd, ale wiem, że nie mogę tu dłużej zostać. Po drodze natknęłam się na Jack'a.
  - Kim, co się stało? - spytał wyraźnie zaskoczony - Płaczesz?
  - Steven, on... On... - bełkotałam przez łzy. Przytuliłam się do niego i jeszcze bardziej rozpłakałam.
  - Co, Steven? Co on ci zrobił?!
  - Poszłam do przebieralni, a on... Tam wszedł. On chciał mnie zgwa... - nie potrafiłam nawet tego powiedzieć. Za bardzo mnie to bolało, może nic się nie stało, ale gdyby?
  - Co?! - krzyknął wściekły - Kim, on coś ci zrobił?!
  - N-nie, bo uciekłam - odparłam, a z moich oczu wypływało coraz więcej łez.
  - Chodź, usiądź - zaprowadził mnie na murek. Przytulił i zaczął gładzić po włosach. - Ze mną nic ci się nie stanie, obiecuję.
  - Dziękuję - uśmiechnęłam się słabo.
  - Chcesz wrócić do domu? - spytał.
  - Szczerze to nie zabardzo - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
  - Moi rodzice są w delegacji, wrócą za dwa dni - oznajmił. - Zabiorę cię do siebie.
 Nie odpowiedziałam, tylko go pocałowałam.
  - Muszę jeszcze coś załatwić. Poczekaj chwilę.
 Pobiegł do dojo. Chyba wiem po co.

W damskiej przebieralni
 Steven dopiero teraz podniósł się z ziemi i kierował się do drzwi. Wtedy wszedł Anderson.
  - Ty świnio! - popchnął go, ale tym razem nie upadł.
  - Co? - udawał głupiego.
  - Nie udawaj, debilu - wycedził Anderson.
  - Jeśli co chodzi o Kim, to... - roześmiał się głośno - Mogę ci powiedzieć, że nie wiesz co tracisz, stary - bełkotał i aż usiadł, ale zaraz wstał.
  - Przegiąłeś!! - wrzasnął Jack i uderzył go z pięści, Steven po raz kolejny upadł na ziemię, ale teraz z dwa razy większym hukiem.
  - Policzymy się jeszcze, smarku - syknął. Chłopak leżał i zwijał się z bólu.
  - A żebyś wiedział - rzucił Anderson i wyszedł jakby nigdy nic.

 Siedziałam na murku i ciągle płakałam. Jak Steven mógł się tak zachować? Ja go miałam za przyjaciela...
  - Idziemy? - spytał zatroskany Jack.
  - Ta-tak, chodźmy - wydukałam.
 Chłopak obiął mnie ramieniem i poszliśmy. Wybrał specjalnie dłuższą drogę, żebyśmy nie przechodzili obok mojego domu. Tak jak mówił - jego rodzice wyjechali. Poszliśmy do pokoju chłopaka i zamówiliśmy pizzę.
  - Lepiej ci już? - spytał po chwili.
  - Tak, dziękuję, że się mną przejmujesz - uśmiechnęłam się słabo.
  - Nie ma za co.
  - Jest za co - zaprzeczyłam. Delikatnie musnęłam jego usta.
  - Kocham cię - powiedział.
  - Ja ciebie też - odrzekłam i się do niego przytuliłam.
 Gdyby to ode mnie zależało ta chwila trwałaby wiecznie. Jednak ktoś musiał zadzwonić!
  - Halo? - rzucił Jack dość niechętnie.
  - Yo, Jack! - to był Jerry - Gdzie zniknęliście z Kim?
  - Nie powinno cię to obchodzić - odparł.
  - Okey? Impreza i tak już prawie się skończyła.
  - Więc?
  - Steven was szukał - oznajmił. - Powiedział, że z Kim musi coś dokończyć, a z tobą coś wyjaśnić. Swoją drogą jest cholernie pijany!
  - Przysięgam, że kiedyś go zabiję! - syknął zły.
  - Co jest, stary? - zdziwił się Martinez.
  - Nieważne. Na razie!
 Chłopak się rozłączył i popatrzył na mnie ze złością w oczach.
  - Co się stało? - spytałam.
  - Jerry dzwonił i mówił, że Steven nas szukał.
 Kiedy to powiedział zaniepokoiłam się.
  - Czego chciał?
  - Podobno ze mną ma coś wyjaśnić, a... - nagle przerwał.
  - Co? Powiedz - poprosiłam.
  - No a z tobą coś dokończyć - powiedział szybko.
 Gdy to usłyszałam z moich oczu wypłynęły łzy.
  - Spokojnie, Kimi - przytulił mnie. - Ze mną nic ci się nie stanie.
 Wiedziałam, że mówi prawdę. Mogłam być spokojna, bo mam kogoś, kto nie pozwoli, żeby stała mi się krzywda.
  - Dziękuję - uśmiechnęłam się słabo.
  - Nie ma za co - odparł i również się uśmiechnął.
 Usiadłam mu na kolanach i lekko musnęłam jego wargi. Kocham go i wiem, że gdy trzeba, Jack stanie po mojej stronie...

