sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 44

Ethan chyba jeszcze mnie nie zauważył. Stał nad płaczącą Corin, trzymającą na rękach Devona. Wyglądał groźnie, a na domiar złego w rękach trzymał nóż.
- Daj mi mojego syna - zażądał.
- NIE! Nigdy ci go nie oddam.
- Czy ja zadałem ci pytanie? Chcę mojego syna i tyle - warknął.
- Po moim trupie! - krzyknęła.
- Serio mówisz? To się da załatwić - stwierdził.
Zaczął do niej podchodzić, a nóż podniósł w górę. Nie mogłam na to dłużej patrzeć.
- Zostaw ją, kretynie! - wreszcie się odezwałam.
- Co to za laska? - spytał patrząc na mnie.
- Nie twoja sprawa, idioto. Oddaj nóż i znikaj stąd.
- Taaa, chyba byś chciała.
- No właśnie bym chciała - warknęłam i weszłam do pokoju. - Do widzenia, niedorozwoju.
- Ładna i zadziorna. Lubię takie - zaśmiał się.
Rzucił nóż na podłogę i podszedł do mnie. Stałam nie ruchomo, nie mogłam się ruszyć. Corin krzyczała, żeby mnie zostawił, ale on nic sobie z tego nie robił. Uciekłam do drugiego końca pokoju.
- Niech oni wyjdą - wskazałam na kuzynkę i małego, blond-włosego chłopczyka na jej rękach. Dziewczyna zaprzeczyła, ale chłopak kazał im się gdzieś schować. Zrobiła to, ale oczywiście bez sprzeciwów i oporu się nie obeszło.
Po chwili w pomieszczeniu zostaliśmy tylko ja i Parks (Ethan).
- Więc... - zaczęłam. - Wyjedziesz z Seaford i już nie wrócisz. Zostawisz ich w spokoju. Rozumiemy się?
- Hahahahahahaa nie - zaśmiał się. - Śmieszna jesteś i do tego stanowcza.
Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej, a ja uciekłam do kąta. Serio, Kim? Mądre to to nie było.
Wszystko będzie dobrze... Ah, gdyby Jack tu był!
Ethan w mgnieniu oka znalazł się obok mnie. Objął mnie w tali i przyparł do ściany.
- Puść mnie!
- Mógłbym... ale chyba jednak tego nie zrobię - powiedział i zaczął całować mnie po szyi. Z całych sił go odepchnęłam. Odsunął się ode mnie, ale podszedł do drzwi i zamknął je na klucz, który wsadził do kieszeni. Po drodze wziął jeszcze z ziemi nóż. Super.. PO MNIE!
Kiedy był ok. metr ode mnie, coś sobie przypomniałam. Przecież ja trenuję karate!
Zadałam pierwszy cios, ale... on go zablokował. Zadałam drugi, lecz i to na nic się nie zdało. Parks trzymał teraz moje obie pięści. Obrócił mnie tak, że stałam tyłem do niego. Mocno przycisnął mnie do ściany i... gdzieś poszedł. Że co?! Dobra, to jest dziwne.
- Za chwilę wrócę - rzucił jeszcze i wyszedł, zamykając za sobą drzwi na klucz.
Pierwsze, co mi przyszło do głowy to telefon. Do taty? Nie, jest na spotkaniu. Jack? TAK! Szybko wybrałam jego numer i czekałam. Wreszcie odebrał.
- Halo?
- Jack, jesteś w szkole?!
- Niee, jakoś nie specjalnie mi się chciało iść na 4 lekcje - zaśmiał się. - A co?
- Pomóż mi, błagam! - zapiszczałam.
- Kim, co się stało?! - spytał przerażony
- Boję się, przyjdź...
- Dobrze, ale gdzie?
- Do Corin. Wiesz gdzie mieszka?
- Na Hudsona 44/5? - upewnił się.
- Tak, tak.
- Jestem nawet blisko.
- Proszę, szybko... Pośpiesz się! - szepnęłam i się rozłączyłam, bo usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza. Schowałam komórkę do kieszeni, a on chyba tego nie zauważył.
- Stęskniłaś się? - spytał z chytrym uśmieszkiem.
- Chyba ci słoneczko przygrzało - warknęłam.
- Posłuchaj, sprawa jest prosta. Jesteś grzeczna i jest fajnie, albo jesteś niegrzeczna - wyciągnął zza siebie nóż - i jest niefajnie.
- Nie rób głupstw...
- Emm... nie obiecuję - syknął i znowu stał koło mnie. Chwycił mnie w talii i przyparł do ściany. Bałam się tak bardzo, że nie mogłam nawet ruszyć palcem. Ethan przejeżdżał nożem po moim policzku, potem szyi, aż wreszcie doszedł do dekoltu i tam się zatrzymał. Z moich oczu płynęło coraz więcej łez. - Zabawimy się, skarbie? - pokręciłam lekko głową - Czemu nie? Będzie fajnie.
Nie czekając na moją odpowiedź zaczął wsadzać rękę pod moją bluzkę. Szybko ściągnął mi koszulę, a ją zaczął podwijać ku górze. Kiedy się wyszarpywałam, przykładał mi nóż pod szyję, więc nie mogłam się ruszyć. W pewnym momencie rzucił mnie na łóżko. Szybko jednak wstałam i chciałam uciec, ale on i tak mnie złapał.
- Zostaw mnie, psycholu! - wrzasnęłam i spoliczkowałam go.
- Bijesz? Nie ładnie - warknął i gwałtownie wpił się w moje usta. Chciałam go od siebie oderwać, lecz ten tylko zaczął mnie obmacywać. Co za oblech... Kiedy odpiął guzik od moich spodenek, już na maxa się popłakałam. Corin przecież mi nie pomoże...
Jednak zrobił to ktoś inny. Nagle usłyszeliśmy krzyki, które mnie wołały. To przecież Anderson.
- KIM!! - wołania się powtórzyły.
- Jack, tutaj!
- Przyprowadziłaś kolegę? Nie mądrze, kochanie. Nie mądrze. Ostrzegałem, że musisz być grzeczna - znowu zaczął bawić się nożem po mojej twarzy.
W tej samej chwili zobaczyłam jak drzwi się otwierają. Ethan ich nie zamknął? Gratuluję inteligencji...
- Zostaw ją - nakazał brunet, a Parks spełnił jego prośbę.
- Mały Jack coś mi zrobi? - zaśmiał się.
- Żebyś tylko się nie zdziwił - warknął.
Chłopak pochwycił nóż i wycelował w Jack'a, ale ten zrobił unik. I się zaczęło...


