sobota, 16 lutego 2013

Rozdział 34

Miał być wczoraj, ale nie miałam czasu go dodać xd Już 34 ! ;O Nie myślałam, że tyle dodam! Z dedykacją dla Victorii Hope !

Byłam już w szpitalu, tym razem z Benem, bo bardzo chciał zobaczyć Jack'a. Ciągle jeszcze nie mogłam się opanować. Co ten debil sobie myślał?
  - Hej, jesteście - uśmiechnął się Anderson, kiedy weszliśmy do jego sali.
  - JACK! Co ci się stało? - krzyknął mój braciszek.
  - Nic wielkiego, mały - zapewnił. - Jutro mnie wypisują.
  - Powaga? - ucieszyłam się i podeszłam do niego.
  - A jak ! W ogóle to dzięki, że zadzwoniłaś do moich rodziców - odparł, a ja usiadłam na skraju szpitalnego łóżka.
  - Chyba powinni wiedzieć, że ich syn wylądował w szpitalu, prawda? Kiedy przyjechali?
  - Jakieś pół godziny temu - rzucił. - Mama zaczęła cię wychwalać pod niebiosa, bo jesteś taka odpowiedzialna itd, a ojciec miał do mnie pretensje, bo nie uważałem na siebie - zaśmiał się.
W tym samym momencie zadzwonił mój telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Grace.
  - Kim, czemu nie było was w szkole? - wypaliła od razu - Thomson przez całą lekcję o was nawijał!
  - Grace, uspokój się ! - krzyknęłam - Jesteśmy w szpitalu, ktoś potrącił Jack'a, ale jest okey! Podobno jutro wychodzi...
  - CO?! - wrzasnęła - Będziemy za chwilę. W której sali leży ?
  - 125 - odparłam szybko.
  - Zaraz będziemy ! Pa ! - rozłączyła się, a ja spojrzałam na Andersona.
  - Co jest ? - spytał - Czemu tak patrzysz ?
  - Wieszzz... Połowa szkoły przyjdzie za chwilę cię odwiedzić. Hura ?
  - Super ! - odparł z udawanym uśmiechem - Wszyscy ?
  - Taak - odparłam zrezygnowana. - Ale nie będziesz się nudził !
Ben i Jack pogadali, a w międzyczasie wpadli też rodzice chłopaka. Chociaż za chwilę musieli jechać po potrzebne rzeczy dla syna. Po kilku minutach do sali wpadli nasi przyjaciele i... Większa część szkoły! Każdy krzyczał coś typu: "Hej, stary!" lub "Witaj, kotku!" itd. Było chyba ze 30 osób, m.in. banda z Francjii, Emma, Clara, Brody, nasza banda z Julią, Meg i Daną (wspominałam, że Megan, Dana i Tina zrezygnowały z treningów w dojo? Williamson nie pojawiała się od powrotu z Paryża, więc Rudy ją wyrzucił, a Nicols i Harris same zrezygnowały), Grace z Mike'm,  kumple Jack'a ze skateparku i kilka szkolnych plastików, które wpatrywały się w mojego chłopaka jak w obrazek. Przyszli jeszcze... Steven, Laura i Tina!! Zaraz po nich, do sali wszedł wściekły lekarz z pielęgniarką.
  - Co to ma być?! - krzyczała kobieta - Nie może was tu tyle przebywać!
  - Ale my... Musimy, bo... - bełkotali jednocześnie.
  - Może niech nasz pacjent zdecyduje kto ma zostać - wtrącił doktor. - Tylko proszę, ogranicz się do ośmiu osób, bo tyle może was zostać najwięcej!
  - To zostaje Kim, Ben, Julia, Grace, Mike, Jerry, Milton, Eddie - zakończył.
Po tych słowach, słychać było ciche szepty typu: "Czemu mnie nie wybrał?" albo "Kocham go, powinnam przy nim być!". Kiedy takie coś usłyszałam, aż się we mnie zagotowało!
  - Chyba o kimś zapomniałeś, słonko - wtrąciła się Laura. - Jestem twoją dziewczyną, mam prawo tu być. Wywal Kim i po kłopocie! - uśmiechnęła się sztucznie.
