wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 47


 Rozdział dla... Claudii Maslow, ponieważ w połowie jest jej. Po przeczytaniu chyba każdy będzie wiedział której :D

Zobaczyłam multum ludzi wrzeszczących "Niespodzianka" na cały głos. Nie wiedziałam, co powiedzieć, tylko szeroko się uśmiechnęłam. W tłumie dostrzegłam Jack'a, resztę z dojo, Julię, bandę z Paryża, Brody'ego... nawet Rudy'ego. Oprócz nich było tam jeszcze ponad kilkanaście osób. Anderson szybko do mnie podszedł i przytulił.
- Dziękuję - powiedziałam w końcu.
W pewnej chwili, tata wniósł tort. Znajdowało się na nim siedemnaście świeczek i napis Najlepszego, Kim. Z moich oczu wypłynęło kilka pojedynczych łez. Łez szczęścia... Brunet, widząc to, natychmiast starł je z mojego policzka.
- Nie płacz... - poprosił, a ja tylko się w niego wtuliłam.
Po chwili każdy zaczął do mnie podchodzić i wręczać prezent oraz składać życzenia. Od Grace (chyba przyniosła prezent wcześniej) dostałam nowe buty, od Jerry'ego instruktaż tańca na CD. Bardzo śmieszne xd Radzę sobie przecież lepiej niż przedtem! Najbardziej jednak spodobał mi się prezent od Jack'a. Był to złoty naszyjnik z sercem, które się otwierało, a w środku znajdowało się... nasze pierwsze wspólne zdjęcie. W podziękowaniu pocałowałam go lekko, lecz jemu to nie wystarczyło. Przyciągnął mnie do siebie i gwałtownie wpił się w moje usta. Niestety ktoś musiał nam przerwać. Tą osobą był Brody. Anderson popatrzył na niego ze zdenerwowaniem.
Gdy każdy zjadł swój kawałek tortu, zaczęła się zabawa. Tańczyliśmy, śmialiśmy i się wygłupialiśmy. Na całe szczęście tym razem obyło się bez procentów.