Witam <3 Miał być wcześniej i jest do tego nudny, ale przepraszam ;(
Następny obiecuję dać w poniedziałek, bo jutro nie ma mnie w domu. 
Btw. kto oglądał dzisiaj finał sezonu?! NORMALNIE KOCHAM TEN ODCINEK! Zwłaszcza koniec ;33
ale nic... 3 sezon nie długo :D
Jak tam w pierwszym oficjalnim dniu wakacji? Ja dzisiaj dostałam tablet, więc zaliczam go do udanych <3


♥KLIK♥

Trzymajcie się  .  ^^

sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 43

Nie będę przedłużać, bo miał być już jakiś czas temu -,- 
Specjalnie dlaa mojej Patty Howard . ☻


Spojrzenie Brody'ego mówiło samo za siebie. Nie był zadowolony, choć to mało powiedziane. Tylko co on tu robi? Nie powinien iść do domu?
- Przecież poszedłeś - zauważyłam. - Po co wciąż tu stoisz?
- Bo chciałem na ciebie zaczekać, ale chyba na darmo - warknął w stronę Jack'a. - Co on tu robi?!
- Stoję, nie widzisz? - zaśmiał się Anderson, próbując go jakoś zbyć.
Peterson mierzył nas wzrokiem od stóp do głów. Nie podobało mi się to. W jego oczach było coś, z czym raczej nie warto się sprzeczać.
- Nie pytam o to, cwelu! Co tu robisz rano przed domem Kim?!
- Nocowałem w swojej dziewczyny, to aż takie dziwne?
Brzmiało to tak, jakby to była oczywista oczywistość.
- Co wy robiliście?!
- Brody, daj spokój! - wtrąciłam się - Pogadamy później, na razie.
Pociągnęłam Jack'a za rękę i, omijając mojego gościa, poszliśmy w kierunku jego domu.

Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Usiadłam na łóżku, podczas gdy chłopak pomaszerował się przebrać. W pewnej chwili dostałam SMSa. Od kogo? Nie wiem, ale Laura to pierwszy podejrzany. Czemu? Kto normalny wysyła wiadomość o treści: "Uważaj, on jeszcze będzie mój"? To na pewno ona. Nie mam wątpliwości. Albo może Tina? Te dwie opcje są najbardziej prawdopodobne.
Kiedy przyszedł brunet, pokazałam mu tego treść.
- Ja jej kiedyś coś zrobię - syknął.
- Nie przesadzaj - powiedziałam. - Poza tym, ona chyba nie sprawi, że przestaniemy być razem. Prawda?
- No raczej, nie inaczej - uśmiechnął się i delikatnie mnie pocałował.

