wtorek, 27 sierpnia 2013

Najlepszego. ♥

Jak wiecie lub nie, nasza Kochająca Leo Kasia, dzisiaj obchodzi swoje urodziny! Kochana... zdrowia, szczęścia, dużo weny, sukcesów w życiu, szkole i oczywiście w blogach. Jesteś najlepsza ♥ 1OO latek, laska!




Ps. Rozdział wkrótce. ♥


piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 52

Whoo ;3 Drugi dzisiaj. Dotrzymałam obietnicy. hyhyhy ;33

Kolejny dzień w szkole. Niby wszystko jest normalnie, lecz coś się zmieniło. Jack'a nie ma od rana. Wiem, panikuję, jak jakaś idiotka, ale zawsze przychodził. Może i się spóźniał o.. dużą liczbę minut, ale zawsze przychodził lub mówił nam, że nie może. Dzwoniłam do niego kilka razy, lecz za każdym razem odpowiadała mi sekretarka. Dlatego tak bardzo się cieszyłam, gdy wreszcie mogłam wyjść poza mury budynku. Musiałam się śpieszyć, bo za niedługo trening w dojo.

Gdy wchodziłam do Galerii miałam nadzieję, że w naszym miejscu ćwiczeń zobaczę swojego chłopaka. Tak też było. Energicznie otworzyłam drzwi i zastałam szatyna bezlitośnie okładającego manekina. Byliśmy sami, bo Rudy uprzedzał, że trochę się spóźni, a i tak byłam przed czasem.
Podbiegłam do Jack'a i chciałam go pocałować, ale on... lekko mnie odepchnął.
- Czemu nie było cię dzisiaj w szkole?
- Wolne to zbrodnia? - warknął ani na chwilę nie przerywając czynności. Dopiero, gdy pociągnęłam go za ramię, na mnie spojrzał.
- Coś się stało?
- Tak, Kim - rzucił. - Musimy pogadać.
- Spoko. O czym? - zadałam kolejne pytanie.
- O nas - zabrzmiało nieco groźnie. - A dokładniej o tym, że z nami koniec.
W jednej chwili poczułam, jakbym trafiła grunt pod nogami. Czy ja się nie przesłyszałam? Czy on... czy on naprawdę to powiedział?
- To jakiś żart? - spytałam, ale znałam odpowiedź.
- To nie żart... było, ale się skończyło. Wybacz - rzucił od niechcenia, ale... coś mi w nim nie pasowało. Za dobrze go znam.
Pierwsze łzy spłynęły mi po policzkach. Nie mogłam w to uwierzyć.
- Czemu? - to jedyne, co mogłam z siebie wydusić w tamtej chwili.
- Nie będę cię okłamywał - postanowił. - Ten związek był od początku jedną, wielką pomyłką. Nie wiem, po co w ogóle go zaczynaliśmy. Nie zależy mi na tobie i nigdy nie zależało - to mnie dobiło najbardziej.
- No oczywiście - prychnęłam. - Szanowny pan Anderson szuka przygody na jedną noc. Zbajeruje, zaliczy i zostawi. Czego ja się mogłam spodziewać? Że się zmienisz? Boże, jaka ze mnie idiotka...
- Kimmy, nie płacz.
Jack chciał do mnie podejść i zetrzeć łzy z mojego policzka, lecz w odpowiedzi... spoliczkowałam go. Wiem, to było złe, ale wtedy nie mogłam się powstrzymać.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam - Skoro ci na mnie nie zależy, to zrób mi przysługę i już więcej się do mnie nie odzywaj.
Wybiegłam załamana z dojo wprost do knajpki Phil'a. Byłam cała zapłakana. Jak on mógł mi to zrobić? Od samego początku udawał, a ja mu uwierzyłam. Jaka ja byłam głupia! Co się ze mną stało? Dałam się omamić największemu babiarzowi w całych Stanach Zjednoczonych. Brawa dla mnie!
Właściciel lokalu podszedł do mnie i spytał, co się stało, ale nic nie odpowiedziałam. Mężczyzna przyniósł mi falafela i poszedł do innych gości. Nawet go nie tknęłam. Cały czas płakałam i nie miałam najmniejszego zamiaru przestać.
Po pewnej chwili zobaczyłam przed sobą... Petersona, który zajął miejsce naprzeciwko mnie. Nie chciałam teraz niczyjego towarzystwa, ale w rezultacie chłopak ze mną został.
- Co się stało, Kim? - spytał.
- Nic ważnego - skłamałam i popatrzyłam na niego.
- Właśnie widzę - zadrwił. - Powiedz, co jest grane.
- Jack... Jack, on... zerwał ze mną - wyłkałam i schowałam twarz w dłoniach.
- Nie płacz - poprosił. - On na to nie zasługuje. Zrobił to, co chciał, a ja cię ostrzegałem! Byłaś tylko zabawką w jego rękach. Znudziłaś się, więc cię zostawił.
- Więc to moja wina? - warknęłam - Ty nic nie rozumiesz, Brody. Ja go kocham. Najbardziej na świecie.
- Kochasz, a płaczesz przez niego?! Kim, słyszysz się? - krzyknął, lecz zaraz potem się uspokoił. - Przepraszam, nie powinienem. Mam jedno pytanie.
- Tak?
- Czy teraz... mogłoby między nami coś być? - wypalił prosto z mostu.
Przed chwilą chłopak ze mną zerwał, a on myśli, że od razu stanę się jego dziewczyną? No chyba mu się coś poprzestawiało.
- Jesteśmy przyjaciółmi i nic więcej w najbliższym czasie nie mogę ci zaoferować - powiedziałam i otarłam łzę z policzka. - Do zobaczenia - rzuciłam jeszcze i poszłam do domu.