  - To wszyscy ! Bez mojej byłej dziewczyny ! - warknął chłopak, a cała reszta musiała opuścić jego salę. Tak samo zrobili lekarz i pielęgniarka, a my usiedliśmy koło Andersona i zaczęliśmy gadać.
  - Co ci się właściwie stało ? - od razu spytała Grace.
  - Ktoś mnie potrącił - odpowiedział tak, jakby to była oczywistość.
  - Tyle to i ja wiem ! - wtrącił Eddie - Czemu ktoś ci to zrobił ? Chyba nie codziennie kogoś potrącają, więc nie mów, że to nic takiego !
  - No, ale ja nie wiem - skłamał. - To może być też trochę moja wina, bo nie zauważyłem auta.
  - Czyli, że to nie do końca przez kierowcę ? - upewniał się Milton.
  - On właśnie to powiedział - wtrącił Mike.
  - Jesteś pewien, że nic ci nie jest, Jack ? - spytała Julia.
  - Tak, jest spoko - odparł. - Nie musicie się o mnie martwić.
Goście Andersona poszli dopiero o siódmej wieczorem. Jego rodzice przynieśli mu w tym czasie potrzebne rzeczy, ale nie chcieli przeszkadzać, więc wyszli. Chcieli zostać, ale dali za wygraną, gdy zobaczyli ile już jest osób. Ja chciałam zostać w szpitalu na noc, bo ubłagałam lekarza, żebym po końcu godziny odwiedzin, mogła jeszcze powiedzieć. Niestety Jack był innego zdania.
  - Ale ja chcę być tu przy tobie ! - uniosłam lekko głos - Nie zostaniesz tu sam !
  - Kimmy, nie ! - powiedział - Poradzę sobie jakoś, a ty masz wracać do domu na noc. Nie będziesz tu spała z mojego powodu.
  - No chyba nie z powodu lekarza, prawda ? - uśmiechnęłam się - Jakbym tu była to może...
  - NIE! - przerwał mi - Nie przejmuj się mną i wracaj do domu.
  - Jak chcesz - odparłam z rezygnacją. Chwilę jeszcze u niego posiedziałam, a kiedy wyszłam było po dziewiątej. Dałam mu całusa na do widzenia i opuściłam salę. Jednak za chwilę do niej wróciłam.
  - Jesteś tego pewien ? - spytałam ponownie.
  - Kim - uśmiechnął się uroczo - wracaj do domu.
  - Dobra, do jutra - również się uśmiechnęłam. - Kocham cię !
  - Ja ciebie też !
Wyszłam ze szpitala, tym razem już na stałe. Było ciemno, a na ulicach paliło się tylko kilka latarni. Ludzi tyle co nic, może raz na jakiś czas, trafia się przechodzeń. Szłam chodnikiem  i nie przejmowałam się zbytnio tym, co się działo. W pewnym momencie poczułam... To było dziwne, ale myślałam, że ktoś mnie obserwuje i za mną idzie. Odwróciłam się i rzeczywiście tak było! Zobaczyłam dość wysokiego faceta z kapturem na głowie, ubranego na czarno. Przyśpieszył, kiedy zdał sobie sprawę, że go zauważyłam. Zrobiłam to samo, a po chwili zaczęłam biec. Chciałam go zgubić, ale on był szybszy i, co najważniejsze, silniejszy. Dogonił mnie i zakrył usta dłonią, żebym nie mogła krzyczeć.
  - Jeśli piśniesz chociaż słówko, to się dla ciebie źle skończy - powiedział i wyjął z kieszeni nóż. Zaraz, zaraz... Ten głos... Znam go przecież. Kto to jest? Kojarzę skądś ten głos!
Przeraziłam się nie na żarty. Chłopak zwolnił nieco swój uścisk.
  - Co chcesz zrobić ? - spytałam.
  - Nie martw się - odparł. - Za chwilę nic już nie będziesz czuła... - nagle usłyszałam czyjeś kroki. Jakby... Stukot obcasów? Kilka sekund później poczułam ogromny ból. Upadłam na ziemię i dalej nic nie pamiętam, bo urwał mi się film...