Kilka godzin później.
Goście powoli zaczęli się rozchodzić. Można powiedzieć, że urodziny się udały! Mam chyba najlepszych przyjaciół pod słońcem. Większość czasu spędziłam właśnie z nimi i oczywiście z Jack'iem. Ku mojemu zdziwieniu, tata i Ben ulotnili się na samym początku. Pojechali na noc do Corin, bo... sama nie wiem czemu. Może nie chcieli przeszkadzać? Zresztą nie wiem... Kiedy wszyscy poszli do domu, zostałam tylko ja i... Anderson.  Może by zaprosić go na noc? W końcu nie chcę ostatnie godziny moich urodzin spędzić sama.
- To ja już będę leciał.
- Może chcesz zostać u mnie?-zaoferowałam, a ten zaśmiał się szyderczo.
- Brzmi kusząco. Chodźmy do mnie po ciuchy i wrócimy. Co ty na to?-zapytał, a ja się zgodziłam i poszliśmy dalej. Wstąpiliśmy do jego domu i Jack błyskawicznie się spakował, biorąc najpotrzebniejsze rzeczy. Poinformował mamę, że idzie do mnie i znów szliśmy ciemnymi ulicami.
-No to… Co będziemy robić?-zapytał obejmując mnie jedna ręką w pasie.
-Hmm… Jakiś dobry film, popcorn , cola ... Co chcesz - zaśmiałam się.
Weszliśmy do domu i od razu skierowałam się do kuchni. Zrobiłam popcorn, nalałam do dwóch szklanek colę i zaniosłam to wszystko do salonu. Wróciłam jeszcze po żelki  i chipsy. Zasiedliśmy razem wtulając się w siebie .
- Fascynujący film... - rzekł Anderson widząc czarny ekran. Nie uruchomiliśmy w ogóle nawet telewizora, a już nie wspomnę o filmie.
- Tak, tak! Bardzo ciekawy!-zaśmiałam się wstając i włączając ''Mr and Ms Smith", czyli tak po polsku; ''Pan i Pani Smith". Uwielbiam Angelinę Jolie i Brata Pitta! Oglądając film objadaliśmy się smakołykami , a w pewnej chwili Jack się odezwał;
-Patrz jak oni się kochają!-właśnie teraz był moment, kiedy oboje chcieli się zabić. Tak zwana brutalna miłość.
- No, a jak! Taka miłość tylko w filmie, a na prawdę to boją sobie włosa z głowy wyrwać!-zaśmiałam się i przytuliłam mocniej. Najlepsza scena w filmie to ta, w której demolują dom, bo chcą się zabić, a na końcu dochodzi do współżycia.
- Może my też się tak pokochamy?-zaproponował chłopak przejeżdżając po moim policzku i dojeżdżając do dekoltu.
- Mm...Kusząca propozycja.-spojrzałam na jego usta i nadgryzłam dolną wargę. Przybliżył się do nich i wpił się w nie jak pirania w swoją ofiarę.
- Może nie tak brutalnie, ty mój PANIE SMITH!-przerwałam na moment pocałunek.
- Przecież cię nie chcę zabić! Chcę cię zjeść!-wybuchł śmiechem i wrócił do dawnej czynności. Potem wróciliśmy do oglądania , a po skończonym seansie puściliśmy kolejny film. Teraz wybierał Jack.
- Skoro tak; Brat Pitt. To może ''Troja"?-pytał wyjmując płytę z filmem. Zgodziłam się i znów zaczęliśmy oglądać film. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 1:15. Postanowiłam wziąć prysznic i przebrać się w coś specjalnie dla mojego chłopaka.
- Przyjdź za jakieś 35 minut do mnie do pokoju! - powiedziałam i pobiegłam do pokoju. Wzięłam ten specjalny strój do ręki i wbiegłam do łazienki. Dostałam go od Grace, ale nikt o nim nie wiedział. Wzięłam szybki prysznic i włożyłam ten sam strój, który miała Angelina Jolie w filmie, który oglądaliśmy. Czarna króciutka mini ze skóry, siatkowe pończochy i szpilki. Pomalowałam usta na czerwono i lekko pokręciłam włosy. Wyglądałam jak marna kopia pani Smith, ale spełniam zachcianki chłopaka. Usłyszałam, że wchodzi do pokoju. Zgasiłam światło w łazience i wtedy Jack zaczął mnie wołać.
- Już idę.-powiedziałam i wyszłam biorąc do ręki bat.
- Wow!-westchnął Anderson widząc mój strój.
- Chciałeś niegrzecznie to masz.!-rzekłam i zaraz potem się na niego rzuciłam. Zaczął mnie namiętnie całować, a potem ja zaczęłam zdejmować z niego ciuchy . Po kolei najpierw pozbyłam się górnej garderoby.
- Uu.. Widzę, że ostatnio znów ćwiczyłeś.- mruknęłam widząc jeszcze lepiej wyrzeźbiony kaloryfer niż wcześniej.
- Tak trochę. Podoba się?-zaśmiał się i zaczął muskać mój dekolt. Westchnęłam od jego pocałunków i związałam mu ręce.
- Ej.. Serio bawimy się niegrzecznie?-pytał już na poważnie.
- Och, kochanie! Ja się bawię od początku! - mówiłam powalając go na kolana. Znów wzięłam bata do ręki. - A teraz błagaj o przebaczenie - dodałam obijając przyrząd o lewą rękę.
- Oj skarz mnie na najgorszą karę. - mówił zamykając oczy. Klęknęłam przed nim i spojrzałam na jego twarz. Musnęłam jego usta i lekko rozwiązałam dłonie. Ten szybko pozbył się sznura, a bata wyrwał mi z ręki rzucają w kąt pokoju. Wziął mnie na ręce i rzucił mnie na łóżko , a on sam zdjął z siebie spodnie i był w samych bokserkach.
- Mmm... - westchnęłam widząc całą sylwetkę chłopaka. On jest tak pociągający, że zazdroszczę samej sobie, że widzę go w prawie nago i wiem, że zaraz do czegoś dojdzie.
- Bierz mnie, kotek! - wrzasnęłam i przyciągnęłam go do siebie. Zaśmiałam się po chwili z mojej wypowiedzi i spojrzałam mu w oczy. Były pełne energii i radości. Znów zaczęliśmy się całować , a chłopak pozbył się góry mojej sukienki, czyli gorsetu. Zjechał pocałunkami w dół i teraz bawił się moim biustem. Muskał go i masował, a ja wzdychałam z podniecenia. Po ciele przechodził mnie przyjemny prąd. Znów przeszedł ustami na moje i tym razem ja zdjęłam z niego bokserki, a potem on ze mnie króciutką spódniczkę i powoli wszedł we mnie. Ja jęknęłam cichutko z rozkoszy i zaraz zaczęłam znów się z nim całować. Chwila była cudowna i moje 17 urodziny obchodzę jak najlepiej się da. Czułam jego przyjaciela w sobie, jak wchodzi z precyzją i zaraz wychodzi. W pewnej chwili wszedł i przywarł mnie jeszcze bardziej do siebie. Zaczął sapać ze zmęczenia i znów wpił się w moje usta wracając do czynności. Jedną ręką trzymał mój pośladek , a drugą pieścił moją lewą pierś. Pojękiwałam co chwilę. Kiedy już skończyliśmy, opadł zmęczony obok mnie, ale dalej mnie całował. Nawet nie wiem kiedy, ale zasnęłam.
Następnego ranka obudziłam się i zobaczyłam pierze latające po pokoju. Zaczerpnęłam głębszego oddechu i spojrzałam na chłopaka. On również nie spał.
- I jak ci się podobał wczorajszy wieczór, kochanie? - zapytał lekko się podnosząc.
- Było cudownie! - przyznałam i go pocałowałam w podziękowaniu.
- Mam nadzieję - zaśmiał się i po raz kolejny wpił się w moje usta.

