środa, 25 września 2013

New.

Heeey, chicos ! Wiecie co? Mam nowego bloga.. hahahah xd taaak, pojebana jestem :D Mówię to za każdym razem, gdy zakładam coś nowego, zauważyliście? Dobraa... teraz:
to nie bd kolejne opowiadanie {choć takiego też znowu założyłam :D hahaahh xd żal mi sb, ale spk xd} tylko swojego rodzaju... blog o mnie. Co bd mówić? Zobaczcie!

http://ordinary-crazy-life.blogspot.com/

czwartek, 19 września 2013

Rozdział 54



Nie powiem, widok Jack’a całującego się z Laurą bardzo mnie zabolał. Czemu ja byłam taka głupia i nie skojarzyłam faktów? On ją dalej kocha! Jak to mówią stara miłość nie rdzewieje. Przedtem brałam to tylko za głupie przysłowie, a teraz to nabrało zupełnie innego znaczenia. Jego laleczki barbie nie było, więc zainteresował się mną, a skoro się pojawiła to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby znowu do niej wrócić. Na początku zgrywał się, że już nic do niej nie czuje… czy ja poważnie jestem aż tak naiwna? Uwierzyłam największemu babiarzowi w Seaford, że jego uczucie wobec mnie jest prawdziwe. Zaraz, wróć… w całych Stanach Zjednoczonych! Oczywiście… niezawodna technika Jack’a Andersona. Rozkochaj w sobie dziewczynę, udawaj, że ci na niej zależy, jeśli będzie łatwa to się z nią prześpij, a po kilku dniach zostaw dla byłej. Gdzie ja wtedy miałam głowę?! To było do przewidzenia…
Niestety, zanim się obejrzałam szatyn oderwał się od tej blondi i do nas podeszli. Nie miał zbyt ciekawej miny, był zły. Tylko na co? Dziewczyna za to uśmiechała się zwycięsko i posłała mi triumfalne spojrzenie.
- Co ma być?! – ryknął Jack – Szlajasz się z jakimś frajerem… znalazłaś sobie pocieszenie?
- Przepraszam?! To raczej ty sekundę temu lizałeś się z tym pustakiem! – wypaliłam, na co jemu nieco zrzedła mina.
- To nie tak! – zaczął się bronić.
- Uważaj, bo uwierzę – prychnęłam. Chciałam coś jeszcze powiedzieć, lecz ktoś musiał mnie w tym wyręczyć.
- Zazdrosna, że nie jesteś na moim miejscu? – zadrwiła Ryan – Nie dziwię się twojej mamusi, że spakowała walizki i uciekła. Gdybym miała taką córeczkę zrobiłabym to dawno temu.
Skąd ona to wie? Jak w ogóle mogła powiedzieć coś takiego? Ona o niczym nie ma pojęcia! Wtedy znienawidziłam ją jeszcze bardziej.
- Laura, zamknij się! – warknął półszeptem mój były chłopak.
Zaraz.. czy on ją uciszył? No gratulacje dla niego…
- Przesadziłaś! – rzuciłam i spoliczkowałam ją – Nie wypowiadaj się na temat mojej rodziny, bo nic o niej nie wiesz! A jeśli jeszcze raz powiesz coś takiego, to będziesz tego żałować, rozumiesz?!
- Chora jesteś? – złapała się za bolące miejsce. Co mnie zdziwiło, Anderson w ogóle nie zareagował, nawet mnie nie ochrzanił, że uderzyłam jego… nową dziewczynę? Chyba już tak. – Ale dobrze, nie mogę cię winić. Jesteś zazdrosna, bo to ze mną jest Jack. Chociaż pewnie i tak zdradzałaś go na prawo i lewo. Powiedz, mamusia cię tego nauczyła? – zaśmiała się, a mi już całkowicie puściły nerwy.
Nikt nie będzie mnie obrażał, zwłaszcza taki ktoś, jak ona. Nie wiem, co się stało, ale ja po prostu… się na nią rzuciłam. Laura oczywiście od razu zaczęła się ze mną szarpać. Chłopaki próbowali nas rozdzielić, ale zbytnio im się to nie udało. Całe szczęście, że w parku byliśmy sami. Gdyby ktoś to zobaczył pomyślałby, że my dwie jesteśmy jakieś psychicznie chore. Po chwili Jack i Brody mieli dobrą okazję do śmiechu. Czemu? Wpadłyśmy w błotną kałużę nieopodal, ale oczywiście dalej toczyłyśmy spór. Kilka sekund potem obaj zdali sobie sprawę z sytuacji i jakoś udało im się nas rozdzielić. Peterson mocno trzymał, wyrywającą się do mnie, Laurę, a ja wylądowałam w ramionach Andersona, który mocno zaciskał ręce wokół mojej talii. Czy mi się wydaje, czy powinno być na odwrót? Znowu wróciło… przypomniałam sobie ile razy szatyn mnie obejmował, a zaraz potem całował… nie, koniec. To zamknięty rozdział w moim życiu.
- Coś ty zrobiła?! – zapiszczała blondynka. Trzeba przyznać, że moje ubrania były o wiele bardziej ubłocone, aniżeli jej. – Nie musisz być taka zazdrosna!
Zaczęłyśmy się kłócić i to dosyć ostro. Ciągle sobie dogryzałyśmy i obrażałyśmy się. Trwałoby to jeszcze pewnie długo, gdyby Jack nie znalazł sposobu na przerwanie sprzeczki. Zrobił najgorszą rzecz, jaką tylko mógł… odwrócił mnie do siebie i pocałował. Z początku oddałam jego pocałunek, ale przypomniałam sobie sytuację z przed niespełna kilku minut. Laura w jego objęciach, a teraz ja… tak nie może być. Szybko się od niego oderwałam i najzwyczajniej w świecie uciekłam. Nie mogłam tam zostać, bo po co? Jack i Brody próbowali mnie dogonić, ale i oni dali za wygraną.
Szybko znalazłam się w domu, a tata nieźle przeraził się na mój widok.
- Kim, coś ty zrobiła?! – krzyknął zdumiony.
- Poślizgnęłam się i spadłam, to nic takiego – skłamałam. – Idę się przebrać…
Weszłam do pokoju i chwyciłam ubrania, a następnie pobiegłam do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Kiedy już wróciłam dobiegło mnie dzwonienie telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz… Jack. Czego on znowu chce? Pewnie chodzi o ten pocałunek… No nic, nikt nie każe mi odbierać, pomyślałam. Jednak to zrobiłam, nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Czego chcesz? – warknęłam na wstępie.
- Możemy się spotkać? – zapytał – Za pół godziny u Phil’a, to ważne.
- Nie wiem – przyznałam. W głębi czułam pełno obaw. – To nie jest dobry pomysł, nie uważasz?
- Proszę, góra pięć minut. Muszę ci coś wyjaśnić…
- Jack, to…
- Kim, błagam! – przerwał mi.
- Dobra, ale na chwilę – i się rozłączyłam.
Anderson już na mnie czekał. Usiadłam koło niego, a on od razu zaczął rozmowę:
- Czemu uciekłaś z parku?
- Może dlatego, że mnie pocałowałeś?! – syknęłam – Jak mogłeś to zrobić?
- No bo…
- Daruj sobie! Najpierw ze mną zerwałeś, a teraz całujesz? Jak dla mnie to powinieneś lizać się z Laurą…
- To nie tak…
- A jak?! – po raz kolejny już mu przerwałam – W sumie to moja wina. Od razu jak się pojawiła mogłam się domyśleć, że mnie zostawisz.
- Nic nie rozumiesz! – warknął, lecz zaraz potem się uspokoił.
- To mi to uświadom!
- Ja… nie mogę, nie zrozumiesz tego – powiedział smętnie. Chyba niepotrzebnie tu przyszłam.
- Powtarzasz się, wiesz? – syknęłam. – Podziwiam cię… ja bym nie potrafiła tyle razy kłamać mówiąc, że kogoś kocham, gdyby w rzeczywistości nic ta osoba dla mnie nie znaczyła. Najgorsze jest to, że cholernie się w tobie zakochałam – szepnęłam i wybiegłam z lokalu, żeby nie zobaczył moich łez. Kiedy dobiegłam do domu pędem udałam się do pokoju. Coś sobie postanowiłam. Nie dam mu już więcej tej satysfakcji… nie będę przez niego płakać. Robiłam to stanowczo zbyt często, on nie jest tego wart. Pokażę jemu i wszytkim innym, że Kim Crawford nie jest słaba! Już koniec użalania się na sobą…

