sobota, 24 listopada 2012

Rozdział 28



Rozdział dla Izki . :D Jest końcówka miesiąca, a to dopiero drugi rozdział. Tak dla przypomnienia może przeczytajcie sb poprzedni .


Zamknął drzwi  i… Zaczął mnie całować! Szybko go od siebie odepchnęłam.
  - Odwal się! – wrzasnęłam.
  - Kim, ja… Wciąż coś do ciebie czuję – odparł zmieszany. – Wiem, że chodzisz z Jack’iem, ale proszę, daj mi szansę.
  - Nie, Brody. NIE! – burknęłam – Najlepiej, żebyś o mnie zapomniał. Możemy się przyjaźnić, ale nic ponadto. Przykro mi, ale pogódź się z tym.
 Chłopak chciał coś powiedzieć, ale szybko wybiegłam. On niestety mnie dogonił.
  - Stój1 - krzyknął.
  - Nie, Brody. Tak w ogóle to niepotrzebnie tu wracałeś - warknęłam.
  - Kim, ja...
  - Proszę, zrozum, że ja i ty to... No, jakby to... Rzecz, która nigdy nie nastąpi. MY NIE BĘDZIEMY RAZEM!!
  - Jak chcesz, przyjaźń. Tylko pamiętaj, że możesz tego żałować - po tych słowach sobie poszedł. Zdziwiło mnie to, co powiedział, ale zbytnio się tym nie przejęłam i poszłam do Jack’a.
  - Czego chciał ten debil? – spytał od razu.
  - Nieważne – odparłam. – Możemy zmienić temat? Nie chce mi się o nim gadać.
  - Niech zgadnę, chciał, żebyście byli razem? – bardziej stwierdził niż zapytał.
  - Jestem aż tak przewidywalna?
  - Niby nie, ale znam cię jak mało kto – uśmiechnął się szeroko.
  - Tsaa… Jasne :D – odwzajemniłam uśmiech. – Jest jeszcze coś.
  - Co jest?
  - No… On… No, tego… - plątałam się w tym co mówię.
  - Powiedz! –zażądał.
  - Dobra! Pocałował mnie, a jak go odepchnęłam i powiedziałam, że nie będę z nim to on coś w stylu: "możesz tego żałować" - powiedziałam najszybciej jak tylko mogłam. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
  - C-CO?!?!?! - wrzasnął na całą szkołę. - GDZIE ON JEST?!
  - Spokojnie, skarbie! - powiedziałam i lekko musnęłam jego usta.
  - Przepraszam, co tu się wyprawia? - jak spod ziemi wyrósł nam tu wychowawca - Całować to się państwo mogą poza szkołą, bo tutaj jest zakaz.
  - To się już więcej nie powtórzy - wydukałam.
  - Ja myślę - odparł.
 Gdy sobie poszedł, Jack szepnął mi do ucha;
  - Mów za siebie...
  - Ej! - uśmiechnęłam się szeroko - Nie pozwalaj sobie!
  - Nie zabronisz mi - powiedział już normalnie i mnie pocałował.
  - Crawford, Anderson, kara - i znowu to samo! Nauczyciel pojawia się znikąd.
 Wtedy zadzwonił dzwonek. Szybko ominęliśmy Louis'a i pobiegliśmy na lekcję. Następną była muzyka z Hoffman'em. To chyba najlepszy przedmiot w szkole! Robimy co chcemy, a i tak na koniec roku każdy ma szóstkę! Fajnie, nie? Weszliśmy do klasy; mimo niezadowolenia Peterson'a, usiadłam z Jack'iem.



poniedziałek, 19 listopada 2012

Reklamy .

Hejoł, hej :) 
Komputerek wrócił, ale dzisiaj rozdziałów nie będzie.
Chcę dzisiaj popracować nad treścią bloga; czyli dodać ten konkurs, odświeżyć bohaterów i ogólnie wszystko poza nagłówkiem, tłem, rozdziałami i samym autorem się zmieni :) Chyba, że nie chcecie, żebym pisała to zrezygnuję... :(
Tak więc... Dzisiaj miałam wcześnie wstać, ale tylko dodam tą notkę, bo zadanie jeszcze muszę zrobić ;D Po południu specjalnie nie idę na SKS, żeby się blogiem zająć no i... Teraz zapraszam na reklamy moich naj blogów :) (jeśli ktoś ma dwa, lub więcej blogów to i tak tu jest reklama jednego, wg kolejności w Ulubionych)


1. http://kick-love-story.blogspot.com/ - blog A. Howard . Laska, masz talent <33 Włazić i dawać komy!

2. http://oliviaholtfanblog.blogspot.com/ - blog Agaty . Jest w nim cała masa informacji o naszej Olive. Zaglądać i komentować !

3. http://kickicki.blogspot.com/ - blog kolejnej, ale innej Agi. Jak można się domyślić jest o najwspanialszej parce w dziejach <3

4. http://kickinitmystory.blog.pl/ - blog Allie.C, albo może teraz Zuzz. Może i autor jest inny, ale treść tak samo extra jak na początku!