Szłam i ciągle o tym wszystkim myślałam. Myślałam, że Jack naprawdę mnie kocha. Tyle dla mnie zrobił, tyle razy pokazywał, jaka jestem dla niego ważna. Teraz wszystko pękło, niczym mydlana bańka. To jak film, lecz bez szczęśliwego zakończenia. Najgorsze jest to, że ja go kochałam. Kochałam i kocham nadal. Anderson to pierwszy chłopak, któremu się oddałam. Pierwszy, któremu w pełni zaufałam, bo nie bałam się, że mnie skrzywdzi. Myślałam, że będziemy razem długo, a on krótko po tym zdarzeniu ze mną zrywa i na dodatek wyznaje, że nic do mnie nie czuje. Nasz związek był pomyłką? Skoro tak uważa, to być może rzeczywiście tak było. 
Kiedy przekroczyłam próg domu, starałam się jak najlepiej ukryć, że płakałam. Ben natychmiast do mnie podbiegł.
- Hej, Kim! Czemu nie przyszłaś z Jack'iem.
Czy nawet mój brat musi mi o nim przypominać?!
- On tu nie przyjdzie przez bardzo długo - poinformowałam go.
- Przecież jesteście razem - zauważył.
- Poprawka; byliśmy razem - wyminęłam go i pobiegłam do pokoju.
Od razu z płaczem rzuciłam się na łóżko. Brody miał rację; sama jestem sobie winna. Wchodziłam w związek z Casanovą, podrywaczem i łamaczem serc myśląc, że dla mnie się zmieni. Tak... zmieni się dla jakieś pierwszej lepszej blondyny, którą chciał tylko wykorzystać. Ludzie mnie przed nim ostrzegali, a gdybym ich słuchała, pewnie teraz nie cierpiałabym tak bardzo. Kocham Jack'a, nic na to nie poradzę. Tak łatwo mi to nie przejdzie, ale cóż... muszę próbować.

*narrator*
(kilka minut wcześniej)
Załamany szatyn odprowadził wzrokiem płaczącą blondynkę. Nie mógł sobie tego darować. Wiedział, że ją skrzywdził. Zrywając z nią zranił też siebie. Kimberly to pierwsza dziewczyna, na której mu tak zależało.
Po kilku sekundach wyładowywania złości na manekinie i dalszej nieobecności przyjaciół, zrezygnowany chłopak udał się do szatni. Jednak zamiast się przebierać, usiadł na ławce i schował twarz w dłoniach.
- Przepraszam, Kimmy - szepnął do siebie. - Przepraszam, musiałem. Tak bardzo cię kocham...

Drugi rozdział dzisiaj. <3 Mi się podoba, nie wiem, jak wam. Chociaż pewnie chcecie mnie za to zabić, prawda? Chyba tak... ale spokojnie. Kick pojawi się za... em.. no.. dość dużą liczbę rozdziałów, ale... na pocieszenie to może... Kolejny dodam w poniedziałek?

Rozdział 51

Zgodnie z umową, to pierwszy dzisiaj :)
Specjalnie dla mojeej Kasii . <33 
+ przeczytajcie  info pod rozdziałem. To naprawdę ważne.

Szybko wbiegliśmy na schody, żeby nas nie zauważyli. Nie miałam pojęcia, co on tu robi. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że przecież on chodzi do tej szkoły. Tylko czemu rozmawiał z dyrektorem i to tak wcześnie rano? Dziwne to było.
Spojrzałam na Jack'a, który był tak samo zdziwiony. Postanowiliśmy cierpliwie poczekać, aż skończą rozmawiać.
- Jest pan pewien? - spytał chłopak - Nic nie się nie zmieniło?
- Niestety, tak. W świetle nowych zdarzeń nie możesz kontynuować u nas edukacji. Wolałem ci to powiedzieć teraz, a niżeli w trakcie lekcji. Poza tym w poprzednich szkołach kilka razy powtarzałeś klasę - zauważył. - Nie przykładasz się do nauki, a to aresztowanie utwierdziło mnie w tej decyzji. Jesteś opryskliwy i wulgarny wobec nauczycieli i innych uczniów. Przykro mi.
- No dobrze, do widzenia.
Obaj się rozeszli, a ja z Andersonem wreszcie zeszliśmy ze schodów. Nie miałam zbyt ciekawej miny. Jego widok przyprawiał mnie o dreszcze. Nie wiem, jak taki człowiek, jak Steven Louis może chodzić po Ziemi.
- Co to znaczy? - zadałam pytanie.
- Już nie będzie się tutaj uczył - stwierdził, a ja się do niego przytuliłam. - Może dyrektor nie chciał psuć sobie reputacji uczniem z kartoteką?
- Proszę cię.. jakby on i ta szkoła kiedykolwiek mieli jakąś reputację - zaśmiałam się.