Spędziłam z nim cały dzień. Dosłownie! W domu byłam ok. dziewiątej wieczorem. Straciłam poczucie czasu. Chodziliśmy po Seaford, chwilę spędziliśmy w dojo, a potem znowu do niego i jakoś tak wyszło.
Weszłam do salonu, gdzie zobaczyłam tatę. Będzie kazanie, jak się patrzy.
- Kimberly! - spojrzał na mnie stanowczym wzrokiem. Nie przeszkadzało mi nawet moje pełne imię.
- O co chodzi? - udałam głupią.
- Już nawet nie o to, że nie było cię cały dzień. Interesuje mnie to, co u ciebie robił rano Jack i kiedy przyszedł.
- Przyszedł w nocy. Pogadaliśmy i zasnęliśmy - przyznałam. Nie będę go okłamywać, bo po co?
- To na pewno wszystko?
- Tak, na pewno! Jeszcze przez jakiś czas dziadkiem nie zostaniesz - rzuciłam szybko i pobiegłam do pokoju. Chyba lepiej, jeśli nie usłyszę odpowiedzi.. xd

Następnego dnia szybko zerwałam się z łóżka. Dzięki Bogu, nie idę dzisiaj do szkoły. Podeszłam do szafy i wybrałam ubrania. Założyłam szarą bluzkę z krótkim rękawem, a na koszulę, którą zawiązałam pod biustem. Do tego szorty z ćwiekami, czarne conversy i wyprostowane włosy. Paznokcie pomalowałam na niebiesko. Na palec ubrałam pierścionek z kolcami, wybrałam podobną bransoletkę i naszyjnik z wąsami. Chwyciłam jeszcze torbę z małpką i zeszłam na dół. Kiedy schodziłam po schodach usłyszałam znajomy głos. Zaraz, zaraz... Czy to Jack? Co on tu robi?
Po cichu weszłam do salonu, gdzie chłopak rozmawiał z moim tatą. Postanowiłam się im przysłuchiwać.
- Jesteś pewny? - spytał mężczyzna.
- Jasne, że tak! Skoro to za tydzień, to pasowałoby coś zorganizować - powiedział Anderson.
Nie chciałam więcej słuchać, więc podeszłam do nich.
- Hej wam!
Co mnie zdziwiło, Jack wskoczył na sofę i wziął jakąś gazetę, a tata... Udawał, że odkurza. Dobra, co tu jest grane?!
- Hej, Kim - odpowiedzieli jednocześnie.
- Ty nie w szkole? - spytałam bruneta.
- Nie ma przecież dzisiaj Johnson'a od niemieckiego, czyli dwie lekcje mamy z głowy - zawiadomił.
- No to... co robicie?
- Czytam/Sprzątam - padły odpowiedzi.
Kłamać to oni nie potrafią.
- Czyli ty, Jack, czytasz do góry nogami, a ty, tato, sprzątasz z wyłączonym odkurzaczem?
- Yyy.... Tak?
- Ja już właściwie muszę iść. Pa, Kim! - krzyknął chłopak.
Pocałował mnie w policzek i wyszedł, a raczej wybiegł z domu.
- Ktoś mi wyjaśni, co się przed chwilą stało?
- Chodzi o to, że... Przecież mieliśmy jechać do Corin, zapomniałaś!
Klasyczna zagrywka mojego kochanego tatusia. Nie wie co powiedzieć, to zmienia temat.
- Dobra, teraz ci odpuszczę - zdawał się nie wiedzieć o co mi chodzi. - Na razie...

Chwilę potem byliśmy już w drodze do Corin. Mieszkała dość blisko, więc w przeciągu kilku minut byliśmy na miejscu. Mniej więcej pół godziny zajął dojazd. No może trochę więcej niż kilka minut, fakt.
Kiedy znajdowaliśmy się pod jej domem, ktoś zadzwonił do mojego taty.
- Halo? [...] Tak, ale teraz? [..] Nie da się kiedy indziej? [...] Ale... [...] No dobrze, ale masz u mnie dług! [...] Wiem przecież, kretynie! [...] Dobra, tak. Za chwilę będę.
Po skończeniu rozmowy, spojrzał na mnie dziwnie.
-Kim, przepraszam, ale muszę jechać. Nie byłoby problemu gdybyś...
- Nie, coś ty! - przerwałam - Jedź, sama do niej pójdę.
Nie przeszkadzało mi to. Może nawet lepiej nam się będzie przez to rozmawiało.