*kilka dni później*
*wieczór*
Siedziałam w pokoju z laptopem na kolanach i oglądałam film. Nie wiem, jak to określić, ale przez ostatni okres czasu nieco zbliżyłam się do Brody’ego. Często razem gdzieś idziemy, rozmawiamy, a Jack… to już trwale zamknięty rozdział w moim życiu. Czy to możliwe, żebym coś poczuła do Petersona? Na to wygląda… Ciągle mnie pociesza, daje mi poczucie bezpieczeństwa, po prostu… jest przy mnie, gdy tego potrzebuję.
W pewnej chwili usłyszałam dziwne dźwięki dochodzące z balkonu, jakby pukanie. Na początku pomyślałam, że to Brody i… nie myliłam się.
- Wiesz co to są drzwi? – zaśmiałam się – No wchodź!
Chłopak szybko znalazł się w pokoju i podszedł mnie przytulić. Kiedy się od siebie oderwaliśmy nasze spojrzenia się spotkały. Nagle zaczęliśmy się do siebie zbliżać, aż w końcu poczułam usta szatyna na swoich. Ta chwila nie trwała długo, ponieważ szybko ją przerwałam.
- Kim, ja przepraszam! Nie wiem, co mnie napadło! – od razu zaczął się tłumaczyć.
- Spokojnie, nic się nie stało. W sumie to… było miłe – delikatnie przygryzłam dolną wargę. Na moje słowa znowu do mnie podszedł i objął w talii.
- Kimmy…
-Tak?
- Ja… kocham cię. Zostaniesz moją dziewczyną? – zapytał. Muszę przyznać, że tego się nie spodziewałam… 