*kilka lekcji później*
Właśnie wracaliśmy do domu. Jack mnie obejmował, a ja szłam przytulona do niego. Zatrzymaliśmy się przed moim domem.
- Kim, chyba masz gości - powiedział chłopak i spojrzał na czarne BMW stojące obok. Co dziwne, znajdował się koło niego jakiś mężczyzna.
Pożegnałam się z Andersonem i podeszłam do niego.
- Przepraszam, kim pan jest?
- Jestem John - uśmiechnął się. - Idź do domu, a wszystkiego się dowiesz.
Jak powiedział, tak zrobiłam. Weszłam do budynku i od razu usłyszałam dwa kłócące się głosy. Jeden z nich to na pewno mój tata, a drugi... Nie, to niemożliwe. Drugi głos należał do.. mojej mamy?!
Szybko pobiegłam do salonu, gdzie toczyli spór. Kiedy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się.
- Kimmy, córeczko! Tak miło cię widzieć.
- Szkoda, że ja nie mogę powiedzieć tego samego o twojej obecności - burknęłam. - Po co tu jesteś?
- Miałam dwa powody, żeby wrócić - wyjaśniła. - Musiałam zabrać resztę swoich rzeczy i..
- Tak, oczywiście! No, co tam jeszcze? Miałaś tam za mało butów?! Ten koleś przed domem na ciebie czeka, prawda?
- Nie na mnie, tylko na nas. Ty i Ben jedziecie z nami do Londynu - wypaliła, a ja zamarłam. Spojrzałam na tatę, który chyba miał wielką ochotę udusić swoją byłą żonę. Nie dziwię się... sama tego bardzo chciałam.
- Zapomnij - wydusiłam z siebie.
Rzuciłam torbę w kąt i wybiegłam z domu. Po drodze zaczepił mnie jeszcze ten jakiś John.
- To jedziemy? - spytał.
- Po moim trupie! - krzyknęłam i pobiegłam do domu Jack'a.
Zadzwoniłam do drzwi, otworzył po chwili. Zdziwił się na mój widok, a jeszcze bardziej, gdy się w niego wtuliłam i rozpłakałam.
- Kim, co się stało? - spytał, ale nie odpowiedziałam - Kim, halo! KIM!
Zaprowadził mnie do salonu i usiedliśmy na sofie. Przytulił mnie do siebie i znowu spytał, w czym problem.
- Wróciła moja matka, uwierzysz? - rzuciłam.
- Co od was chce?
- Zabiera mnie i Ben'a do Londynu.
- Na wakacje?
- Na stałe - odparłam. - Ja nigdzie nie jadę ani teraz, ani nigdy!
- Jesteś pewna? W Anglii może być fajnie - próbował mnie przekonać.
- Żartujesz, tak? - powiedziałam - Nie wyjeżdżam z Seaford, za dużo stracę. Tylko boję się, że ona postawi na swoim i wywiezie nas stąd.
- Nie zrobi tego - posłałam mu pytające spojrzenie. - Nie dam cię gdziekolwiek zabrać.
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się.
- Naprawdę - odpowiedział mi tym samym i wpił się w moje usta.
- Oglądamy... jakiś... film? - pytałam.
- Wolę... patrzeć.. na ciebie - odparł nie przestając mnie całować. - Jesteś milion razy ciekawsza od jakiegoś tam filmu.
Język Jack'a penetrował każdy zakamarek mojego podniebienia. Objęłam go za szyję i przyciągnęłam jeszcze bliżej siebie. Pocałunki z każdą chwilą stawały się coraz łapczywe i pełne pasji. Nie potrafiłam się od niego oderwać. Do końca życia chciałabym pozostać w jego ramionach, czuć jego wargi na moich. Wtedy czułam się magicznie. Nie wiem czemu, ale tak było. Z każdym pocałunkiem zakochiwałam się w nim jeszcze bardziej. On jest cały mój i nie pozwolę go sobie odebrać jakieś blond lalce Barbie.
- Może jednak ten film to dobry pomysł? - lekko się od niego odsunęłam.
- Skoro chcesz - zaśmiał się.
- To ty wybierz, a ja idę po picie - powiedziałam i udałam się do kuchni. Wyciągnęłam dwie szklanki z suszarki i zimną colę z lodówki.
Nagle ktoś objął mnie w talii i zaczął muskać po szyi.
- Ja ciągle czekam - usłyszałam głos Jack'a.
- Nie ma mnie od pół minuty - zaśmiałam się cicho.
- To i tak za długo - odparł i odwrócił mnie do siebie.
Sekundę później znowu mnie pocałował. Trwało to może pięć minut zanim się od niego oderwałam.
- Film - przypomniałam.
- Film poczeka - stwierdził i powrócił do poprzedniej czynności. Wziął mnie na ręce i, dalej całując, wszedł do salonu.
 Usiedliśmy. Znaczy chłopak usiadł, a ja zajęłam miejsce okrakiem na jego kolanach. Zaczęłam się bawić jego włosami, a on przysunął mnie jeszcze bliżej siebie.
- Kocham cię, moja ty pani Smith - zarumieniłam się lekko na wspomnienie tamtej nocy i się do niego przytuliłam.
W końcu uległ i zaczęliśmy oglądać film. Jeden, potem drugi, a na końcu jakieś kilka odcinków serialu. Oglądałam wszystko przez połowę czasu trwania. Czemu połowę? Ponieważ przez drugą cały czas czułam usta Jack'a na swoich... potem na szyi. Nie wiem dlaczego, ale nie mogliśmy przestać się całować. Ani on nie chciał, a ja to już tym bardziej. Było już po dziewiątej, pasowałoby się zbierać. Chociaż nie... tu jest mi za dobrze.
Ale z drugiej strony... jutro szkoła.
- Jack... muszę... iść... - mówiłam między jego namiętnymi pocałunkami.
- Na pewno?
- Na pewno - potwierdziłam.
Chętnie bym została, nawet bardzo chętnie, ale nie mogę.
Szatyn odprowadził mnie do drzwi, a na pożegnanie jeszcze pocałował. Szybko wróciłam do domu, gdzie zastałam tatę siedzącego w salonie.
- Kiedy pojechała mama ? - zapytałam.
- Jakiś czas temu.
- Nie mam zamiaru z nią jechać, wiesz, prawda?
- Wiem, córeczko, ale ona tak łatwo się nie podda. Uwierz mi...
- Może i tak, ale będą musieli mnie z Seaford wyciągać siłą - zaśmiałam się. - Idę do pokoju...
Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Nie jadę do Europy, niech sobie nie myśli. Zostaję w miejscu, gdzie mam kochającą rodzinę, wspaniałych przyjaciół i najcudowniejszego chłopaka pod słońcem...


