piątek, 29 marca 2013

Rozdział 39

Z małym opóźnieniem, ale jest ;**
Specjalnie dla Caroline Crawford, Evelyyn i Idy ♥


- Moja mama co...? - spytałam po raz kolejny widząc zdołowany wzrok ojca i łzy w oczach Ben'a - Co się dzieje, tato?
- Victoria - to imię mojej mamy - powiedziała, że już nadszedł czas, żeby się rozstać. Przy mnie i przy was nie mogła nigdzie wyjechać na dłużej. Znalazła sobie kogoś innego... Zostawiła wszystkie rzeczy i pojechała z nowym chłoptasiem, milionerem, w podróż dookoła świata. Byłem już u prawnika. Od dwóch dni oficjalnie nie jesteśmy małżeństwem - zakończył. Po tych słowach, jedyne, na co było mnie stać to pójście do pokoju. Nie mogłam tego zrozumieć... Jak ona mogła to zrobić?! Mi, tacie, Ben'owi... JAKIM PRAWEM?!
Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Nieważne wtedy co o niej myślałam, bo to przecież jest moja mama. Choć może była moją mamą... Po jakiś kilku minutach postanowiłam się ogarnąć! Usiadłam, wzięłam telefon i zadzwoniłam do Grace. Musiałam uważać, żeby nie mieć zmienionego głosu przez ten płacz.
G: Halo?
K: Hej, jesteś jeszcze w dojo?
G: Tak, a co?
K: Nie masz czasem ochoty na zakupy?
G: Jasne, że mam! Gdzie i kiedy?
K: Eeemmm... Za pół godziny w galerii "Eliot"?
G: Jak dla mnie spoko. Na razie!
K: Pa!
Rozłączyłam się i poszłam do łazienki. Zmyłam z twarzy resztki starego makijażu i nałożyłam nowy.Muszę to jakoś odreagować i dlatego zakupy z Grace będą najlepszym rozwiązaniem!
Postanowiłam, że będę tak jak Jessica (ta z Paryża) - jej rodzice też się rozwiedli i dlatego przeprowadziła się do Francji. Kiedyś mi o tym opowiadała... Jej sytuacja była naprawdę podobna do mojej, ale tam to ojciec postanowił odejść. Pan Millington nie miał czasu dla rodziny i po rozwodzie życie Jess tak bardzo się nie zmieniło. Tyle, że zmieniła kontynent... Ona nie przeżywała tego tak bardzo, więc ja też nie będę. Pokażę Ben'owi, tacie i w ogóle wszystkim, że Kim Crawford nie jest słaba! Jestem silna i sobie z tym poradzę.
Podeszłam do szafy i przebrałam się.
Zeszłam na dół i powiedziałam, że wychodzę z Grace. Wzięłam torbę i już miałam iść, ale tata mnie zatrzymał centralnie przed drzwiami.
- Poczekaj chwilę - poprosił.
- Dobrze, a czemu?
- Chciałem ci coś dać - mówiąc to dał mi małą rzecz. Zaraz, chwila... CZY ON MI DAJE KARTĘ KREDYTOWĄ?!
- Tato, ale... - zdziwiłam się na tyle, że nie mogłam wydusić z siebie słowa.
- Nie, Kim... Idź i baw się dobrze - zaśmiał się. Ja go tylko uściskałam, podziękowałam i w pośpiechu wyszłam z domu, bo przyjaciółka już pewnie na mnie czeka. W swoim portfelu też coś miałam, więc nie musiałam się ograniczać xd
W galerii byłam po niespełna piętnastu minutach i od razu zauważyłam Grace.
- Hej - uśmiechnęłam się.
- Cześć, Kim - przywitała mnie. - Co masz zamiar kupić?
- Jeszcze nie wiem, ale coś na pewno - zaśmiałam się i poszłyśmy do pierwszych sklepach. W każdym zostawiłyśmy trochę pieniędzy i przy okazji wygłupiałyśmy się. W trakcie zakupów powiedziałam Knight o tym, że mój tata wrócił,  ale ani słowem nie wspomniałam o mamie. Nie wiem czemu, ale jakoś na razie wolę, żeby to zostało tylko między mną, tatą i Ben'em.
- Dobra, Kimmy... Widać na kilometr, że coś jest nie tak - odezwała się Grace w pewnej chwili.
- Niby coo? - spytałam piskliwym głosem.
- No nie wiem, ty mi powiedz... - rzuciła. Okey, chyba powinnam jej powiedzieć. W końcu jest moją przyjaciółką.
- Chodź do kawiarni - powiedziałam i pociągnęłam ją w tamtą stronę. Obie miałyśmy po kilka toreb z ciuchami, butami i biżuterią, więc trochę trudno było nam się z tym wszystkim zabrać...
Dostałyśmy swoją kawę, usiadłyśmy przy stole, odstawiłyśmy zakupy i Knight zaczęła mnie przepytywać.
- Więc powiesz coś?
- Niech ci będzie - zaśmiałam się. - Tak naprawdę to... - nie dokończyłam, tylko gwałtownie poderwałam się z miejsca. Nie, to niemożliwe... JAK TO SIĘ STAŁO?! Czy ja mam jakieś przywidzenia?!
- Kim, co jest? - Grace bardzo zdziwiła się moim zachowaniem.
- Co... Co on tu robi?! - szepnęłam - Jakim cudem tu jest...
- Kto?! Powiesz, co się dzieje?!
- Ja... Zobaczyłam Steven'a - wreszcie to z siebie wydusiłam, chociaż moja przyjaciółka nie widziała w tym niczego nadzwyczajnego.