Pożegnałam się z nim, a gdy odjechał - skierowałam się do drzwi wejściowych. Chciałam zapukać, ale... drzwi były uchylone. Po cichu weszłam i od razu dobiegły mnie dwa głosy. Jeden to na pewno moja kuzynka, ale drugi... Nie! To przecież niemożliwe! A jednak...Wrócił. Ojciec Devon'a wrócił. Ethan dopełnił obietnicy i wrócił po syna.

Wiem, tragiczny i wgl. Wybaczcie <33
Tak wgl to proszę, wejdźcie na bloga http://lovestoryjackandkim.blogspot.com/. Jest na nim wygląd mojej roboty. Pierwszy raz robiłam takie coś dla kogoś i jestem usatysfakcjonowana. Jak na pierwszy raz [dla innej osoby] wyszło mi chyba nie najgorzej. Komuś zrobić? haha . ♥

Przy okazji na moim nowym blogu dodałam już prolog. Zapraszam <3

wtorek, 18 czerwca 2013

Ogłoszenie

Rozdział miał być chwilę temu, wiem... i przepraszam, ale po prostu nie mam czasu. Dodam go w piątek (sobota najpóźniej). Teraz mam do zaprezentowania mojego NEEW blogaa . ☻
Chyba idzie się zgubić w tym wszystkim, prawda?
To trochę to ułatwię <3 Wszystkie moje blogi:

{ Opowiadania Kickin It } - ten xd

drugi blog o Kicku <3

odwieszam go w wakacje

zawieszony i raczej taki pozostanie -,-

jestem tam graficzką, choć sama nwm po co. Nie nadaję się, ale to już szczegół :D Działalność tam odwieszam (chyba) w wakacje

oczywiście mój (prawie) nowy blog o Kicku. Większość z was pewnie o nim nie wie, dlatego go tu wstawiam.

do akcji wkracza Violaa xd Moja historia Violetty Castillo ;) Zapraszam.
a oto wreszcie mój naj, najnowszy blog. Opowiada on o Angie - również z serialu "Violetta". Powstał wczoraj, jest na nim mini wstęp. Zapraszam <3


To chyba wszystkie. No prawie... Jest jeszcze jeden, na którego temat się nie wypowiem xd Okay... Oficjalnie ogarniam się w wakacje, bo będę mieć więcej czasu. Odwiedzać blogi i nie gniewać się na mnie, please xd


czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 42

Zgodnie z umową ;3
Dla Evelyyn Howard, Stok rotki i Emily <3


Oczywiście musiał zadzwonić mój telefon. Niechętnie oderwałam się od Jack'a i podeszłam do biurka. Nawet nie patrzyłam kto to, tylko od razu rozłączyłam.
- Może to było ważne - zauważył chłopak, który w momencie znalazł się obok mnie.
- Jeśli to ważne, zadzwoni znowu - stwierdziłam i uśmiechnęłam się. - Poza tym jest pierwsza w nocy! Kto normalny dzwoni o tej porze?
- Skoro tak mówisz...
Brunet objął mnie w talii, przyciągnął do siebie i pocałował. Szybko jednak się od niego oderwałam.
- Nie musisz czasami wracać?
- Wyganiasz mnie?
- W życiu! Ale nikt nie będzie się o ciebie martwił? - spytałam.
- Nikt się nie zorientuje, że mnie nie ma - zaśmiał się.
Bardzo chciało mi się spać i marzyłam tylko o tym, żeby zasnąć.
- Zostaniesz na noc?
- Innej opcji nie ma - zaśmiał się.
Ulokowaliśmy się w moim łóżku. Wtuliłam się w niego i prawie natychmiast zasnęliśmy.