Nie zabijecie mnie za końcówkę? Oby nie, chcę żyć ;3 Hahaha xd Przepraszam, że wczoraj nie było, ale po południu nie miałam czasu, a wieczorem poszłam biegać, więc... choćbym nie wiem, jak chciała to bym nie dodała. xd Kim i Brody? Cieszycie się? Jasne, że nie :D Ale ja baardzoo *>* hahhahahaha :d mogę zdradzić, że ta sytuacja przez jakiś okres czasu się utrzyma. Przez bardzo długi okres czasu...
Rozdział ze specjalną dedykacją dla Kasi Kochającej Leo i Oli Howard :* Kocham was <3 ♥

sobota, 14 września 2013

Rozdział 53

Za długo go nie było... ;)



Już od kilku dni nie jestem dziewczyną Jack’a Andersona. Czy się pozbierałam? Ludzie tak myślą, lecz w rzeczywistości jest inaczej. W szkole udaję uśmiechniętą i szczęśliwą, a w domu jestem kompletnie inną osobą. Staram się unikać go, jak ognia, ale chwilami jest to niemożliwe. Dużą część lekcji mamy razem, a do dojo prawie w ogóle nie przychodzę. Nie mogę na niego patrzeć. Pewnie już teraz znalazł sobie jakąś inną naiwną laskę, którą zbajeruje, zaciągnie do łóżka i rzuci po kilku dniach. Jak mogłam myśleć, że się zmieni? Że się zmieni dla mnie? To niedorzeczność. Człowieka tak diametralnie nie da się zmienić, to niewykonalne. Jednak ja się łudziłam, że mi się udało… że on naprawdę mnie kocha. W jednym momencie wszystko się zawaliło, niczym domek z kart. Jack’owi nie zależało na mnie od samego początku, a ja byłam w nim zakochana. Tylko jemu dałam dowód mojej miłości… tylko. Z nim przeżyłam swój pierwszy raz. Tyle razy mi pomógł, uratował przed Ethan’em… był zawsze, gdy go potrzebowałam. Teraz już nigdy go nie będzie. Myślałam, że to będzie ten jedyny… pomyliłam się. Życie toczy się dalej, racja, ale bez niego moje już straciło jakikolwiek sens. Bawił się mną, jakbym była marionetką. Podle wykorzystał i jeszcze miał czelność tyle razy mówić: Kocham cię. Jak można być tak bezdusznym? Przez cały czas, gdy jeszcze byliśmy razem, tyle się wydarzyło. Nie mogę uwierzyć, że to już nie wróci… że już nigdy nie będzie tak samo.

Dzisiaj deszcz lał jak z cebra! Nie miałam ochoty iść dzisiaj do szkoły. Kilka dni jakoś dawałam sobie radę, ale… nie, nie mogę. Wiem, że od tego nie ucieknę, lecz dziś nie potrafię. Zostaję w domu. Poza tym jeden dzień wolnego powinien dobrze mi zrobić. W pewnej chwili rozległo się pukanie do drzwi.
- Córeczko, wstałaś już? – spytał tata.
- Nie i nie zamierzam – burknęłam i zakryłam twarz poduszką.
- Co? – wszedł do pomieszczenia i spojrzał na mnie dziwnie – Ubieraj się, bo lekcje za chwilę się zaczynają.
- Dzisiaj nie idę – oświadczyłam.
- Co się stało, że nie chcesz iść do szkoły?
- Po prostu nie mogę dzisiaj iść. Proszę, tylko ten jeden raz – powiedziałam.
Tata dał za wygraną i pojechał odwieść Ben’a do szkoły. Gdyby szedł, bardzo by zmókł. Byłam mu wdzięczna, że pozwolił mi zostać.