Tak oto jest. xd Dużo Kick'a, bo za kilka godzin do zabraknie. ; )
Ok, mobilizacja! Chcę wiedzieć, ile osób mnie czyta. Każdy, kto to przeczytał niech skomentuje ten rozdział. To dla mnie bardzo ważne♥

Każdy z was pewnie słyszał o czwartym sezonie bez udziału Olivii Holt. Wiem, to straszne... tak na serio to wczoraj się popłakałam. Tak, jestem idiotką. Zwykły serial, a przez niego płaczę. Tylko, że dla mnie on jest wyjątkowy. Dzięki niemu stałam się bloggerką, zainteresowałam się pisaniem i poznałam tutaj kilkoro wspaniałych osób. ♥
Posłuchajcie mnie! Jeszcze nawet 3 sezon nie wyszedł, a my już się martwimy. Właśnie teraz ważne jest, żebyśmy wszystkie pisały. Kiedy zabraknie Kick'a, u nas on będzie bez względu na jakiegoś nowego plastika w serialu. Dobra, zgoda, że może go polubimy, ale nikt nam nie zastąpi naszej Kimmy, a Kick'a tym bardziej. MOBILIZACJA!! Spamujcie na TT hasłem #WeNeedOliviaInKickinIt. Nie załamujcie się, bo... życie toczy się dalej. Mi też jest ciężko, nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo. Pokochałam ten serial ze względu na Kick, ale będę go kochać dalej bez względu na wszystko. Przez niego dużo zyskałam..
Teraz musimy właśnie PISAĆ! Pokazać, że dla nas Kick nigdy się nie skończy, nawet jeśli ktoś zastąpi Olivię. Musimy to zrobić... #kickforever i tyle mam do powiedzenia w tej sprawie.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 50

Od razu mówię, że te obiecane 2 rozdziały nadal aktualne, ale dopiero w piątek. Z dedykacją dla 
 Olivii Howard. Kocham cię, laska ♥ ;)

Dziewczyny spoglądały na mnie z mordem w oczach, a ja najzwyczajniej w świecie wyciągałam książki z szafki. Całkowicie je ignorowałam, czym się denerwowały. Zajęłam się szukaniem telefonu, który zostawiłam przed lekcją. Kiedy go wzięłam i wsadziłam do kieszeni, Tina z impetem zamknęła mi drzwi szafki przed nosem.
- Czego?! - warknęłam niezadowolona.
- Ty się jeszcze pytasz?
- A masz problemy ze słuchem, czy mam powtórzyć? - warknęłam.
Czemu tacy ludzie, jak one, jeszcze chodzą po Ziemi? Za jakie grzechy muszę chodzić z nimi do szkoły? Co ja takiego złego zrobiłam?
- Nie pozwalaj sobie - rzuciły jednocześnie.
- Mam taki pomysł - zaczęłam. - Sprawdzicie czy nie ma was na drugim końcu szkoły?
- Chyba jednak nie - stwierdziła Laura. - Chcę cię tylko poinformować, żebyś się tak nie cieszyła.
- A jaśniej nie łaska?
- Ty i Jack - wtrąciła szatynka. - Może i coś między wami zaszło, ale uprzedzam, że to nie będzie trwało długo. Taki ktoś jak on, szuka przygody na jedną noc. Nie licz, że jesteś jakaś wyjątkowa.
No pięknie, ona też wie. Może niech to opublikują w gazetach? Sensacja tygodnia po prostu.
- Dajcie wy mi święty spokój, mam was serdecznie dosyć - rzuciłam.
One posłusznie poszły. Zaraz... co? Posłuchały mnie? Nie no, sukces na całej linii.
Niestety, nie minęła może minuta, jak znowu do mnie ktoś podszedł.
- Hej, Kimmy. Pogadamy? - był to oczywiście Brody.
- Jak chcesz, ale za chwilę zaczynają się lekcje - westchnęłam. - O co chodzi?
- O ciebie, Jack'a... nas.
- Nie, nie ma żadnych nas. Zrozum to, jesteśmy przyjaciółmi. Nic w tym wypadku się nie zmieni.
- To ty zrozum mnie! - podniósł głos - Gdyby to Jack'owi tak na tobie zależało, jak mi to...
- Jack'owi, Brody, na mnie zależy! Tak samo, jak mi na nim - syknęłam. - Jeśli tylko z tym przyszedłeś to przepraszam, ale muszę iść.
Wyminęłam go i poszłam pod klasę, gdzie spotkałam Andersona, Martineza i Krupnicka, którzy zawzięcie o czymś rozmawiali.
- Jerry, to tragedia! - wydzierał się rudowłosy.
- Co ty, stary? Powaliło cię? Przecież to najlepszy film na świecie! - bulwersował się latynos.
Dalej nie wiedziałam, o co chodzi, więc postanowiłam do nich podejść. Pocałowałam mojego chłopaka w policzek.
- O czym gadacie?
- O najlepszym...
- WCALE NIE JEST NAJLEPSZY!! - wykrzyknęli jednocześnie Milton i Jack.
Wszystko fajnie, ale dalej nie rozumiem.
- Jaki to film?
- Jerry, nie obraź się, ale to mogło być fajne, gdy byliśmy małymi dziećmi! Ale i tak tylko dziewczyny mogły to oglądać, bo dla nas to kompletne bzdury.
- Ktoś mnie oświeci? - zapytałam.
- Nasz kochany przyjaciel chce iść z nami do kina na jakiś... nawet nie pamiętam - poinformował mnie Anderson.
- To nie jakiś tam byle film, stary. To "Barbie w Dziadku do orzechów". Musimy na to iść, przecież to jest mega!
Zaczęłam się śmiać. Jerry uwielbia bajki dla dziewczyn i to w dodatku barbie :) Dobrze mieć takiego przyjaciela, przynajmniej nigdy z nim nie jest nudno!