Następnego dnia obudziłam się dość szybko. Pierwsze co zrobiłam to spojrzałam na Jack'a, który ciągle jeszcze spał. Wyglądał tak słodko ;3
Jakimś cudem wyswobodziłam się z jego objęć i poszłam do łazienki, żeby się przebrać. Założyłam bluzkę w biało-czarne paski z napisem 'BOOM', niebieskie jeansy i do tego pomarańczowe, krótkie conversy. Paznokcie pomalowałam na pomarańczowo, rękę ozdobiłam czarną bransoletką, a szyję białym, drobnym wisiorkiem w kształcie serca. Do tego wsadziłam na palec pierścionek.
strój Kim    


Wyszłam z łazienki, a Andersona nie było. W pewnej chwili poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach. Oczywiście to był on. Zaczął całować mnie po szyi.
- Jack, przestań - powiedziałam uśmiechając się.
- Na pewno? - spytał, nie przerywając czynności.
Odwróciłam się tak, że prawie stykaliśmy się nosami. Dłonie bruneta ciągle spoczywały na moich biodrach. Uśmiechnął się szeroko, tak samo zresztą jak ja. Zarzuciłam ręce na jego szyję i pocałowałam go. Odwzajemnił mój gest z jeszcze większą mocą. Ręce Jack'a schodziły coraz niżej, ale mi to nie przeszkadzało. Oczywiście jednak coś musiało nam przerwać. Norma...
- Kim, nie śpisz? - spytał tata zza drzwi.
- Nie, a co?
- Masz gościa - poinformował.
- Niby kogo? - zdziwiłam się.
- Brody'ego.
No pięknie... Po co on tu przyszedł? Na dodatek tak rano.
- Niech przyjdzie później! Teraz za wcześnie!
Ciągle tkwiłam w tej samej pozycji co parę sekund temu.
-Kim, mogę wejść? - spytał tata i chciał otworzyć drzwi, ale na szczęście były zamknięte na klucz.
- Teraz jestem w samym ręczniku, bo brałam prysznic!
Musiałam skłamać. Gdyby on zobaczył Jack'a byłoby nie najlepiej.
- Okey, wpadnę później - wtrącił Peterson.
Chyba faktycznie poszedł, bo nic więcej nie słyszałam. Chciałam uwolnić się z uścisku Jack'a, ale nie było mi to dane.
- Moja księżniczka gdzieś się wybiera?
- A tak - zaśmiałam się. - Zabronisz mi?
- Oj Kimmy, Kimmy - odpowiedział mi tym samym. - Beze mnie nigdzie nie pójdziesz.
Nie odpowiedziałam, bo brunet wziął mnie na ręce i pocałował po raz kolejny.
- Dobra, chodź już - powiedziałam.
- Gdzie? - zdziwił się i odstawił mnie na ziemię.
- No nie wiem... Może do ciebie?
-Jak dla mnie dobry pomysł - przyznał.
Wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy po schodach, a tam... Tata! Super...
- Hej, my idziemy. PA! - krzyknęłam i w pośpiechu wyszliśmy, a raczej wybiegliśmy z domu.
- Kim, co tu robi Jack? - spytał jeszcze, ale my byliśmy już na dworze. Kiedy wychodziliśmy na chodnik, natknęliśmy się na kogoś. Konkretnie na... Brody'ego.

Obiecałam i jest ;3 Wiem, że krótki i bez sensu, ale już... Musicie wytrzymać;)
Kolejny w niedzielę albo sobotę <3
Dzięki, że czytacie te moje bzdurne bazgroły i wypociny . ♥

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział 41

Ponad miesiąc . Jeśli mnie nie zabijecie, będę wdzięczna -,-


 Zostaje jedno pytanie - kto to właściwie jest Corin? Historia jest dość krótka. To może od początku. Corin to moja dalsza kuzynka, ma 22 lata. To jakaś bliska rodzina do mojej mamy, nawet nie wiem do końca jaka. Tak więc... Ma ona dziecko - Devon'a, który teraz będzie obchodzić niedługo pierwsze urodziny. Wszystko fajnie i super tylko, że jego ojciec to kompletny idiota. Ethan, od razu po urodzeniu, ją zostawił. Można się było tego spodziewać - babiarz i casanova, ale jej obiecywał zmianę. Nie wywiązał się z danego słowa. Uciekł bez słowa pożegnania. Chociaż nie... Pożegnał się, choć byłoby lepiej, gdyby tego nie zrobił. Przepowiedział, że kiedyś wróci po Devon'a i zabierze go, czy Corin tego chce... Czy będzie odwrotnie. Z niego też jest niezłe ziółko - wyrok w zawiasach za nie wiadomo co, bójki, napady, prochy itp. No po prostu 'ideał' -,- Najgorsze jest to, że... Ona naprawdę kochała moją mamę, a o niczym nie wie. Uważała ją za świętą. Teraz się zawiedzie.
- Odwiedzimy ich? - spytałam po chwili ciszy.
- Myślałem o poniedziałku. Odpuść sobie szkołę i pojedziemy. Tylko nie mów Ben'owi! - ostrzegł.
- Ponieważ? - nie za bardzo go rozumiałam.
- On i okazja do odpuszczenia szkoły - zaśmiał się tata. Fakt... Mój braciszek wprost "kocha" szkołę i przy każdej okazji próbuje się wymigać. Zawsze jednak na próżno. No prawie zawsze.
- Masz rację - przyznałam. - Ja idę do pokoju.
  Od razu po wejściu, zamknęłam drzwi na klucz. Co jak co, ale Corin bardzo lubię i szkoda mi jej. Ogólnie rzecz biorąc - ma pecha w życiu. To smutne, lecz taka prawda. Mieszka ona na  przedmieściach Seaford, dlatego rodzice często ją odwiedzali. Ja z Ben'em zresztą też. Proponowaliśmy nawet, żeby zamieszkała z nami, ale nie zgodziła się...