5. http://aparatka-kickinit-love-story.blogspot.com/ - włazić, kapiszi? :D

6. http://love-story-leo-howard.blogspot.com/ - ahh... :D co o tym blogu mogę napisać? Może najkrócej jak umiem: rozdziały są zajebiste :* wszystko inne jest zajebiste :* a sama Claudia to jest tak zajebista, że już wykracza po za skalę :)

7. http://kim-and-jack-moja-wersja.blog.pl/ - blog Diany . Tu mają ludki wchodzić i dawać komy, a jak nie to... Claudia może wam powiedzieć :*

8. http://leooliviastory.blogspot.com/ - next super blog. Moja odp. do twojego zapytania; NIE USUWAJ ŻADNEGO! :D

9.http://kickinit-zkopyta.blogspot.com/  - kolejny super blog ! Ida, masz zajebiste blogi :)

10. http://kimijack-historia-wedlog-izki.blogujaca.pl/  - Izka wróciła! Nie pozostaje nic jak się tylko radować i zacieszać :D

11. http://kickin-it-kimka.blogspot.com/ - tego jeszcze nigdzie nie było :) Miłosny trójkącik - to, aż się prosi, żeby czytać!!  <333

12. http://kickinit-loveit.blogspot.com/ - newsy z życia aktorów i wgl. Cudny blog <33

13. http://kick-czyli-kim-i-jack.blogspot.com/ - o yeah! :D Ten blog jest równie zajebisty co i jego autorka <33

14. http://kimjacklove.blogspot.com/ - następna osoba z talentem. Dawaj tą odskocznię ! <3333

15. http://kickinit-story.blogspot.com/ - nie kończ i tego bloga! Jest świetny :*

16. http://jackandkim-lovestory.blogspot.com/ - oh God ! :D Cud świata, a nie blog :)

17. http://jackkimstory.blogspot.com/ - blog super, tak samo jak jego autorka :* Piszesz super, a co do pomocy to nie ma za co dziękować :*

18. http://kickinit-mystory.blogspot.com/ - i ostatni blog na dzisiaj :) Jesteś super, P. Howard i nie możesz usunąć bloga, bo się do tego nadajesz jak mało kto <33


To tyle, jak na to rano :) Jeśli kogoś tu nie ma, a jest w moich ulubionych, to przepraszam :), ale i tak go czytam. Jeśli macie jakieś blogi o Kickin It to podajcie mi adresy <3

Tak jakoś teraz na wspomnienia mnie wzięło; przypomniała mi się moja druga, choć trochę mniejsza inspiracja do założenia bloga, oprócz Moniki. Pamięta go ktoś jeszcze? JeRRy/Mateusz prowadził zajebistego bloga o Kick'u. Tak właśnie - chłopak o tym pisał i jak mu to super wychodziło... Nie wiem, czy wgl słyszał o moim blogu, ale i tak to napiszę: JeRRy, szkoda, że usunąłeś bloga. Był super <3

Tak więc, na razie się żegnam, a na następny post, mam nadzieję, że z rozdziałem, zapraszam po południu <333

środa, 14 listopada 2012

Naprawa ;/

Hejka . ;/
 Jak mówi tytuł posta... Będzie naprawa.
Mojego komputera, rzecz jasna :) Ciągle się tnie i zawiesza, przez co nie mogę nic normalnie robić ;/
Oddaję go do naprawy i mam nadzieję, że szybko coś z nim zrobią!

Przepraszam oliVię, bo nie wiem kiedy bd mogła dodać post na... Wiesz czym :) Claudia też wie, chyba, o co cho :*

Tak więc nie przedłużając - na razie i obiecuję, że kiedy tylko bd mogła swobodnie wszystko robić dodam posty na każdym z trzech blogów. Tak, właśnie - na trzech :D Więcej informacji dowiecie się, kiedy już odzyskam komputerek :*

Na razie!

niedziela, 11 listopada 2012

Odskocznia - "Karate Games" po mojemu

Kolejna odskocznia! Dedykuję ją oliVii Howard - mam nadzięję, że pomogłam :) i Claudii Howard - możesz mnie szantażować na GG, ale i tak nie nagram jak śpiewam :D Ten twój pomysł na opowiadanie mnie rozwalił ! :)




Od paru dni w całym Seaford huczy od pewnych plotek. Dotyczą one filmu, ale to nie plotki, a fakt. Słynny reżyser Frank O’Donnell ma przyjechać do miasta, by nagrać swój kolejny wielki hit! Film, podobno, ma nosić tytuł „Karate Games”. Opowiada on o odważnym Luke’u., który wyrusza w pościg za ninja – porywaczy jego najlepszej przyjaciółki, posiadaczki czarnego pasa drugiego stopnia – Megan. Wojownicy wraz z dziewczyną uciekają, a chłopak wykorzystując swoją znajomość karate odnajduje ich i uwalnia przyjaciółkę. Te wydarzenia zbliżają ich do siebie, ale co z tego wyniknie? Właśnie… Jeszcze nie wiadomo. Pan O’Donnell nie ujawnił jeszcze szczegółów, ale zapewnił, że można spodziewać się akcji. Najlepsze, a może najgorsze, jest to, że do roli Luke’a i Meg nie ma jeszcze odtwórców. Kto wie? Może reżyser znajdzie kogoś odpowiedniego właśnie tu, w Seaford…