Reszta lekcji minęła spokojnie. Potem oczywiście cała nasza trójka (ja, Jack, Jerry) udała się na odsiadkę. Było też kilkoro innych osób z innych klas, a nauczycielka przez cały czas czytała jakieś gazety, a w uszach... miała słuchawki i muzykę puszczoną na całą głośność. Nie przejmowała się nami, więc mogliśmy robić, co chcemy. Martinez oczywiście musiał robić z siebie debila. Wlazł na ławkę, puścił z telefonu Gangnam Style i zaczął do tego tańczyć. Wyglądało to po prostu pięknie. Jack wyjął telefon i zaczął go nagrywać. Reszta, łącznie ze mną, się śmiała, a latynosa tylko to zachęcało.

*wieczór*
Siedziałam w pokoju z laptopem. Pisałam z Grace na chacie. Martinez poprosił Andersona, żeby wrzucił to nagranie z naszej kary. On oczywiście zrobił to kilka sekund potem xd
Kiedy było przed północą, wyłączyłam się. Wzięłam prysznic, przebrałam w piżamę i położyłam spać. Przed ponad pół godziny przewracałam się z boku na bok. Ciągle myślałam o słowach tych dwóch idiotek. Może i są, jakie są, ale czy mają rację? Przecież Jack był kiedyś casanovą, więc... NIE! On się zmienił i jesteśmy ze sobą już długo. To niemożliwe, one to zmyśliły.

Obudziłam się następnego dnia. Było dość wcześnie, szósta rano. Nie wiem czemu, ale coś mnie podkusiło, żeby wcześniej pojawić się w szkole. Szybko wstałam i zaczęłam się ubierać. Wybrałam biało-żółty sweterek w paski, legginsy galaxy, żółte, niskie trampki i białą torbę z wąsami. Jako biżuterię wybrała pierścionek z kolcami oraz naszyjnik z tym samym motywem, co torba i brązową bransoletkę. Podkręciłam włosy, pomalowałam paznokcie i byłam gotowa.
Chwyciłam jabłko i wyszłam z domu.
Kiedy weszłam do budynku, nikogo jeszcze nie było. Podeszłam do szafki, żeby zostawić niepotrzebne książki, gdy nagle poczułam, że ktoś łapie mnie w talii. Szybko się odwróciłam i zobaczyłam... Jack'a.
- Co ty tu robisz tak wcześnie? - zapytałam zdziwiona.
- A ty ? - odparł.
- Nie wiem, jakoś tak..
- Ja to samo - zaśmiał się.
Poszliśmy usiąść na nasze ulubione miejsce koło schodów. Tak naprawdę to trochę jeszcze chciało mi się spać. No halo! Jest przed siódmą, a ja już w szkole.
- Kim, nie zasypiaj - chłopak szturchnął mnie w ramię, kiedy oparłam głowę na jego ramieniu i przymknęłam oczy.
- Mogłam nie przychodzić - fuknęłam.
- Oj tam, oj tam - zaśmiał się i delikatnie mnie pocałował.
Z początku lekko, a z czasem co raz bardziej łapczywie. Odwzajemniłam jego gest. Język Andersona wkradł się do moich ust i zaczął staczać walkę z moim.
Jak ja się cieszę, że mam takiego cudownego chłopaka! Teraz wiem na pewno, że Tina nie miała racji. Wszystko przez ten pocałunek.
Niechętnie się jednak od niego oderwałam.
- Bądź, co bądź to jest szkoła, kochany - przypomniałam mu, lecz chyba za bardzo się tym nie przejął.
- Co w związku z tym?
- Tak właściwie to nic - stwierdziłam uśmiechnięta i znowu wpiłam się w jego usta.
Jednak przeszkodził nam dyrektor, który właśnie wchodził na korytarz, ale... nie był sam. Ja i Jack szybko wbiegliśmy na schody, żeby nas nie widział.
- No pięknie - szepnęłam.
Towarzyszem dyrektora okazał się być... Steven.