Jest! Przepraszam, że nie dodałam wczoraj. Miałam dodawać, ale... No, średnio miałam humor. Wróciłam z otrzęsin średnio zadowolona. To znaczy było zajebiście i wgl, puszczali PSY, a wszyscy z mojej klasy do tego tańczyli, oprócz takiej jednej, pani X, która wczoraj to słyszała pierwszy raz i nie wiedziała o co tyle hałasu, bo przecież i tu cytat: "Piosenka jak każda inna". Jakie to debile po tym świecie chodzą... ;/ Dzisiaj to też dała, ale to mało istotne... Chodzi o to, że na dyskotece wczoraj był tam taki gostek co mi się podoba, ale tańczyłam z nim tylko dwa razy ;/ Musiałam liczyć ile jest długości zapałek od końca korytarza do drugiego! W sumie nie miałam tak źle... Taki jeden zajebisty gostek, co był kapitanem musiał liczyć połową zapałki... Pisuar wylepiony smalcem... ; ) 

 Okey, rozdział next w niedzielę... Tak mi się przynajmniej wydaje ; ** 
Na drugim blogu rozdział... To już oficialne... W poniedziałek ! ;*


Pzdr! ; )

poniedziałek, 8 października 2012

Rozdział 24 cz. 2

Miłego czytania ;)