Jack i Kim siedzą przy stoliku u Phil’a Falafela i rozmawiają,  jedząc swoje zamówienia. Właściciel knajpki musiał wyjść w pośpiechu, ale nie wiadomo dlaczego nakazał swojemu personelowi, aby nie wypuszczali nastolatków pod żadnym pozorem. Właśnie dlatego co pięć sekund koło ich miejsc ktoś przechodzi i sprawdza czy jeszcze tam są. Bez sensu… Prawda?
  - Dobra, mam tego dość! – zdenerwowała się dziewczyna.
  - Kim, daj spokój. Nie wyjdziemy stąd, pogódź się z tym – odparł.
  - Czemu? – spytała – O co mu chodzi? Po co mamy tu być?
  - I tak jemy, więc musimy tu siedzieć – skwitował.
  - Niby tak, ale ciągle ktoś tu przechodzi. To wkurzające!
  - Ale przynajmniej siedzimy tu razem – uśmiechnął się.
  - Tak, przynajmniej – odwzajemniła jego gest.
 W tej samej chwili wszedł Phil z wysokim, szczupłym mężczyzną o brązowych włosach. Był nim…
  - Frank O’Donnell?! – krzyknęli wszyscy ludzie znajdujący się w knajpce. Zarówno Jack i Kim wytrzeszczyli oczy na kumpla właściciela lokalu.
  - Frank, to jest ta dwójka, o której ci mówiłem. Oni będą świetni! – mówiąc to wskazał palcem na Crawford i Andersona.  Podeszli do nich i usiedli obok.
  - O co tu chodzi? – spytała nadal zdziwiona Kimberly.
  - To jest mój przyjaciel z dawnych czasów, Frank. Pewnie wiecie, że poszukuje aktorów do ról  Louis’a i  Pegan – powiedział Phil.
  - Luke’a i Megan – poprawił go mężczyzna.
  - Nieważne – skarcony posłał mu znaczące spojrzenie. 
  - Dobrze, więc. Phil mówił prawdę, jesteście idealni do tych ról. Wchodzicie w to?
  - Yyy… TAK!! – krzyknęli jednocześnie Jack i Kim.
  - Świetnie ! – Frank klasnął w dłonie – Jutro dostaniecie scenariusze i odwiedzicie plan. Muszę zwerbować też paru waszych przyjaciół. Może kogoś z waszego dojo?
  - Okey, super – powiedział Jack. – Możemy iść teraz.
  - To chodźmy – odparł reżyser.
 Kim, Jack i pan O’Donnell poszli do dojo Bobby’ego  Wasabi’ego.  Akurat wszyscy uczniowie wraz senseiem tam byli.  Każdy ze zdziwieniem patrzył jak sam Frank O’Donnell wchodzi do ich dojo w towarzystwie Jack’a i Kimberly.
  - O rzesz ja cię kręcę! – krzyknął Milton na całe gardło – To Frank O’Donnell!
  - Tak, to ja – uśmiechnął się pogodnie. – Mam dla was pewną propozycję. Może to nie będzie dużo obecności w filmie, ale interesuje was rola kilku kwestiowych statystów?
  - TAK!! – krzyknęli jednocześnie.
  - To znaczy musiałbym to skonsultować z moim agentem, ale myślę, że między nagrywaniem z Usherem, a występowaniem w teledysku Lady Gagi mógłbym gdzieś wcisnąć film – dodał Rudy, a cała reszta, łącznie z Frankiem, spojrzała na niego z politowaniem.
  - Mógłbyś mi załatwić autograf Ushera? Wiesz, bo ja go bardzo lubię i w ogóle. Okey? Proszę, Rudy, błagam! – krzyknął Jerry, a wszyscy z wyjątkiem jego samego zaczęli się śmiać.
  - Ty z tym na serio? – spytał Eddie nadal się śmiejąc.
  - Z jakim „tym”? Co jest? Nie ogarniam – rzucił. No tak, cały Jerry Martinez. On lubi sobie czasami „nie ogarniać”.
  - Widzę, że jesteście kolorowymi ludźmi – powiedział po chwili reżyser. – W takim razie jestem pewien doboru aktorów. Wy jako statyści, Jack i Kim jako główne role! Jutro dowiecie się więcej, do zobaczenia!
  - Ktoś nas pomalował? – kolejny raz Latynos „nie ogarnia” :) Wszyscy puścili to mimo uszu.
 Po jego wyjściu, Eddie, Milton, Rudy i Jerry wpatrywali się w Andersona i Crawford jak w ósmy cud świata. Nastała chwila ciszy, a zaraz po tym posypały się setki tysięcy pytań typu: „Jak?” „Kiedy?” „Gdzie?” i takie tam. Chłopak opowiedział wszystko, a dziewczyna tylko czasami go poprawiała, albo coś dodawała. Bądźmy szczerzy – za wiele do opowiedzenia nie było. No bo co? Phil z Frankiem wchodzą, proponują rolę i koniec! Nic szczególnego? Nie koniecznie… Dla paczki przyjaciół to coś wspaniałego. Pomyślcie… Rola w filmie, sława itp. Taka szansa nie zdarza się co dzień :)
  - Wow! Będę miał sławnych kumpli – rozmarzył się Jerry. – Rozumiem, że będę mógł poznać  Nikki Minaj razem z wami. Zaprosicie mnie do swojej willi?
  - Willi? – Jack i Kim parsknęli śmiechem – Jerry, co ci odwala? – spytali jednocześnie.
  - Chcę was odwiedzić w waszym domu jak już będziecie sławni – skwitował.
 Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a gdy już się uspokoili powrócili do treningu.