I skończyłam. Wreszcie... podoba się chociaż? Mam nadzieję, że tak. <3 Jak wiadomo to... już 50 rozdział. Czyli... tak mniej więcej połowa mojego opowiadania. Tak, właśnie. Jeszcze troochę będę prowadzić tego bloga, czy się to komuś podoba, czy nie :D
Obiecane dwa rozdziały dodam w piątek, a w nich... 
Osz fuck! ;@ 
Zabijecie mnie... -.-


EDIT: 
do pewnych osóbek z aska, które myślą, że są nie wiadomo kim ; Tak, oglądam Violettę. Tak, KOCHAM Kickin it. Jak cie nie pasuje to nie musisz tego ogłaszać światu, bo nie jestem jednyna... ;/

sobota, 17 sierpnia 2013

Dobra [chyba] wiadomość.

Witaam. ♥
Mam dla was pewną wiadomość. Nie wiem, czy się ucieszycie, czy wręcz odwrotnie, ale i tak to powiem. Prawie wyzdrowiałam :D Taa. Co to znaczy? W środę (albo czwartek/piątek, nwm jak się wyrobię) dodaję NA KAŻDYM AKTYWNYM BLOGU dwa rozdziały. Mam ich do napisania 10, a nie które już prawię kończę, więc.. 8? Coś koło tego.
Poczekacie jeszcze te kilka dni? Od razu zaczynam pisanie, żeby zdążyć. Oczywiście na tablecie [to też z niego dodaję], więc potem bd musiała zrobić poprawki, ale powinno mi się udać dodać te 10 rozdziałów. :)

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 49

Siedziałam razem z Grace na jej łóżku. Piłyśmy colę i jadłyśmy żelki. Dziewczyna ciągle nalegała, żebym jej opowiedziała o wizycie Brody'ego, więc tak też zrobiłam. W prawdzie on jest moim przyjacielem, ale... zaraz. Przyjacielem? To chyba nie za dobre określenie. Może kolega? Tak, już lepiej.
Knight z kolei powiedziała mi, jak to było z nią i Jerry'm. W wielkim skrócie - wracali razem do domu, Martinez ją odprowadził. Kiedy już miała iść, zatrzymał ją i... pocałował. To takie słodkie... potem sobie wszystko wyjaśnili i są teraz parą. Czas najwyższy...
- Pobiłaś się z Laurą?! - dziewczyna wykrzyczała te słowa, po tym, gdy jej wszystko opowiedziałam.
- Że co? Grace, nie! Skąd ci taki pomysł się wziął?
Pokręciłam przecząco głową. Ryan mnie tylko spoliczkowała, ale bądźmy szczerzy. Miałam wielką ochotę jej oddać. Czemu tego nie zrobiłam? Nie chciałam się zniżać do jej poziomu. Chociaż chętnie bym to jednak zrobiła.

Posiedziałyśmy jeszcze chwilę i pogadałyśmy. Potem postanowiłyśmy włączyć TV. Zeszłyśmy na dół i ulokowałyśmy się w salonie. Akurat leciało "Jak poznałem waszą matkę", dokładniej odcinek "Robin 101". Jeden z moich ulubionych. Ted uczy Barney'a o Robin, a ta wchodzi! Po prostu to kocham!

*poniedziałek*
Szłam z Jack'iem do szkoły. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się przez cały czas. Jestem szczęściarą, że znalazłam kogoś takiego, jak on. Czuły, kochający... zawsze mnie wysłucha i zrozumie. Po prostu ideał! Wiem, że naprawdę mnie kocha, tak samo, jak ja jego. Gdyby było inaczej, czy spędzilibyśmy razem noc?
W pewnej chwili zadzwonił mój telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni i odebrałam.
- Halo?
- Kim, witaj! Oficer Phoebe Carter, pamiętasz? Składałaś u mnie zeznania.
- Tak, oczywiście. Coś się stało?
- Mam nie najlepsze wieści.
- O co chodzi?
- Steven... wyszedł z aresztu.
- Co?! To niemożliwe! - krzyknęłam.
- Mówi ci coś nazwisko Carl Louis?
- Nie za bardzo, a powinno?
- To mój kolega z pracy, ale też... wujek Stevena. Załatwił mu wyjście z aresztu.
Przez chwilę się nie odzywałam, aż w końcu rozłączyłam połączenie. Ten psychopata jest na wolności. Lepiej być chyba nie może.
Stanęłam. Szatyn bardzo się zdziwił i zrobił to samo.
- Kim, co jest?
- No bo on...
Nie dokończyłam, tylko się do niego przytuliłam. Nic z tego nie rozumiał, ale odwzajemnił uścisk.
- Steven wyszedł z aresztu - wyznałam. Chłopak zacisnął ręce w pięści.
- Nie martw się... wszystko będzie dobrze. Obiecuję. Ze mną nic się nie stanie.
Wierzyłam mu. Z nim zawsze czułam się bezpieczna, więc wiem, że mówi prawdę.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. - Teraz chodź, bo się spóźnimy.
- Skarbie, nie wiem, czy wiesz, ale już jesteśmy spóźnieni - uświadomił mi.
- Trudno !
Poszliśmy do szkoły. Odsiadkę mamy zapewnioną. Jedna rzecz tylko nie dawała mi spokoju. Przecież on też się tutaj uczy. Co, jeśli tu przyjdzie? Powiedziałam o tym Jack'owi.
- Na jego miejscu bym nie ryzykował - odparł pewnie.
Złapałam go za dłoń i poszliśmy do klasy. Lekcja już trwała, a każde spojrzenie skierowało się na nas. Nauczycielka też to zrobiła.
- Przepraszamy za spóżnienie - powiedzieliśmy jednocześnie.
- Godzina kozy po lekcjach - zarządziła.
Jerry chciał coś powiedzieć, ale go uprzedziła.
- Tak, wiem, Martinez. To "Klub Jerry'ego", do którego ty też masz dzisiaj przepustkę.
- Za co niby?
- Istniejesz, to wystarczy - warknęła.
Do najmilszych to ona nie należy, ot co.
Zajęliśmy miejsca w ostatniej ławce i skupiliśmy się na lekcji. Kogo ja chcę oszukać? Cały czas rozmawialiśmy i nie przejmowaliśmy się gadaniem nauczycielki. Milton, Julie i Eddie tylko uważali. Eddie? Dziwne... ale jego sprawa.