 Praktycznie większość czasu spędziłam z Jack'iem. Razem tańczyliśmy i w ogóle. Megan i Dana trochę się spóźniły.
  - Gdzie byłyście!? - przywitałam ich, Musiałam krzyczeć, bo Eddie bardzo głośno puszczał muzykę.
  - Przepraszamy, Kim, ale Dana nie wiedziała w co się ubrać - Nicols przewróciła oczami.
  - Oh, przepraszam, że chciałam ładnie wyglądać - odparła z wyrzutem.
  - Już okey. Chodźcie się bawić! - krzyknęłam i pociągnęłam je na parkiet.
 Zaczęłyśmy tańczyć. Po chwili dołączyli do nas Jack, Jerry, Milton, Steven, Clara i Emma. Ciągle nie dawało mi spokoju to jego spojrzenie. Dosłownie cały czas! Patrzył na mnie jakby chciał mi coś zrobić. Nie, to niedorzeczne!
 Bawiliśmy się w najlepsze. Jerry i Jack kilka razy musieli latać do zapasy jedzenia. Jakie to są z ludzi żarłoki (;DDD)! Megan w pewnej chwili zrobiło się słabo, więc wyszłam z nią na zewnątrz.
  - Już ci lepiej? - spytałam po chwili.
   -Tak, już dobrze - odparła. - To pewnie od głośniej muzyki i tego tłumu.
  - Jesteś pewna?
  - Jestem. Już w porządku.
  - No to chodźmy do środka ! - rzuciłam.
 Weszłyśmy i zaczęłyśmy tańczyć. Nasz kochany DJ puścił Gangnam Style! Jack i Jerry robili z siebie idiotów i tańczyli do tego! Ja i Grace porobiłyśmy im dużo zdjęć, a Dana dodatkowo to nagrała (hah!).
 Po skończonych wygłupach Martinez na chwilę wyszedł i wrócił z kilkoma puszkami.
  - Co to? - spytał Milton.
 Pokazał nam napój. Najmocniejszy energetyk na rynku. Kupił to dla wszystkich z naszego dojo i Czarnych Smoków.
  - No nie wiem - wtrącił Krupnick. - W tym napoju jest wysoka ilość cukrów i...
  - Oh, zamknij się ! - skarcił go latyons - Bierz... I PIJ!
 Chłopak go posłuchał i razem z nami wypił to co było w puszce. Wróciliśmy do zabawy. Po chwili zadzwonił mój telefon. Musiałam wyjść na dwór, żeby cokolwiek słyszeć.
  - Kim, kiedy będziesz wreszcie w domu!? - moja kochana mamusia sobie o mnie przypomniała? Nie wiarygodne...
  - Za kilka godzin - rzuciłam niechętnie. - Jest dopiero północ.
  - A o dwunastej Rozpoczęcie Roku! Wracaj do domu TERAZ! Nie możesz się spóźnić, bo ty i Ben już pierwszego dnia będziecie mieć przechlapane!
  - Będę za kilka godzin. Ben może chyba sobie iść sam. Jego szkoła jest niecałe 200m od mojej. Zgubi się, czy jak?! - krzyknęłam.
  - Ale jak spóźnisz się jutro to...
  - Tak, tak, tak... Powtarzasz się, na razie!
 Rozłączyłam się. Nie miałam ochoty jej więcej słuchać. Nagle uświadomiła sobie, że mamy jutro Rozpoczęcie Roku. Typowe... Najpierw nie zwraca na nas uwagi, a potem zgrywa kochającą mamusię. Ja i mój brat już się do tego przyzwyczailiśmy.
 Weszłam do dojo i pierwsze co zrobiłam to skierowałam kroki do stolika z jedzeniem. Wygląda na to, że Jack'a i Jerrego czeka kolejna wycieczka do całodobowego niedaleko Galerii. Chyba wszyscy bawią się dobrze. Grace tańczyła z Mike'm, a Tina chyba znalazła sobie nową 'przyjaciółkę'. Zabawa trwała w najlepsze. Jack podszedł do mnie i zaprosił do tańca. Steven... Eh, ciągle ten jego 'zabójczy' wzrok w moją stronę. O co mu, do cholery może chodzić?
  - Coś ci jest? - spytał Anderson.
  - Nie, nie. Wszystko gra - odparłam.
  - Na pewno? Coś mnie nie przekonałaś...
  - Wszystko gra - zapewniłam.
  - Okey, skoro tak mówisz - uśmiechnął się przyjaźnie.
  - To kawałek specjalnie dla Kim Crawford! - krzyknął nasz DJ i z rockowego, szybkiego kawałka puścił coś wolnego. Jednak tak samo jak na balu kotylionowym - gdy ja i Jack zaczęliśmy tańczyć muzyka z powrotem się zmieniła. Steven po pewnym czasie wyszedł i wrócił z "zakupami".
  - Stary, błagam - powiedział zrezygnowany Jerry. - Powiedz, że to nie jest to, co ja myślę.
  - Niestety - rzucił i uśmiechnął się szyderczo. - Nie dla was, bo jesteście za młodzi, no chyba, że...
  - Nie kończ. Od razu mówię NIE! - wtrącił Anderson.
 Już nie musiał więcej tłumaczyć. Wyjął z reklamówki dziesięć puszek piwa, ale to nie były jego jedyne zakupy. Widać było, że jest już pijany.
  - Jak wolicie - rzucił chłopak i na naszych oczach wypił jedną puszkę. - Reszta na potem - dodał.
 Zniknął gdzieś w środku, a my powlekliśmy się za nim. Zdąłżył już wypić kolejną.
  - Na pewno nie chcecie? - spytał po raz kolejny.
  - Nie, dzięki - rzuciłam, a on znowu się tak na mnie popatrzył.
 Jack zaprosił mnie do tańca. Po chwili zakręciło mi się w głowie. Poszłam do damskiej przebieralni. Chłopak chciał iść ze mną, ale go powstrzymałam i wyszedł na zewnątrz.
 W przebieralni było, na szczęście, cicho, więc mogłam chwilę usiąść w spokoju. Niedługo po moim przyjściu, do pomieszczenia, jak burza wparował...

   Huehuehuehue! Koniec ;) Napisałam go dzięki Mai Maj, bo dzięki temu dodała ;) Kolejny? Eeee... Chyba w... Dzisiaj poniedziałek? Tak? Okey, rozdział w czwartek! 
   Mam jeszcze pytanie do Izki: Dlaczego usunęłaś trzeciego bloga?! Nie, żebym miała pretensje, bo chyba to przez szkołę ;/ 
   Wiele z was pyta, kiedy dodam rozdział na drugim blogu. Więc... Chyba w tym tygodniu, ale "chyba" jest tu słowem kluczowym ;p
   Za bardzo rozpisywać się dzisiaj nie będę, bo muszę się pouczyć, ale na zakończenie jeszcze proszę Izkę (dwóch blogów), C. Howard, Monikę, Panią Maslow, Maję Maj, Kinię, Skyler, Allie.C, Stacię Knos, Aparatkę, Idę i Olcię242 o dodanie czegoś na swoich blogach. 