Następny dzień / dojo;
 Każdy, zamiast trenować, zajmował się czymś innym. Milton rozmawiał z Julią przez telefon, Jerry… Jerry’ego nie było. Poszedł z jakąś lalą do Phil’a. Eddie spisywał do Krupnicka pracę domową, którą dzisiaj im zadano, chłopak zawsze wykonuje takie zadania na przerwach, a potem pozwala od siebie odpisywać. Rudy siedział w swoim biurze, a Jack i Kim siedzieli oparci o szafki i rozmawiali.
  - Kiedy on wreszcie przyjdzie? – spytała dziewczyna – Ile można? Powinien już tu być!
  - Spokojnie, nie mówił kiedy przyjdzie – rzucił Anderson. – To nie jest aż tak ważne.
  - Że co?! – krzyknęła – Ja i ty gramy główne role w filmie Franka O’Donnell’a, a ty mówisz, że to nieważne?!
  - Zaraz… - zamyślił się. My gramy Luke’a i Megan, prawda?
  - Tak, a co?
  - Oni zostają parą i pewnie muszą się… No wiesz… Pocałować – wreszcie to z siebie wydusił.
  - Ohh… - wydukała.
 Kim chciała pokazać, że to dla niej takie samo zaskoczenie, jak i dla niego, jednak tak nie było. Od razu po przyjęciu propozycji na to wpadła. Cieszyła się z tego, bo w końcu jest zakochana w Jack’u, ale jednocześnie to było trochę krępujące. Była ciekawa, co jej przyjaciel o tym myśli.
  - Więc? – spytała – To będzie tylko film, a jeśli mamy się pocałować… To scena, nie prawdziwe życie. Nic szczególnego – wiele by dała, żeby naprawdę tak myśleć. Niestety. Jej myśli były całkiem inne.
  - Aha – powiedział cicho. – Czyli to nie będzie nic dla ciebie znaczyć? – spytał jakby… Z zawiedzeniem w głosie.
  - Nic, a nic! – odparła uradowana. W głębi chciała krzyknąć, że jest odwrotnie, ale coś jej nie pozwalało. Jack to jej przyjaciel. Najlepszy przyjaciel, jak na razie nic więcej.
  - Dla mnie też – rzucił, ale to też nie było szczere. On sam nie dopuszczał do siebie myśli, że Kimberly zaczęła mu się podobać. Z czasem zakochał się w niej. Chciał spędzać z nią więcej czasu, by ona jeż poczuła to do niego. Gdyby tylko wiedział jaka jest ich sytuacja… :)
 Jerry już przyszedł. Nie odzywając się poszedł do szatni się przebrać. Wszyscy byli w strojach do karate. Jack zapytał go co się stało, kiedy już wyszedł.
  - Stary, powiem tak: jeśli chcesz umówić się z Cindy Parks w miejscu publicznym to… Odpuść sobie – burknął i kupił sobie coś w automacie z jedzeniem.
  Rudy wyszedł ze swojego biura, był zdenerwowany.
  - Jest już Frank? – spytał.
  - Nie, jeszcze nie – odparł Eddie.
  - Już jest – wtrącił Milton.
   - Gdzie? – zapytali wszyscy.
  - Stoi za waszym senseiem – krzyknął reżyser.
  - AAA!!! –pisnął każdy. Zadawali sobie pytanie; „Jak ten facet się tu znalazł?!”.
  - Jak pan to zrobił? – zdziwił się Jerry.
  - Powiedzmy, że mam swoje sposoby – odparł uśmiechnięty. – Gotowi?
  - Na co?
  - Na zwiedzenie planu zdjęciowego rzecz jasna! – powiedział – Przebierzcie się, bo teraz jesteście w strojach do walki, a tak nie pokażecie się na pierwszej próbie.
 Każdy z uśmiechem popatrzył na Jerry’ego. Dopiero co się przebrał :) Poszli do przebieralni. Po kilku minutach wyszli, Kim była ubrana w to:


  - Idziemy? – spytał reżyser.
  - Jasne ! – odpowiedzieli i wyszli z dojo.


Godzinę później;
 Frank już zdążył oprowadzić przyjaciół po miejscu ich nowej pracy. Weszli teraz do jakiegoś pomieszczenia, gdzie zapoznali się z pozostałymi aktorami. Frank wpadł na „genialny” pomysł. Dla niektórych genialny, dla niektórych nie. Mianowicie przećwiczenie jednej ze scen.
  - Powie nam pan, którą scenę mamy ćwiczyć? – spytał Jack.
  - Oczywiście tą końcową – odparł. – Między Luke’m, a Megan.
  - Czyli? – Kim i Jack już wiedzieli co to za scena, ale i tak zapytali.
  - Pocałunek – na jego słowa Jerry zagwizdał na palcach, a Kim i Jack posłali mu zabójcze spojrzenie.
  - Już się zamykam – szepnął, na co oni parsknęli śmiechem.
  - Mądrze – skwitowała Kimberly. – Panie O’Donnell, czy to konieczne? – zwróciła się do mężczyzny. Naprawdę chciała tego. Nawet bardzo, ale co o tym sądzi Jack?
  - Naturalnie, Kim – odparł. – Muszę zobaczyć, czy jest między wami to coś – Anderson i Crawford wymienili pytające spojrzenia. – No wiecie, czy nadajecie się do zagrania pary.
  - Ah tak – westchnęli. – Dobrze.
 Jakaś kobieta dała im scenariusz. Przeczytali go po cichu. Każdy z dojo bacznie przyglądał się temu, co miało się za chwilę wydarzyć. Jack i Kim wyszli na środek i się zaczęło.

Megan: Luke, uratowałeś mnie /uśmiecha się/.
Luke: Widzisz? Mówiłem, że się uda!
M: Dziękuję ci. Jesteś najlepszym przyjacielem jakiego mogłabym sobie wymarzyć!
L: Meg, ja… Muszę ci …/Luke i Megan podchodzą bardzo blisko siebie/.
M: /przerywa mu/ Nie, źle się wyraziłam.
L: To znaczy? Ja chciałem ci powiedzieć, że…
M: Nie gadaj, tylko mnie pocałuj!
M&L: /całują się/

 KONIEC FILMU! 