<punkt widzenia Brody'ego> hahahah xd zaskoczyłam?
Szedłem właśnie do domu Kim. Na jej urodzinach było super. Tylko jeden minus - Jack... wszędzie za nią łaził i ani na moment nie odstępował. Przez to, nie mogłem pobyć z Kimmy sam na sam chociaż na moment! Ale teraz przynajmniej z nią pogadam, bo nie będzie jej chłopaka. Bardzo chciałbym być na jego miejscu.
Doszedłem wreszcie do domu Crawfordów. Zdziwiło mnie to, że drzwi były otwarte. Wszedłem bez pukania i skierowałem się do pokoju. Pewnie jeszcze śpi. W końcu jest po dziewiątej. Kiedy wchodziłem po schodach, usłyszałem cichy śmiech mojej ukochanej. Dobrze, że już się obudziła. Drzwi do pomieszczenia były lekko uchylone. Złapałem za klamkę i chciałem je otworzyć, lecz doznałem szoku! Co prawda, Kim była w łóżku, ale Anderson razem z nią!! Ona leżała na nim i... się całowali. Ale zaraz... Ubrania Jack'a leżą na podłodze obok jakiegoś... czarnego gorsetu i  szpilek, które należą do Kim. Czy to znaczy, że... oni się przespali?! Nie, to niemożliwe. Jak ona mogła mi to zrobić? Dlaczego akurat z nim?!
Wreszcie dziewczyna położyła się obok niego. Nie mogłem na to patrzeć, ale chciałem zobaczyć ich reakcję.

<punkt widzenia Kim>
Znowu położyłam się obok Jack'a. Posłałam mu promienny uśmiech. Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie!
- Kocham cię - wyszeptałam. - To, co się stało to chyba najlepsza rzecz, jaka spotkała mnie w życiu.
- Ja ciebie też - zaśmiał się i ponownie mnie pocałował.

<punkt widzenia Brody'ego>
Dobra, dość! Nie mogę na to patrzeć. Jeszcze ten tekst Kim... to mnie dobiło. Postanowiłem dać im o sobie znać.
- Ekhm!! - chrząknąłem wreszcie. Zdziwili się na mój widok. Chociaż nie, zdziwienie to mało powiedziane.
- Peterson, co ty tu robisz? - warknął Jack w moją stronę. Jak ja go nienawidzę...
- Przyszedłem pogadać z Kim - podkreśliłem te słowa.
- Poczekaj na dole, zaraz zejdę - powiedziała, na co ja posłusznie spełniłem jej prośbę.

<punkt widzenia Kim>
Pocałowałam Jack'a w policzek, zakryłam się kocem i podeszłam do szafy, żeby wybrać ubrania.
- To znaczy, że jeśli Brody przyjdzie to ty od razu wstajesz i się ubierasz? - spytał Anderson z miną zbitego psiaka. Podeszłam do niego i nachyliłam się nad nim.
- Lepiej byłoby, gdybym do niego szła i się nie ubierała? - zaczęłam się z nim droczyć.
- Niee... Żebyś go olała i wróciła tu do mnie - pociągnął mnie na siebie tak, że spadłam i leżałam na nim.
- Ej no! - zaczęłam się śmiać.
- Kim, idziesz?! - nagle usłyszałam wołanie Petersona.
- JUŻ!! - odkrzyknęłam. Chwyciłam przypadkowe ciuchy i poszłam do łazienki. Szybko zeszłam na dół, gdzie czekał chłopak.
- Coś do picia? - spytałam głupio.
- ŻE CO?! Kim, co ty zrobiłaś? Wiesz, że cię kocham, a ty robisz mi coś takiego. Jak mogłaś się z nim przespać? Dlaczego mnie tak perfidnie zdradziłaś?!
Słuchałam go, ale nie za bardzo rozumiałam. Czego on ode mnie chce?! I najważniejsze... po co tu przyszedł?
- O co ci chodzi, Brody? Przespałam się z nim, bo chciałam! I jak niby miałabym cię zdradzić, skoro nie jesteśmy, ani nie będziemy, razem? - krzyknęłam.
- Jak chcesz - westchnął. - Pójdę już, na razie.
- Tak, cześć! - odparłam, a chłopak wyszedł.