Wiem, że krótki i na dodatek strasznie nudny, ale coś trzeba było wstawić :) Na święta w domu mnie nie będzie, więc na rozdziały nie możecie liczyć, bo nie będę mieć tam dostępu do komputera...
Teraz jeszcze chcę Wam wszystkim złożyć życzenia w te piękne, białe święta xd
Niech Wam jajeczko dobrze smakuje,
bogaty zajączek uśmiechem czaruje.
Mały kurczaczek spełni marzenia,
wiary, radości, miłości, spełnienia.
Zabawne... Dokładnie rok temu to chodziłam do szkoły w bluzie, a teraz jeszcze w czapce i kurtce zimowej X DD Nie ma to jak marzec... ♥


środa, 20 marca 2013

Nuevo blog ! ♥

Witam, witam ! <3
Od razu mówię, że ciągle jestem chora, ale teraz na chwilę sb wstałam. Powodem tego posta jest mój new blog! Tym razem o serialu "Violetta" na Disney Channel. Ostatnio ten kanał zachował się jak najgorsza ciota i puszcza odcinki od początku zamiast kontynuować ;/ Czekać do 1 kwietnia na 3 sezon Kickin it i do 15. na nowy odcinek Violetty... -,-

Nie przedłużając to mój blog:
(kliknij w obrazek)


Wiem, że to pewnie przesada, bo mam dużo blogów, ale nie mogłam się powstrzymać! Kocham ten serial tak samo jak Kickin it i dlatego musiałam to zrobić ♥

poniedziałek, 18 marca 2013

Rozdział 38

Z wielkim opóźnieniem, ale wreszcie jest ;>>
Specjalnie dla... Caroline Crawford, Idy i Evelyyn ♥

Powinnam była to zobaczyć. Był tam... Steven! Do tego w kajdankach, prowadzony przez policjanta! Jednak sny się spełniają xd
- To on - szepnęłam kobiecie. Ona podeszła do niego, a raczej do kolegi z pracy.
- Co to za młody człowiek? - spytała.
- Steven Louis, 18 lat - odparł mężczyzna. - Zatrzymany za napad na sklep.
- Jak myślicie, ile dostanie?
- Trudno stwierdzić. Ukradł tylko kilka puszek piwa, nawet kasy nie wziął. Chyba nie wiele - zamyślił się.
- Jeśli dodamy do tego próbę gwałtu, zabójstwa, uszkodzenie mienia, groźby i porwanie... To trochę posiedzisz - zwróciła się do niego. Policjant i ten typek popatrzyli na nią pytająco, a w oczach 18-latka można było dostrzec strach. - Chwilę temu Kim Crawford skończyła zeznania - wyjaśniła od razu. Steven dopiero teraz zauważył mnie i Jack'a.
- Że co?! - zdziwił się - WY!!! - wrzasnął i próbował się wyrwać, ale z marnym skutkiem. Został odprowadzony do aresztu. Kiedy nie było go już w polu widzenia, policjantka podeszła do nas.
- Możecie już iść - uśmiechnęła się ciepło, a my zrobiliśmy to, co nam kazała. Kiedy wyszliśmy z posterunku policji poczułam ulgę. Steven siedzi i nie może nic mi zrobić! Jack objął mnie ramieniem i poszliśmy do galerii, bo w trakcie przesłuchania dostałam SMSa od Grace.
"Przyjdź z Jack'iem do dojo. SZYBKO!!!"
Weszliśmy do budynku, a tam... Dojo pełne ludzi wrzeszczące "Niespodzianka" z bananami na twarzach. Ja i Anderson byliśmy zdziwieni tą "imprezką". Byli tam wszyscy nasi przyjaciele i... Większa część szkoły xd
- Co to jest? - spytał uśmiechnięty Jack - Kim, wiedziałaś? - spojrzał na mnie. Pokiwałam przecząco głową.
- Nie miałam pojęcia - przyznałam.
- Ja to wymyśliłem! - wrzasnął Jerry.
- Yyyy... Nie, nie prawda - odezwali się wszyscy zebrani, a Jack tylko się zaśmiał.
- Dobra, nie ważne kto, ale dzięki za pamięć - rzucił. Nagle Rudy wyszedł z gabinetu razem z tortem. Był w kształcie prostokąta z naklejonym zdjęciem Jack'a. Każdy zjadł po kawałku.