Pocałunek trwał długo. Żadne z nich nie chciało go kończyć. Wtedy uświadomili sobie , że ta rozmowa wtedy, w dojo nie była prawdziwa. Cudowne chwile musiał przerwać jednak Frank.
  - Cięcie! Jesteście wspaniali. Może to dziwne, bo nie nakręciliśmy jeszcze w ogóle pierwszej części, ale postanowiłem, że pojawi się też „Karate Games II”! Teraz… Kto jest głodny? – na te słowa każdy, z wyjątkiem Jack’a i Kim, podniósł rękę – Świetnie, chodźmy do stołówki!
 Każdy poszedł za reżyserem. Każdy, tylko nie  serialowi Megan i Luke.
  - Na czym skończyliśmy? – spytał uśmiechnięty Jack, nadal stojąc blisko Kim.
  - Zdaje się, że mieliśmy przećwiczyć ostatni kawałek sceny – odparła dziewczyna, a ich usta po raz drugi już złączyły się w pocałunku…


Mam nadzieję, że wam się podoba :) Takie info - za namową oliVii postanowiłam wrócić do dawnego zajęcia :* Jutro, kiedy dodam rozdział, dowiecie się szczegółów ! :)

sobota, 10 listopada 2012

Newsletter ;*

Hej, po długiej nieobecności nareszcie zmogłam się, żeby dodać posta :*


Oto kilka zapowiedzi:

1. Zmieniłam trochę wygląd bloga. Napiszcie czy wam się podoba?
2. Już jutro dodam nowych bohaterów. Albo tych, którzy już się pojawili (np. Steven), ale jeszcze nie było ich opisów.
3. We wtorek będzie info o pierwszym, w historii tego bloga, konkursie. Chętni niech się zgłoszą!
4. A propos rozdziałów tutaj i na drugim blogu; tutaj będzie jutro, a na kickinit-history - pojutrze.
5. Zastanawiam się na zawieszką obu blogów. Nie mam za wiele czasu i wgl. Z resztą sami ocencie, przy wyborze wezmę pod uwagę przede wszystkim waszą opinię. Mam nadzieję, że wolnego czasu mi przybędzie i na szczęście większość moim nauczycieli jest nawet wyrozumiałych i jak ktoś poprosi to przekładają testy, czasami nawet prosić nie musimy :) Z naciskiem na większość.
6. Ostatnio mogliście głosować w ankiecie. Kilkorgu z was nie zależy na tym, żebym pisała więcej odskoczni do odcinków, ale co mnie to?! Większość głosowało, żebym takie robiła, więc... Tak się stanie! Jutro pojawi się odskocznia do odcinka "Karate Games" :*

niedziela, 4 listopada 2012

Post 4 Claudia .

dobra, teraz trzeba wstrzymać oddech ! Nasz kochana Claudia Howard dzisiaj o jedenastej gada przez GG z naszym Leo Howardem ! Ludzie to mają w życiu farta ! <33 To miłej rozmowy i pamiętaj o co cię prosiłam skarbie <33


PS. dla Anonimków: rozdział na kickinit-history w środę!
Wchodźcie na bloga Aparatki.

Pozdro <3

sobota, 3 listopada 2012

Odskocznia - "New Jack City" po mojemu .



 Miłego czytania :) Jest trochę długie i nudne, ale mam nadzieję, że wam się spodoba <3