Pzdr! <3333333

sobota, 6 października 2012

Rozdział 24 cz. 1

Przepraaaaszam ! ; (



31 sierpnia/rano 

 Dzisiaj niestety ostatni dzień wakacji. Koniec z wolnością, początek obowiązków i nauki, ale też odsiadki i wagary! To chyba jedyne zalety szkoły... No może oprócz wycieczek (;d). Dzisiaj też odbywa się w dojo impreza pożegnalna sierpnia organizowana przez nas. Tina o dziwo też pomagała, dotrzymała również słowa danego mi na biwaku. Rudy na szczęście zgodził się udostępnić dojo, tylko, żeby nie było tak jak kiedyś - Jerry w ścianie, a bezcenna katana ukradziona. Wtedy to była podróbka, ale teraz jest prawdziwa. Dla bezpieczeństwa ją schowamy, bo znowu będziemy musieli zniszczyć armatą ścianę u tego gostka xD.
 Od razu po obiedzie poszłam do dojo pomóc chłopakom w ustrojeniu i przygotowaniu.
  - Jak wam idzie? - spytałam, gdy weszłam.
  - Prawie skończone - odparł Jack. Zeskoczył z drabiny, podszedł do mnie i pocałował.
  - Amigos! Zakaz miziania się na terenie tego dojo! - zawołał Jerry - Jeszcze wam przyjdzie ochota na coś innego.
  - Martinez! - wrzasnęłam  groźnie.
  - Aaaaa! - chłopak zapiszczał jak mała dziewczynka i szybko pobiegł do męskiej szatni.
  - Nie musiałaś tak reagować, Kimi - rzucił uśmiechnięty Jack.
  - Dobra już, zajmijmy się dokończeniem tego. Okey? - wtrącił Eddie.
 Jak powiedział tak zrobiliśmy. Przynieśliśmy stoły i ustawiliśmy je. Poszłam z Jack'iem po picie, chipsy itp. Powsypywałam wszystko do misek, a butelki, puszki, kartony i kubki ustawiłam na osobnym miejscu. Nadmuchaliśmy balony i rozwielisiliśmy serpentyny. Eddie chciał robić za DJ'a, więc nasz Jerry załatwił kilka dni wcześniej sprzęt od swojego kuzyna. Wszystko było chyba gotowe, a za nieco ponad dwie godziny zacznie się zabawa! Była już szósta, a imprezka zaczyna się od ósmej. Mam nadzieję, że to wszystko nie pójdzie na marne.

Dwie godziny później

Schodzili się już pierwsi goście. Tina też niestety musiała przyjść... Nie zabrakło też zaprzyjaźnionej trójki Czarnych Smoków - Clary, Emmy i Stevena. Gdy chłopak na mnie patrzył przechodziły mnie dreszcze. W jego oczach zauważyłam coś dziwnego, tylko jeszcze nie wiedziałam co.
 Kiedy wszyscy się zjawili można było się bawić! Zaczęliśmy tańczyć.
  - Kim ! Ty... Ty tańczysz jak człowiek ! - krzyknął zdziwiony Jack.
  - Yyy... Dzięki? To chyba był komplement - odparłam i lekko się uśmiechnęłam.
  - No chyba - również się uśmiechnął i mnie pocałował.
 Wzrok Stevena coraz bardziej mnie niepokoił. Chłopak stał pod ścianą i obserwował to, co robię. Kiedy to ja patrzyłam na niego, odwracał wzrok. Jednak nikomu o tym nie mówiłam, bo uznałam, że to nic poważnego...


Jest pierwsza część ;D Na razie to tylko wprowadzenie do części drugiej i następnego rozdziału, a tam... Małe zaskoczenie. Coś, co jeszcze nie było na tym blogu i w tych opowiadaniach. Jednak będzie trochę inaczej, ale jak na razie nic nie powiem <33
 Przepraszam, że nie dodałam w niedzielę, ale jakoś tak wyszło ;(
 Teraz mały szantaż ! Dopóki nie będzie 19000 wyświetleń nie dodam ! Proszę... Co to dla was? ;*

Nie będę się zbytnio rozpisywać, bo jest sobota i jadę na zakupy! W czwartek mam otrzęsiny i muszę się ubrać na niebiesko ;* Żebym tylko nie musiała zlizywać z kolan księdza bitej śmietany ;ppp


Pzdr!