Po dzwonku na przerwę, Jack musiał w czymś pomóc Martinez'owi. Podeszłam do szafki, żeby wyjąć książki, ale nie obyło się bez spotkania z Laurą, która... nie miała za ciekawej miny i wyraźnie chciała mi przekazać powód swojego zadowolenia. Stanęła koło mnie w towarzystwie Tiny. Czy ona myśli, że ja się ich boję? Niedoczekanie.

Tak oto prezentuje się kolejny rozdział. <3 Taka sprawa... dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że Jack jest szatynem, a ja ciągle pisałam, że brunetem xd Teraz będę pisać szatyn, dla ścisłości ;)
Zmieniłam odrobinę wygląd bloga. Tamten mi się maksymalnie znudził, więc... musiałam to zrobić. Podoba się? Mam nadzieję. Steven powraca. To dobrze? Hahahah xd Oczywiście... Niedługo też do mojego opowiadania ktoś wróci, lecz nie na długo. Na razie... bo potem stanie się głównym boheterem, ale to... w dalekiej przyszłości. Jeszcze taka sprawa, że bloga zamierzam zakończyć przy ok. 90-tym rozdziale. Nie za późno? Chyba jednak zakończę przy ok. 60. A wy jak myślicie?

niedziela, 11 sierpnia 2013

Prośba

No to tak.. rozdział jutro rano (czyli jak wstanę, a nie wiem czy to bd rano xd), ale teraz nie o tym. Chcę "uaktualnić" listę blogów. Tylko trochę się w tym gubię, tyle tego przybyło, że OJEEJ ! ;o
tak więc... kto przeczytał ten post niech napisze adres/y bloga/ów w komentarzu :) Będę wdzięczna.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 48

Dawno mnie nie było ^^

Gdy Brody już sobie poszedł, wróciłam do Jack'a. Był już ubrany. Podeszłam do niego, a on objął mnie w talii.
- Pogadaliście sobie?
- Tak, niestety. Dostało mi się - posłałam mu uśmiech.
Anderson zaczął muskać mnie po szyi i przyciągnął jeszcze bliżej siebie.
- Mało ci jeszcze? - zaśmiałam się.
- Tak - szepnął i powrócił do wykonywania wcześniejszej czynności.
- To mamy problem - powiedziałam.
Zanim zdążył otworzyć usta, uciekłam od niego i zaczął mnie gonić. Trwało to może przez kilka sekund. Ja cały czas się śmiałam. Anderson złapał mnie, gdy byłam w kuchni. Usiadłam na blacie. Chłopak podszedł do mnie i wpił mi się w usta. Odwzajemniłam pocałunek i wplotłam ręce w jego włosy. Brunet zdjął mnie z blatu i niosąc na rękach, wszedł do salonu. Usiadł na sofie, a ja okrakiem na nim.
Z tego, co zrozumiałam wczoraj tata i Ben wrócą za kilka godzin, więc mamy jeszcze trochę wolnego czasu.
- Wiesz co? - oderwałam się od niego - Cieszę się, że cię mam.
- A to miło - odparł i posłał mi szeroki uśmiech. - Powiesz mi o czym rozmawiałaś z tym... czymś?
- To nawet nie była rozmowa, tylko krótka wymiana poglądów. On coś o tym, że go zdradziłam i w ogóle. Wszystko fajnie, ale jak go mogłam zdradzić, skoro nie jesteśmy razem?
- Co za kretyn... - westchnął i znowu mnie pocałował.
Siedzieliśmy, całując się może z kilka minut. Nagle do mojego domu ktoś wszedł. Poprawka... do mojego domu ktoś wleciał wściekły, jak osa. W tamtej chwili zaczęłam żałować, że nie zamknęłam drzwi na klucz, gdy Peterson wyszedł. Gdybym to zrobiła, to pewnie teraz nie musiałabym martwić się... obecnością Laury.
Na jej widok szybko się od siebie oderwaliśmy, a ja wstałam z kolan Jack'a. Gdy Ryan zobaczyła nas w takiej pozycji, ogarnęła ją jeszcze większa złość.
- Co się tu dzieje?! - wrzasnęła - Czyli, że to prawa...
- Niby co jest prawdą? - spytał zdziwiony chłopak, podchodząc koło mnie.
- Niedawno... - przerwała. Jakby nie mogło jej to przejść przez gardło. - Spotkałam Brody'ego i wszystko mi opowiedział. Jeszcze tego pożałujesz, Crawford - wysyczała.
Po co on jej powiedział?! To sprawa wyłącznie moja i Andersona, więc nie miał prawa tego robić. Co on sobie wyobraża?
- Niepotrzebnie przychodziłaś! Poza tym to nie twój interes - odparłam nadzwyczaj spokojnie. Nie będę marnować na nią nerwów...
Dziewczyna szybko do mnie podeszła i... sprzedała mi mocnego policzka. Jack natychmiast na nią naskoczył.
- Możesz sobie odpuścić?! Wynoś się z tego domu, na jednej nodze, Laura! Odwal się od mojego życia i zajmij się własnym.
- Ale ty masz być mój - zaprzeczyła. - Mój! Nie jakiejś głupiej larwy!
Jak ona mnie nazwała? Larwa? O nie, koniec tego...
- Posłuchaj mnie, pokrako! Jeśli masz coś do mnie, to powiedz mi to tu i teraz. A skoro tak wiele rzeczy ci się we mnie nie podoba to już tylko twój problem. Myślisz, że kim jesteś? Zapatrzonym w siebie plastikiem, który płacze, gdy złamie sobie paznokieć. Mam dość kretynów takich, jak ty, które myślą, że są nie wiadomo jakie zajebiste, bo tak wcale nie jest. Mocna jesteś tylko w gębie, a jak przychodzi co, do czego to boisz się nawet własnego cienia. Założę się, że Tina czeka przed domem, bo sama bałaś się tu przyjść, a nie chciałaś się tu z nią pokazać, żeby nie wyjść na tchórza. Zmartwię cię... To ci się nie udało, słoneczko - warknęłam.
Przyznaję, że nie spodziewałam się takich słów z mojej strony. Jack i ona zresztą też nie, bo wlepiali we mnie gały, jakbym była nie wiadomo kim. Moje przeczucia się sprawdziły - Ryan wybiegła z domu z płaczem i zaczęła piszczeć imię Williamson.
- Nieźle jej pocisnęłaś - przyznał brunet, kiedy zostaliśmy sami.
- Miałam pozwolić jej się obrażać? Co to, to nie, mój drogi.
Uśmiechnęłam się do niego.
- Film? - zaproponował.
Zgodziłam się i usiedliśmy. Wybraliśmy "Igrzyska śmierci". Niestety od razu po rozpoczęciu chłopak musiał już iść, bo po niego dzwonili. Pocałował mnie jeszcze na pożegnanie i wyszedł. Postanowiłam sama dokończyć oglądać. W trakcie wrócili Ben i tata.
- Hej, wam! - rzuciłam - Jak tam u Corin?
- Dobrze, ale nie jesteś zła, że zostawiliśmy cię samą?
- Nie, jasne, że nie. Poradziłam sobie - zaśmiałam się.
Poszłam do swojego pokoju i włączyłam laptopa. Zalogowałam się na fb i od razu napisała do mnie Grace.
G: Witam, witam xd Wpadniesz do mnie? Musimy pogadać?
K:Heey ;D Teraz?
G: Noo ;3
K: Chwila i jestem. Pa :)
G: Ok. Pa :)
Odłożyłam przedmiot na łóżku. Zeszłam na dół i powiedziałam, że wychodzę.
- Ale teraz? Jack tak za tobą tęskni? - spytał mój braciszek.
- Idę do Grace, smarku - burknęłam i wyszłam.