Wojownicy Wasabiego wraz z senseiem trenują. Wszyscy bardzo się przykładają, ponieważ za kilka dni mają się odbyć zawody z udziałem ich i Czarnych Smoków. Rudy postanowił sobie, że podczas trwania walk pokaże Ty’owi gdzie raki zimują.
  - Może by mały sparing? – zaproponował Jerry – Musimy być w formie na jutrzejsze zawody!
  - Ale to tylko Jack będzie walczył, po co wy macie trenować? Nawet on nie musi!
  - My chcemy, Rudy – krzyknął Eddie.
  - Eh, dobrze, dobierzcie się w pary – zarządził Gillespie. – Kim i Eddie, Milton i Jerry, a Jack nie musi walczyć.
  - Dlaczego ja nie muszę? To ja przecież mam walczyć w zawodach – spytał chłopak.
  - Jesteś najlepszy, nie potrzebujesz treningów! Wygrałbyś nawet z Bobby’m Wasabim, jakbyś był w dobrej formie.
  - Skoro tak, to może mógłbym już iść? Lorie zaprosiła mnie na kawę.
  - Jasne, idź – powiedział sensei.
 Jack mu podziękował i w pośpiechu poszedł się przebrać, a następnie wyszedł z dojo, gdzie czekała już Lorie. Kim tęskno spojrzała na odchodzącego z nią chłopaka. „Świetnie” – pomyślała. Całej tej sytuacji przyglądała się Joan, która bardzo lubiła śledzić postępy uczniów Rudy’ego. Nie umknęło jej uwadze spojrzenie, jakim Kimberly obdarowała Jack’a.
  - Kim, chodź na słowo – nie czekając na odpowiedź dziewczyny, ani na pozwolenie sensei, pociągnęła ją za rękę i wyprowadziła z dojo.
 Obie weszły do Phil’a, a Kimberly wyrwała nareszcie dłoń z uścisku policjantki.
  - Joan, co ty robisz? – spytała rozdrażniona.
  - Ty mu jeszcze nie powiedziałaś?! – krzyknęła.
  - Komu i o czym?
   - No Jack’owi o swoich uczuciach – prawie szeptała. Kobieta dobrze wiedziała, że Kim nie chce, by ktoś dowiedział się co czuje do Andersona.
  - Nie, no coś ty! – zaprzeczyła – Po co mam mu to mówić, przecież i tak nic z tego nie wyjdzie!
  - Skąd wiesz? Może on też coś do ciebie czuje? Jeżeli mu nie powiedz możecie się stać jak Tom i Jerry!
  - Że co? – spytała rozbawiona dziewczyna – My nie będziemy wrogami, tak jak te postacie z kreskówki, a tak w ogóle to muszę przygotować się do walki z Czarnymi Smokami. – Kim wyszła z knajpki i z powrotem udała się do dojo.
  - Co chciał od ciebie ten wariat? – spytał Eddie.
  - Nic ważnego – uśmiechnęła się do niego lekko.
  - No dobra, musicie trenować – nakazał Rudy. – Na zawodach pokażemy Ty’owi kto tu rządzi! Mam asa w rękawie – uśmiechnął się chytrze.
  - Jakiego znowu asa? – zdziwili się jego uczniowie.
 Po tym pytaniu sensei  wyszedł na chwilę i wrócił z jakimś chłopakiem.
  - Rudy, kto to jest? – spytał Milton.
  - Dzieciaki, to jest Carson. Kiedyś uczyłem go karate, zdobył nawet w mnie pas trzeciego stopnia – ciągle się uśmiechnął.  – Carson, to jest Kim, Eddie, Jerry i Milton – przedstawił ich po kolei.
  - Hej – dziewczyna uśmiechnęła się do niego przyjaźnie.
  - Hej – Carson odpowiedział jej tym samym. – Co teraz robicie?
  - Mamy rozgrywać sparingi – wtrącił Krupnick. – Przyłączysz się do nas.
  - Tak, jasne – odparł. – Z kim mam walczyć?
  - Możesz walczyć ze mną – powiedział Latynos.
  - Lepiej nie. Chcemy, żebyś dożył zawodów – na słowa, które wypowiedziała Kim, wszyscy z wyjątkiem Jerry’ego zaczęli się śmiać.
   - Przecież jestem dobry – bronił się. – Nawet lepszy od Jack’a – teraz to wszyscy dosłownie tarzali się ze śmiechu po matach. Tylko Carson nie rozumiał o co chodzi.
  - Co jest? Skoro mówi, że jest lepszy od tego całego Jack’a to może tak jest – powiedział.
  - Tak, yyy…. Chyba nie – odparła Kim. – Jack jest najlepszy na świecie, dosłownie – jest Mistrzem Świata Karate Juniorów. On jest najlepszy! – podkreśliła te słowa.
  - Jeśli tak to gdzie jest? – spytał Carson.
  - Jest na kawie z Lorie, on nie musi trenować i tak wygra z każdym – chwalił go Eddie. – Nawet z tobą.
  - Ciekawe, czy mówilibyście tak samo, gdybym faktycznie z nim walczył – powiedział drwiąco.
  - Jasne, że tak – oświadczyła Kim. – Pokonałby cię!
  - Mam pomysł – zakomunikował. – Ściągnijcie go tu i zobaczymy kto jest lepszy.
  - Dobra, ale jak będziesz się skarżył, że Jack coś ci złamał to już nie nasza wina – zaśmiał się Jerry. – Kim, zadzwoń po niego.
  - Się robi – uśmiechnęła się do nich wszystkich i wybrała numer Andersona.
 Chwilę czekała, aż odbierze.
  - Co jest Kim?
  - Hej – krzyknęła. – Mamy tu takiego jednego Carsona i on twierdzi, że jest lepszy od ciebie w karate. Śmieszne, co nie? – uśmiechnęła się sama do siebie.
  - Bez przesady – powiedział. Kim usłyszała, że też lekko się śmieje. – Będę za chwilę.
  - To super !
  - Tak, jasne. Dziękuję – szepnął.
  - Za co?
  - Ta randka z Lorie to istny koszmar – dalej szepczał. – Będę za dziesięć minut, na razie!
  - Pa !
Dziewczyna się rozłączyła i posłała chytry uśmieszek Carsonowi.
  - Już za chwilę mina ci zrzednie – powiedziała patrząc na taki sam uśmiech na jego twarzy.
  - Nie byłbym tego taki pewien – odparł.