Po dwóch godzinach zabawy przypomniałam sobie, że dzisiaj rodzice wracają! Pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam z dojo. Na miejscu byłam po ok. 0,5h. Weszłam do salonu, gdzie zobaczyłam przymulonego Ben'a, grobowo poważnego tatę i... Tyle, bez mamy.
- Cześć, tato! - krzyknęłam i go przytuliłam.
- Witaj, skarbie! Tak dawno cię nie widziałem... - uśmiechnął się ciepło.
Może to wydaje się dziwne, ale z nim utrzymywałam bliższe relacje niż z matką. On częściej bywał w domu, chętniej spędzał czas ze swoimi dziećmi, zabierał nas w jakieś fajne miejsca i w ogóle. Czasem czułam, że... Nie mam mamy. Nigdy nie było jej gdy ja lub Ben potrzebowaliśmy. Nigdy. Kiedy złamałam nogę na nartach podczas ferii, tata i mój brat byli przy mnie 24/7, a ona? Odwiedziła mnie tylko raz i to na sekundę, bo "miała napięty grafik". Wtedy gdy jej nie zobaczyłam w domu, zbytnio się nie przejęłam. Nie byłoby dziwne, gdyby pojechała sobie na jakieś wakacje na drugi koniec kraju. Już tak kilka razy robiła, a tata wracał do nas. Przywykłam, że jej nie ma...
- Gdzie mama? - spytałam po chwili.
- Mamy nie ma - szepnął Ben. - Już nie będzie.
- Co ci odwala? - zaśmiałam się - Gdzie mama? - ponowiłam pytanie.
- Nie, Kimmy. Ben ma rację. Mamy nie będzie, ona...
- Co? Urlop w Meksyku? - zadrwiłam.
- Żeby chociaż - mruknął tata.
- Nie żyje?! - szepnęłam.
- Kim - westchnął - twoja mama...

I jest <3 Nudny, do kitu i wgl, ale jakiś musi być <3 Kiedy next? JUTRO!! Czemu? Kto jest chory i nudzi się w domu? JA! -,-
Teraz taka sprawa... Głosujcie w ankiecie dot. new bloga ♥ Teraz się nakręciłam na "Violettę" i coś mi każe założyć o tym bloga! :*

sobota, 2 marca 2013

Rozdział 37

Rozdział dla Oli Howard z tego bloga. Laska ma WIEEELKIII talent ! Wejdźcie na jej bloga, bo naprawdę warto ♥


Obudziłam się następnego dnia o dziesiątej. Była sobota, więc nie musiałam się przejmować szkołą. Dzisiaj wypisują Jack'a ze szpitala i zdarzy się coś jeszcze. Moi rodzice wracają do domu na cały miesiąc! Tak długo nie było ich odkąd Ben skończył 8 lat! Uznali wtedy, że możemy sami się sobą zająć. To znaczy mama tak uznała, bo tata sądził, że jesteśmy jeszcze za mali, ale i tak uległ żonie. Wyjeżdżali zwykle na tydzień lub dwa, a w domu bywali na weekend.
Kiedy tak myślałam zadzwonił mój telefon. Dzwonił tata.
K: Halo?
T: Hej, Kimmy. Będę za kilka godzin w domu!
K: Super /uśmiech/. Gdzie jesteście z mamą?
T: Jestem niedaleko już niedaleko Delawere (stan, w którym znajduje się Seaford).
K: Chyba jesteŚCIE...
T: No właśnie, musimy pogadać jak wrócę. Teraz muszę kończyć. Kocham was!
K: My ciebie też!
Rozłączył się, ale coś mi nie pasowało. Czemu nie mówił o mamie ani razu? Zresztą mało mnie to obchodzi. No nic... Trzeba się ogarnąć i iść do Jack'a. Tak też zrobiłam, uczesałam się i ubrałam.
Wzięłam torbę i zeszłam na dół. Ben jeszcze chyba spał. Nie chciałam go budzić, więc tylko chwyciłam jabłko i wyszłam cicho z domu. Po drodze ze szpitala spotkałam Tinę i Laurę.
- Hej, Kim - zaczęła sztucznie Williamson.
- Co tam, pokrako? - odparłam z chytrym uśmiechem.
- Jak ty ją nazwałaś?! - zbulwersowała się Ryan - Wiesz co zrobiłaś?
- Odezwałam się, to faktycznie wielka zbrodnia - zadrwiłam i bez słowa je ominęłam. Poszłam w stronę szpitala, a one ciągle jeszcze chwilę tam stały.