<punkt widzenia Brody'ego>
Wyszedłem z domu Kim maksymalnie zdenerwowany. Jak ona mogła...?! Chyba teraz zdecyduję się na tą propozycję Laury. Tak, muszę ro zrobić. Zadzwoniłem do niej.
- No nareszcie! - powiedziała do słuchawki - Zdecydowany?
- Tak, wchodzę w to - warknąłem.
- Co jest powodem twojej nagłej zmiany? - zakpiła.
- Chociażby to, że oni się przespali!!
- CO?! - wrzasnęła.
- No tak, teraz wracam od Kim...
- JACK MA BYĆ MÓJ!!
Rozłączyłem się. Teraz jestem pewien, że plan wypali. Nasz kochany "Kick" się rozpadnie. Już ja tego dopilnuję, Crawford jeszcze będzie moja...


Hahahah xd jak wrażenia? Bo mi się nawet podoba :D Tak więc... Kolejny być może pojutrze. Przynajmniej taki mam plan :)

Przy okazji - Tori Pa założyła bloga o Kick xd OTO ON! Jack tam jest bohaterem, bo uratował Kim, a Brody podłą mendą xd WBIJAĆ ;D




poniedziałek, 15 lipca 2013

Informacja

Nie dodam dzisiaj rozdziału, bo za chwilę wyjeżdżam i nie będzie mnie przez cały tydzień. Nie będę mieć też dostępu do internetu, ale biorę tablet, więc coś tam napiszę. :)
Co się wydarzy w następnym rozdziale?:
- impreza u Kim
- coś się stanie między naszym Kickiem :D

to do poniedziałku! (albo soboty, jeszcze nie wiem dokładnie) ♥

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział 46 + rok bloga.

Tej nocy obudziło mnie coś dziwnego. Spojrzałam na zegarek, było za piętnaście trzecia. Jakiś dziwny hałas... Może mi się tylko śniło? Tak, pewnie tak. Ale zaraz... Coś tu nie gra. Spojrzałam na drzwi balkonowe i... One były otwarte. Ja je przecież zamykałam. Czy nie? Może nie... Zresztą sama nie wiem.
Podeszłam do nich i je zamknęłam. Potem wróciłam do łóżka i z powrotem zasnęłam.