Po kilku minutach byłam na miejscu. Zapukałam do drzwi, otworzyła mi prawie od razu. Wciągnęła mnie do swojego pokoju i zaczęła piszczeć.
- Jak ci coś powiem, to nie uwierzysz!!
- No to mów...
- Jak wracaliśmy od ciebie, to szłam z Jerry'm. Powiedziałam mu, że mi się podoba. Okazało się, że ja jemu też i... Jesteśmy razem!! - ucieszyła się, ja razem z nią.
Widocznie nie tylko mi udał się koniec wczorajszego dnia.
- A ty co robiłaś, kiedy wyszliśmy? - spytała - Jack chyba z tobą został, prawda?
- Em.. no... tak, został - rzuciłam.
- Co robiliście? Jakiś film, albo coś?
- Tak, tak. Tylko oglądaliśmy film - zapiszczałam. Serio, Kim? Serio? Na nic więcej cię nie stać, pomyślałam. Czyli teraz przesłuchanie...
- Kłamiesz - syknęła. - Co robiliście? - powtórzyła.
- No nic - znowu pisnęłam. Agr! Nienawidzę, kiedy to robię.
- Kim... Gadaj!!
- Jak możesz myśleć, że coś między nami zaszło, Grace?!
Zaraz... przecież ona nic takiego nie mówiła. Pogrążam się jeszcze bardziej.
- Dziewczynoo - zapiszczała. - Tylko nie mów mi, że... ty i on... to wy... SERIO?!
- No dobra, tak! - wreszcie się przyznałam - Mina Brody'ego była po prostu bezcenna.
- Mina kogo?
- No bo... to dość długa historia.
- Mam czas - uśmiechnęła się, ja zaczęłam jej opowiadać o sytuacji z dzisiejszego ranka.

Woow... dawno mnie tu nie było, trzeba przyznać. Przepraszam :( za to nowy rozdział pojawi się jutro. Mam dwie wiadomości - dobrą i złą. Która najpierw? Może dobra... MAM NOWEGO BLOGA!! [chociaż nwm czy to dobrze :D].

LINK

Jest to kolejna historia o Kick'u w moim wykonaniu, ale teraz trochę inna. Połączenie serialu "Taniec rządzi" z "Kickin it". Mam nadzieję, że się spodoba :)

To teraz ta zła... jak wiecie, wszędzie muszą być wzloty i upadki. Początki i... końce. Broń Boże nie zawieszam bloga, nie myślcie sobie. Mówię tu o... naszym Kick'u na tym blogu. Chyba każdy wie, o co mi chodzi... Ale nie martwcie się, jeszcze kilka rozdziałów zostało do tego momentu... Może kilka, ale to i tak coś, prawda?