 Po 10. Minutach do dojo wszedł Jack. Był zdyszany, chyba biegł.
  - Co ci jest? Uciekałeś przed Lorie? – spytał rozbawiony Jerry.
  - Niee… W pewnym sensie – rzucił. – Według niej poszedłem, bo moja ciocia Charlotte przyjechała z Charlotte i będziemy razem oglądać „Pajęczynę Charlotty”.
  - Ej ! – krzyknęła Kim – To moja wymówka – powiedziała uśmiechnięta.
  - No wiem – przyznał i odpowiedział jej tym samym. – Pożyczyłem sobie.
  - Tak, to bardzo słodkie, ale my tu mamy walczyć – upomniał się Carson.
  - Już, już – odparł. – Chodź na maty.
  - Wiem ! – wrzasnął Jerry.
  - Super, a możesz wiedzieć trochę ciszej? – upomniał go Rudy – Moje bębenki nie wytrzymają twojego kolejnego myślenia – na jego słowa wszyscy, oprócz niego, zachichotaliśmy. – Nieważne, o co chodzi? – dodał po chwili.
  - Może by tak – mówiąc to pobiegł do kąta i wyjął dwa te długie kije (nie wiem jak się to fachowo nazywa) – walczyli tym?
  - Okey – odparli jednocześnie i wzięli kije od chłopaka. – Zaczynamy!
 Walka się zaczęła. Trwała ona dobre kilka minut. Końca nikt by się nie spodziewał – Jack upadł na matę, a Carson swoim kijem złamał jego kij!
  - Wow – Kim zdołała tylko tyle powiedzieć. – Ty… On… Wy… Wow.
  - Tak jak mówiłem, jestem lepszy od ciebie – powiedział z ironią. – Kto by się spodziewał. Zaraz czekaj, ja!
  - W takim razie, Carson zastąpi Jack’a w zawodach ! – krzyknął Rudy i zniknął w swoim biurze.
  - Co?! – krzyknęli wszyscy, oprócz samego Carsona.
 Eddie, Milton i Jerry zaczęli mu gratulować. Jedynie Kim pamiętała o Andersonie i pomogła mu podnieść się z maty.
  - Co tu się przed chwilą stało? – spytał rozkojarzony – Nie biorę udziału w zawodach? Zastępuje mnie jakiś Carson?
  - Wygląda na to, że… Tak – powiedziała dziewczyna nieśmiało. – Nie martw się, Rudy’emu chodzi tylko o wygraną i dokopanie Ty’owi.
  - Dzięki, Kim, ale nie musisz mnie pocieszać – rzucił tylko i wyszedł z dojo. Reszta nawet tego nie zauważyła.
  - Teraz tak będziecie stać? – spytała zdenerwowana.
  - A co mają innego robić? – zdziwił się Carson. – Kim, ja po prostu jestem lepszy i tyle.
  - Ha! Poszczęściło ci się i tyle, Jack jest najlepszy – podkreśliła ostatnie słowo.
  - Jak chcesz – odparł. – Ale chyba zgodzisz się na randkę.
  - Z kim? Z tobą? – spytała rozbawiona.
  - A z kim? Może wolałabyś z Jack’iem? – rzucił – Nie daj się długo prosić, oboje wiemy, że ci się spodobałem.
   - Zapomnij, nie umówiłabym się z tobą, nawet gdybyś był ostatnim człowiekiem na Ziemi. Głównie dlatego, że gdybyś był ostatni, to ja bym już nie żyła – skwitowała.  – I masz rację, wolałabym z Jack’iem, bo on przynajmniej nie jest świnią ! – krzyknęła i bez pukania weszła do biura senseia.
  - Kim, o co chodzi? – spytał.
  - Czemu Jack nie bierze udziału w zawodach? – wypaliła od razu.
  - No, bo jest Carson – powiedział tak, jakby to była oczywistość. – Kim, zrozum, on jest lepszy od Jack’a i z pewnością wygra z Brock’iem.
  - Z tym pacanem? Z nim to nawet Milton by wygrał – odparła z ironią.
  - Wcale nie! – zaprzeczył – Jest o wiele lepszy niż sądzisz, ma teraz czarny pas trzeciego stopnia!
  - To nie zmienia faktu, że Jack z nim z pewnością wygra, przecież też ma czarny pas trzeciego stopnia.
  - Tak samo jak Carson – dodał sensei.
  - Wiesz co? To nie ma sensu, ty i tak zrobisz to co będziesz chciał – syknęła Kim. – Do zobaczenia na zawodach, będziemy kibicować twojemu pupilkowi.
 Nie czekając na odpowiedź, wyszła z biura, a potem z dojo. Po drodze krzyknęła jeszcze do Carsona „Powodzenia na zawodach, młotku!”.