Sobota.
Wstałam dzisiaj dosyć późno. Kończę siedemnaście lat! Nie mogę uwierzyć... Szybko to zleciało, pomyślałam. Wzięłam prysznic i ubrałam się w  czarną bluzkę bez rękawów z nadrukiem i napisem "Young gone wild" i jeansowe spodenki z paskiem. Do tego dwie bransoletki z ćwiekami, czarne kolczyki w kształcie róży i naszyjnik w kształcie serca. Włosy splotłam w dobierany warkocz na boku, pomalowałam paznokcie na niebiesko, założyłam jeszcze conversy galaxy i byłam gotowa. Do czarnej torebki wsadziłam telefon, portfel i gumy du żucia. Zeszłam na dół, gdzie spotkało mnie wielkie zaskoczenie. Tego nigdy bym się nie spodziewała. On... sprzątał! Ben Alex Crawford sam, z własnej i nieprzymuszonej woli sprząta. Coś musi być na rzeczy.
- Dobra, coś zmalowałeś? - uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie za bardzo cię rozumiem.
- Ty nienawidzisz sprzątania!
- No co? Nie mogłem odkurzyć raz tu czy tam?
Nie chciałam już dłużej tego ciągnąć, bo odpowidzi nie byłyby bardziej rozbudowane niż: "Tak", "Nie", "Nie wiem", czy "Tato! Kim się mnie czepia!".
Nie jadłam śniadania, tylko miałam zamiar od razu wyjść na spacer. Zatrzymał mnie tata.
- Kimmy, 100 lat! Gdzie idziesz? - zapytał.
- Na spacer.
- Nie wolisz iść na zakupy? - rzucił i wręczył mi trochę pieniędzy - Idź już, papa! - i po prostu wypchnął mnie za drzwi.
Co tu jest grane? Dobra, mało ważne. Postanowiłam rzeczywiście iść na jakieś zakupy.
Po krótkim czasie byłam już w Galerii. Pochodziłam trochę po sklepach, kupiłam parę rzeczy. Uwinęłam się w przeciągu dwóch godzin.
Postanowiłam już wracać. Gdy doszłam do domu, chciałam wejść, ale drzwi były zamknięte. Oczywiście musiałam nie wziąść kluczy. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam. Otworzył mi tata, ale.. Właśnie, to "ale" jest dosyć dziwne. On nie chciał mnie wpuścić do domu!
- Ej no! Co ty robisz? - zdziwiłam się.
- Przykro mi, nie mogę. Idź na zakupy, albo coś!
- Dopiero wróciłam - potrząsnęłam torbami, które trzymałam w rękach.
- To idź jeszcze raz - stwierdził. - Albo np. do Grace!
- Weź chociaż to! - wskazałam na nie, a on zabrał je i...zamknął mi drzwi przed nosem. Dom wariatów. Mam urodziny, a on mnie nawet nie chce wpuścić! To jest nienormalne...
Zadzwoniłam do Jack'a, ale odpowiedziała mi sekretarka. Wybrałam numer Grace. Odebrała natychmiast.
-Halo? - powiedziała do słuchawki.
- Hej, Grace - zaczęłam. - Robisz coś?
- Siedzę sama w domu. Wpadniesz?
- Minuta i jestem - zaśmiałam się i rozłączyłam.

- Kim!! - krzyknęła, gdy otwierała mi drzwi - Najlepszego!
Poszłyśmy do jej pokoju. Usiadłyśmy na łóżku i zaczęłyśmy gadać. Knight poszła do drodze jeszcze po chipsy i coś do picia.
- Rozwiązałaś sprawę z Mike'm i Jerry'm? - zapytałam od razu.
- W pewnym sensie. Zerwałam z jednym, ale nie powiedziałam o uczuciach drugiemu - wyznała.
- Grace, wiesz, że to na dłuższą metę nie ma sensu?
- No wiem! Ale na dłuższą metę, jak ty to ujęłaś, nie miał też sensu związek z Mike'm. Zmieńmy temat. Pogadajmy o... Laurze?
- Taak, chyba nie - odparłam i wzięłam łyka soku.
- Brody? Tak, to dobry temat - uśmiechnęła się. - Podoba ci się, że tak mu na tobie zależy? Wiesz, o czym mówię, tak?
- Nie, nie podoba mi się to - fuknęłam. - Ja mam Jack'a i tyle...
- Jak tam chcesz, ale ładny jest...
- A Jerry? - obie się zaśmiałyśmy.

Gadając "o niczym" spędziłyśmy następne kilka godzin. Chciałam się zbierać do domu, w nadziei, że tata mnie wpuści.
- Chyba żartujesz! Idziemy na zakupy. I mało mnie obchodzi, że dzisiaj już na nich byłaś - nakazała i wstała z miejsca. - Nie musisz nic kupować. Tylko mi doradzisz.
- Wiesz, że jesteś niemożliwa? - westchnęłam.
- Oj, wiem, kochana. Wiem - zaśmiała się i wyszłyśmy. Tym razem poszłyśmy do Galerii, gdzie znajduje się dojo. Knight wykupiła chyba z pół sklepu. Ja już nie miałam ochoty, więc, tak jak było ustalone, tylko jej doradziałam.

Godzina 18:00.
Kiedy skończyłyśmy jeść naszą zamówioną pizzę, postanowiłyśmy udać się do mojego domu. Może tym razem się uda? Nie wiem czemu, ale Grace miała jakiś dziwny wyraz twarzy.
- Czemu się tak patrzysz? - spytałam.
- Nic, nic - odparła, ale jakoś mnie nie przekonała.
Poszłyśmy. Cały czas dziewczyna śmiała się z niewiadomo czego i nie chciała mi wyjawić powodu. W drodze do kogoś zadzwoniła i powiedziała "Gotowe". Robi się coraz dziwniej. Drzwi tym razem były otwarte. Weszłyśmy, a tam... Zobaczyłam coś, czego chyba nie zapomnę do końca życia.

Wiem, ten rozdział jest bezsensowny, ale to tylko takie wprowadzenie do następnego.