Miał być o wiele wcześniej, ale... Jakoś tak wyszło ! Za bardzo się rozpisywać nie będę, bo nie mam za wiele czasu... Tylko jedna sprawa... Nie wiem co się dzieje, czy to ja coś źle robię, czy co, ale... Blogi Oli Hernik nie chcą mi się wyświetlić. Zmieniła adres? POMOCY!! :**
Rozdział będzie w poniedziałek ! ;33 Omg... Już jeden tydzień ferii zleciał ! ;/ Jak ?! Ja się pytam jakim prawem ?! Nie fair ! Żądam 6-miesięcznych ferii, dwa razy w roku xd

22 komentarze:

  1. mi się ferie skończyły tydzień temu ;/ jak chce wakacje ! <3
    kochanie, cudny rozdział <3 wiesz co, zaczynam podejrzewać, że to była Tina. na 1OO % !. Ja chyba zarąbie tej małpie :D
    czekam na next :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szkoda :( JA TEŻ :**
      dziękuję : )
      możesz zarąbać, ale to nie ona xd znaczy ona, ale... nie sama xd
      tyle mogę zdradzić ;33

      Usuń
    2. uuuuu to idę po czołg :D

      Usuń
    3. uuuu... to idź :D przyjedź po mn przy okazji xd

      Usuń
  2. ŚWIETNY ROZDZIAŁ!!! CZEKAM NA NEXTA!!! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczny rozdział! miałam nadzieję, że przeczytam go wcześniej, ale brat zepchnął mnie z kompa (dosłownie ;D). Tak to już jest mieć rodzeństwo...
    Ja też nie mogę uwierzyć, że za nami już POŁOWA FERII!!! Jak to wgl się stało?!
    Nie mogę doczekać się następnego rozdziału!!! Kocham Cię! ;* XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki : )
      huehuehue xd a ja nie mam rodzeństwa i nikt mnie nie spycha xd
      smutne, nie ? ;/ POŁOWA... !! ;/

      Usuń
  4. ja cię zabiję !!! ugh ty ale może będą w tej samej sali : D to nie, odwołuje to jeżeli tak będzie lol no masz racje te ferie w tym roku jakieś szybkie : ( nawet bardzo , a takie ferie jak ty mówisz by się przydały ... Mi : ] no masz szczęście że nie zrobił/a nic gorszego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cooo ? przepraszam, ale nie za dobrze cię rozumiem... xd

      Usuń
    2. nie ogarniasz ?! spoko ja też . No bo skoro ten nóż wbili Kim to ona musi trafić do szpitala , a skoro Jack jest w szpitalu może trafią na tą samą sale : D no trochę wyobraźni : P no i zgadzam się z twoim pomysłem z feriami , bo ja też je mam : ] no i masz szczęście że ten huj nie zgwałcił Kim . Jarzysz xd ???!!!

      Usuń
    3. kuwa (text mojej kumpeli, żeby nie klnąć xd) jaki nóż ? Nic nie pisałam o żadnym nożu xd !!!

      Usuń
  5. Świetny, boski, fantastyczny i wgl extra rozdział :D Po prostu koooocham tw opowiadania <3333 Pewnie Steven i Laura coś zrobili Kim.. Jack wyjdzie ze szpitala to im zbije papy !!! :D A się nakręciłam :o :D Czekam na nexta :3 Pisz szybko, bo ja tu nie wytrzymam :< Dasz radę na jutro napisać ? ^^
    Trzymaj się ciepło :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. musiałaś wygadać kto jej to zrobił, prawda? :D
      dziękiii <333
      postaram się szybko dodać new xd

      Usuń
  6. Wreszcie napisałaś kochana !! <33 Wyszło Ci suuper !! ;** Chłopak to Steven - tego jestem pewna, ale ta laska? hmm... To pewnie Tina albo Laura. :d Cioty popieprzone !! Oby nic wielkiego się nie stało Kim. :) W next rozdziale ujmij scenę jak Jack jebie ich w te krzywe, tłuste, spaśne mordy !! :D
    Czekam a new !! :D ALE SZYBKO !! :**
    Love you sooo much !!! <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to dobrze jesteś pewna xd
      nie wiem czy wiesz, ale on jest jeszcze w szpitalu :D

      Usuń
  7. Hej tu Niki. Kochana rozdział wyj**** w kosmos. Kocham go. A co do Steven'a, bo to chyba każdy wie, że to ja go zabiję. Aaaa! A ta dziewczyna ciekawi mnie, która to, alr jak się dowiem. Ugh! Czekam na kolejne kochana!
    Moja psiapsióła założyła bloga ( werbel ) O KICK!!! Tylko troszkę INNA wersja. Wpadnij :D
    http://another-story-kickin-it.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Bajeczny rozdział, dziękuję za dedykację! <33
    Jesteś kochana <33
    u mnie new <33

    OdpowiedzUsuń

Komentować ♥