Mniej więcej o godzinie zakończenia pierwszej lekcji usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam napis: Brody.
- Halo?
- Kimmy, czemu nie przyszłaś do szkoły? – zapytał od razu.
- Dzisiaj odpuszczam – oznajmiłam. – Ale tylko dzisiaj.
- Dobrze, rozumiem – westchnął. – Jesteś sama w domu?
- Jest tata, ale on na dole, a ja na górze. Czemu pytasz?
- Chcesz, żebym wpadł? – zadał pytanie.
Samej mi się nudzi, ale to nie fair, żeby z mojego powodu opuszczał zajęcia w szkole. Wystarczająco dużo dla mnie zrobił. Przez te kilka dni bardzo dużo rozmawialiśmy i spędzaliśmy czas w swoim  towarzystwie. Na początku się co do niego pomyliłam. Takiego dobrego przyjaciela życzę każdemu.
- Trwają lekcje, zapomniałeś? – rzuciłam.
- Daj spokój… będę za chwilę – powiedział i się rozłączył.
Dalej uważam, że to zły pomysł. Nie, żeby nie odpowiadało mi to, że tak się o mnie martwi, ale z mojego powodu wagaruje. To nie w porządku.

Po jakiś dwudziestu minutach usłyszałam pukanie do drzwi balkonowych. To na pewno Brody. Zabawne… wchodzi  tak samo, jak Jack… nie, nie mogę o nim myśleć!
Podeszłam do okna, żeby go wpuścić.
- Tak na przyszłość to wiesz, do czego służą drzwi, prawda? – zaśmiałam się.
- Wiem, ale tak jest lepiej.
- Nie będę pytać – postanowiłam. – Nie powinno cię tu być. Co ze szkołą?
- Jesteś ważniejsza od szkoły.
Lekko się zarumieniłam.
- Na co masz ochotę? Może jakiś film – zaproponował. Zgodziłam się.
Usiedliśmy u mnie na łóżku i na laptopie włączyliśmy jakąś komedię. Naprawdę miło spędziliśmy czas, a w pewnej chwili przestało padać. Wszystko na dworze było teraz szare i mokre, ale, szczerze mówiąc, kocham taką pogodę.
- Może spacer?
- A wiesz, że.. chętnie – uśmiechnęłam się.
Podeszłam do drzwi, a Brody… do okna. Chciał wyjść, tak jak przyszedł. Ja tylko pokręciłam z niedowierzania głową i opuściłam swój dom, jak człowiek.
Skierowaliśmy się do parku, cały czas zajęci byliśmy rozmową. Czasami zastanawiałam się, co bym zrobiła, gdyby nie Brody? On, przez te kilka dni, ciągle przy mnie był, wspierał, pocieszał… po prostu wszystko, czego potrzebowałam. Był blisko, to mi wystarczyło…
W pewnej chwili stanął. Zdziwiona zrobiłam to samo. Nagle zawrócił i pociągnął mnie za sobą. Nie wiedziałam, co się dzieje, więc postanowiłam zapytać.
- Czemu nie idziemy dalej? – tym razem to ja się zatrzymałam.
- Nie chcę, żebyś to widziała – wyjaśnił.
- Musisz być tajemniczy? – zaśmiałam się i odwróciłam.
Nie wierzę… znowu przez niego! Znowu przez niego po policzkach zaczęły płynąć mi łzy. O kilka razy za dużo. Co zobaczyłam? Jack’a, nieopodal nas. Z kim? Z Laurą. Co robili? To jest dla mnie najstraszniejsze… Całowali się.

Mam nadzieję, że się podoba. Wieeem ;c Tragiczna końcówka, za dużo Brodyego, za mało Kicka. Powiem jedno: tak będzie przez mnoga, mnoga czasu <3
Rozdział kolejny? W środę, teraz na pewno! Czas się ogarnąć, a szkoła.. postaram się ogarnąć i ją. Chcę się uczyć lepiej niż w tamtym roku, czyli zamiast 4.88 mieć ponad 5.0. Rok temu pierwszy raz od 4kl miałam średnią poniżej 5.0. Tak wiem.. jestę nerdę ;3 ahahahha xd wcale nie :D Dobra, do rzeczy... Wiecie wy czo? Mam nowego bloga :D Ale bez opowiadaniań.. taki jakby pamiętnik. Już kiedyś taki miałam, ale zrezygnowałam i.. znowu mam xd Hahha xd głupia ja ^^ Ktoś bd wgl czytał? Nwm... xd  jak coś, to usunę i po problemie. xdd Adresu na razie nie podam.. dostaniecie wraz ze środowym rozdziałem. Jeśli oczywiście będziecie chcieli... :D

Ten rozdział dla Kasi, Emily Moore (nawet prezydent się myli, kochana ♥) i Olivii Craford (teraz Agus). Kocham was ♥♥♥♥♥♥