- Co jeśli to nie wypali? - spytała wreszcie Laura.
- No coś ty! Steven to może idiota, ale to co wymyślił musi się udać - skwitowała Tina. - Poza tym, to zależy też od ciebie, więc się postaraj!

Weszłam do sali Jack'a, a tam... Zaskoczenie, ale dość miłe. Chłopak był ubrany w normalne ciuchy i gotowy do opuszczenia szpitala.
- Wypisują cię w końcu! - uśmiechnęłam się.
- Nareszcie - westchnął. - Byłem tu chyba z kilka tygodni...
- Nawet trzech dni tu nie siedziałeś - rzuciłam, na co on odpowiedział mi miną typu "poker face".
- Serio? - zdziwił się - Oj tam, oj tam! Dla mnie to i tak za dużo.
- Pójdziesz gdzieś ze mną? - spytałam.
- Jasne, a gdzie?
- Na policję - oświadczyłam.
- Jeszcze nie poszłaś po tym, co zrobił Steven?
- Nie miałam jak - przyznałam zgodnie z prawdą. - Poza tym to... Nie chodzi tylko o to, bo... Gdzie twoi rodzice? - chciałam zmienić temat.
- W domu, bo ciotka Cindy przyjechała. Chcieli mnie odebrać, ale powiedziałem, żeby do niej pojechali. W ogóle to nie zmieniaj tematu! - wtrącił - Co Steven znowu ci zrobił, Kimmy?
- Opowiem ci w drodze, okey? - zapytałam, a Jack przytaknął. Wyszliśmy ze szpitala i poszliśmy w stronę budynku policji. Był oddalony o niecałe 200m od szpitala, więc po kilku minutach byliśmy na miejscu. Po drodze zdążyłam mu wszystko opowiedzieć. Nie był szczęśliwy... Mało powiedziane. Był wściekły! Gdy skończyłam staliśmy przed drzwiami budynku. Jack objął mnie ramieniem, dzięki czemu poczułam się pewniej. Wiedziałam, że mogę na nim polegać. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Po drodze spotkaliśmy policjanta, który zaprowadził mnie tam, gdzie miałam zeznawać. Anderson musiał zostać na korytarzy. Weszłam do środka i się zaczęło... Usiadłam na krześle, naprzeciwko policjantki.
- Jak się nazywasz? - spytała.
- Kim Crawford - przedstawiłam się.
- W takim razie opowiedz, czemu tu jesteś.
- Od czego zacząć?
- Najlepiej od początku - w jej głosie było coś, co zachęciło mnie do mówienia. Powiedziałam jej wszystko. Od biwaku, kiedy się poznaliśmy, przez wydarzenia na imprezie, SMSy, potrącenie Jack'a i wybiitą szybę, aż do samego porwania. Nie wiem tylko, czy można to było nazwać porwaniem. Nawet komórki mi nie zabrał. Taak... Porywacz doskonały. Nie powiedziałam tylko o dziwnym zachowaniu Brody'ego, bo uznałam, że pewnie mi się tylko wydawało. Kobieta ciągle coś zapisywała, a gdy skończyłam mówić, uśmiechnęła się do mnie.
- Kim, obiecuję ci, że znajdziemy Stevena - zapewniła mnie.
- Dziękuję pani bardzo - odparłam. W tej samej chwili do pomieszczenia wszedł Jack. Policjantka nie była z tego zadowolona.
- Kim jesteś? - spytała.
- Jack Anderson, chłopak Kim - przedstawił się. Chyba domyśliła się kto to, bo powiedziałam też o nim.
- Więc o co chodzi?
- Wszedłem tu, bo Kim powinna coś zobaczyć - powiedział. Zdziwiłam się, ale i tak wyszłam z nim i kobietą na korytarz. Miał rację... Powinnam była to zobaczyć.

Koniec! <3 Głupi i nudny, ale coś musiałam dodać ♥ Rozpisywać się nie będę, bo nie mam za wiele na to czasu. Tylko... Rozdział na Leolivii w ten weekend się nie pojawi, bo nie miałam czasu na napisanie go. 
KOMENTUJCIE, BO TO MOTYWUJE I MOŻLIWE, ŻE JUTRO DODAM ROZDZIAŁ! :)