Włączyłam komputer i weszłam na Facebook'a. Popisałam z Grace, Jerry'm. Nic nowego nie było, więc szybko się wylogowałam. Była już jedenasta! Kiedy to zleciało? Chyba na Fb nie da się wejść tylko na chwilę xd Po chwili jednak zadzwonił mój telefon. Oczywiście... Jack.
- Hej, Kim - zaczął. - Co tam?
- Cześć. Nawet nie pytaj - westchnęłam.
- Co się stało?
- To nie temat na telefon. Pogadamy jutro.
- Pogadać możemy, ale jutro to za późno!
- Czekaj, co chcesz... - nie dokończyłam, bo się rozłączył.
To znaczy, że za chwilę mogę się go tu spodziewać. Może to i lepiej? Przynajmniej będę miała z kim porozmawiać.

Po kilku minutach usłyszałam pukanie do balkonu. Mój pokój jest na piętrze! Powoli podeszłam do drzwi, odsunęłam zasłonę i zobaczyłam nie kogo innego, jak Andersona uśmiechniętego od ucha do ucha. Otworzyłam mu i wszedł do środka.
- Nie wiem czy wiesz, ale od wczoraj mamy wstawione drzwi. Możesz przez nie wchodzić - rzuciłam na powitanie.
- Też cię kocham i miło cię widzieć - zaśmiał się. W odpowiedzi delikatnie go pocałowałam. - Już lepiej.
- Dzięki, że przyszedłeś...
Usiadłam na łóżku, a brunet zrobił to samo.
- No to co się dzieje?
- Ja po prostu... Już nie mam mamy - spuściłam głowę w dół, a Jack zaniemówił.
- Co?! - nie mógł uwierzyć w to, co słyszał - Kim, czemu tak mówisz?!
- Moi rodzice już nie są małżeństwem. Została teraz tylko nasza trójka. Ja, tata i Ben, a moja "matka" podróżuje sobie po świecie z jakąś nową "wielką miłością".
- Przykro mi...
Przysunął się bliżej, spojrzał na mnie i lekko musnął moje usta.
Z każdą chwilą pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Usiadłam okrakiem na jego kolanach i wplotłam ręce w jego włosy. Jack swoje ulokował na moich biodrach. Powoli położyliśmy się na moim łóżku. Chłopak włożył rękę pod moją bluzkę i zaczął podwijać ją ku górze.
Niestety coś... albo ktoś musiał nam przerwać.


Jestem na siebie zła -,- BARDZO ZŁA! Nie dość, że nie dodawałam tyle czasu to rozdział jest krótki i do tego... nie będę się wypowiadać nad beznadziejnością jego treści ;/ Ale trochę przybliżyłam, mam nadzieję, postać Ethan'a. W najbliższych rozdziałach będzie BARDZO DUŻO AKCJI!! A w późniejszych coś, za co większość z was będzie chcieć mój adres... żeby mnie powiesić, utopić albo Bóg wie co jeszcze ;D

Ale mam też dobrą wiadomość... xd : 

O yeey xd A co to znaczy? WOOLNEEE XD  co jeszcze? A tak... Odwieszam Leolivię, rozdziały będą najczęściej jak się da i BYĆ MOŻE odwieszę się z hoa-grafika. Choć nad tym bym się jeszcze zastanowiła... ;)

Tak więc... Do czwartku, bo wtedy pojawi się nowy rozdział ;*