 Rudy z Carsonem w kimonach oraz Kim, Jerry, Milton i Eddie na widowni są już w dojo Czarnych Smoków. Nie brakuje też ich wiernych kibiców – ojca Miltona, Joan i rzecz jasna Bobby’ego, oraz innych osób. Po przeciwnej stronie siedzą fani Czarnych Smoków, jest ich chyba tyle samo, co fanów Wasabiego.
  - Mam nadzieję, że ci się uda – powiedział Rudy do swojego pupilka.
  - Szkoda, że Jack’a tu nie ma, on na pewno by wygrał – wtrąciła Kimberly.
  - Nie zaczynaj, skarbie – odparł Carson. – Jestem od niego lepszy, a ty tak mówisz bo mnie lubisz i wiesz, że lubię jak się ze mną droczyć – uśmiechnął się szeroko.
  - Chyba śnisz ! – krzyknęła.
 W tej samej chwili wszedł TY i…
  - JACK!!?? – wrzasnęli wszyscy z dojo łącznie z kibicami.
 Anderson był ubrany w czarne kimono, tak samo jak TY. Tylko Carson dalej miał na twarzy ten chytry uśmieszek. Kim szybko do niego podbiegła.
  - Jack, co ty robisz? - spytała  z wyrzutem – Jesteś Czarnym Smokiem, czemu?
  - Chciałem wziąć udział w zawodach, a tutaj przynajmniej mnie szanują i nie zastąpią byle jakim Carsonem – popatrzył na chłopaka.
  - Od teraz jesteś Czarnym Smokiem?
  - Właśnie tak – zakomunikował.
 Kim posłała mu smutne spojrzenie i dołączyła do reszty. Usiadła koło Rudy’ego.
  - Brawo ! Przez tego twojego Carsona, Jack jest teraz u twojego wroga – syknęła i wróciła na swoje dawne miejsce, tj. między Miltonem, a Jerrym. Walka się zaczęła. Zawodnicy wyszli na maty i okłonili się. Pierwszy zaatakował Carson. Na Andersonie nie zrobiło wrażenia, bo tylko prychnął pod nosem i zadał cios. Pupilek Rudy’ego upadł, lecz szybko się podniósł.
  - Tylko na tyle cię stać? – zapytał drwiąco.
  - Dopiero się rozgrzewam – powiedział z chytrym uśmieszkiem na twarzy i zaatakował po raz kolejny. Walka między chłopakami trwała dobre kilka minut, ale żadnemu z nich nie marzyło się jej przegrać, lub poddać.  Po kolejnych kilku minutach walka miała się już ku końcowi. Chłopcy byli wykończeni, ale każdy za wszelką cenę chciał wygrać. Jednak Jack chciał tego o wiele bardziej niż Carson. Uniknął jego ciosu i po raz ostatni zaatakował. Zawodnik Wasabiego upadł na matę, a pana Andersona ogłoszono zwycięzcą!
 Wszyscy kibice Czarnych Smoków zaczęli mu gratulować. On tylko posłał Carsonowi spojrzenie w stylu „I co teraz?!”. Kim podeszła do niego i zaczęła mu gratulować. 
  - Pokazałeś mu – uśmiechnęła się ciepło. – Wiedziałam, że ci się uda!
  - Dzięki – odwzajemnił uśmiech.
  - Teraz wrócisz? – spytała z nadzieją.
  - Kim, przykro mi, ale… Nie – zakomunikował. – Teraz jestem oficjalnie Czarnym Smokiem i nic ani nikt – spojrzał na Wojowników Wasabiego – tego nie zmieni. Poza tym to każdy z dojo woli Carsona. Nawet ty – spojrzał na dziewczynę smutnym wzrokiem.
  - Ale Jack ja nigdy nie…
  - Już postanowiłem – powiedział stanowczo. – Do zobaczenia w szkole, Kim.
 Podszedł do Ty’a, który mu pogratulował. Powoli zbierali się do wyjścia. Crawford stała nieruchomo i nie mogła wykrztusić z siebie słowa. W pewnej chwili podeszła do niej Joan.
  - Mała, powiedz mu – poprosiła.
  - Teraz to nie ma najmniejszego sensu – odparła zrezygnowana. – Jack teraz jest Czarnym Smokiem, bo wszyscy wolimy Carsona. Nawet ja, tak mi powiedział.
  - Kim, ty nie rozumiesz? – spytała zdziwiona – On tak powiedział, bo mu na tobie zależy.
  - Kiedyś może by tak było, ale teraz – westchnęła. – Nie ma sensu, na razie – powiedziała i wyszła z dojo.

     Następny dzień / dojo Bobby’ego Wasabi’ego.
Carson, Kim  i reszta właśnie trenują. Po skończonych walkach Jerry, Milton i Eddie szybko się przebrali i poszli do domu. Rudy też gdzieś się ulotnił. W dojo zostali tylko Kim i Carson. Oboje byli już przebrani, a dziewczyna już szła w kierunku wyjścia.
  - Hej, może skoczylibyśmy na kawę, co? – zapytał w pewnej chwili.
  - Nie, dzięki – odparła.
  - No proszę, na chwilę. Obiecuję nic ci nie zrobić – uśmiechnął się uwodzicielsko.
  - Dobra, na chwilę – zgodziła się.
 Carson obiął ją ramieniem, ona o dziwo nie protestowała. Już mieli wychodzić z dojo, gdy nagle wszedł…
  - Jack?! Co ty tu robisz? – zdziwiła się Kimberly.
  - Przyszedłem po swoje rzeczy – mówiąc to spojrzał na nią i Carsona smutnym wzrokiem.
  - Super, to my już pójdziemy – wtrącił Carson i pociągnął dziewczynę w stronę wyjścia.
  - Cześć, Jack ! – zdążyła tylko powiedzieć.
  - Pa, Kim ! – rzucił tylko i poszedł się pakować.
  Carson i Kimberly byli już koło Phil’a Falafela. Dziewczyna ciągle spoglądała w kierunku dojo i pakującego się Jack’a. On też kilka razy odwrócił wzrok w ich stronę, ale jej wtedy uciekał. Jeden raz ich spojrzenia się spotkały. Tylko na chwilę, bo Anderson zaraz potem powrócił do pakowania. Niby moment, ale Kim już doskonale wiedziała co ma zrobić.
  - Carson, przepraszam, ale nic z tego – powiedziała i zsunęła jego rękę ze swojego ramienia.
  - Czemu, o co chodzi? – spytał zdziwiony.
  - Pamiętasz jak wczoraj powiedziałeś mi, że wolałabym pewnie spotkać się z Jack’iem?
  - Tak, jasne – potwierdził.
  - Widzisz… Miałeś rację – uśmiechnęła się. – Na razie, młotku!
 Szybko pobiegła do dojo. Otworzyła drzwi i nieśmiało powiedziała: „Jack?”. On tylko odwrócił głowę w jej kierunku, położył torbę na ziemi i uśmiechnął się lekko. Oboje powoli do siebie podchodzili, a gdy już się spotkali, Kim rzuciła się mu na szyję. Wpiła się mocno w jego usta, on odwzajemnił pocałunek.
  - Od dawna chciałam to zrobić – przyznała uśmiechnięta, gdy się od siebie oderwali.
  - A Carson? – spytał z takim samym uśmiechem.
  - Kto? – zaśmiała się i po raz kolejny go pocałowała.
 Tak wyznała Jack’owi swoje uczucia, jak chciało większość osób.  Na początku była do tego negatywnie nastawiona, ale tak jak kiedyś mówiła Joan: „Pasują do siebie”, a teraz to… Nieważne, grunt, że mają siebie nawzajem… <3


Mam nadzieję, że wam się podobało ! Odskocznię dedykuję mojej kochanej C.Howard i czekam, aż u niej się pojawi :*