sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 59



Nie, to chyba jakiś żart! Każdy, byle nie Jack… czemu akurat on?! Czemu ludzie głosowali na mnie i na niego? Super, po prostu super. Kilka godzin temu zdradziłam z nim swojego chłopaka, a teraz jeszcze mamy razem zatańczyć wolnego. To jest niesprawiedliwe.
Spojrzałam na niego, aż się we mnie zagotowało. Bezczelnie uśmiechnął się w moją stronę i puścił oczko. Mimowolnie zaśmiałam się pod nosem.
- Zapraszamy królewską parę do tańca! – usłyszeliśmy i chcąc, nie chcąc, zeszliśmy na parkiet. Puścili jakąś wolną balladę. Szatyn objął mnie w talii, a ja zarzuciłam ręce na jego szyję i zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki. Byliśmy bardzo blisko siebie, dzieliło nas może kilka milimetrów. Jack spojrzał mi w oczy i delikatnie się uśmiechnął. Po prostu mnie zahipnotyzował, byłam w stanie zrobić dla niego wszystko i jeszcze więcej.
W pewnej chwili nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Nie wiedziałam co robię, lecz wtedy w ogóle mnie to nie obchodziło. Chciałam, żeby mnie pocałował, nic innego się dla mnie nie liczyło. Brakowało tak niewiele… a jednak! Piosenka się skończyła, a ja zdałam sobie sprawę z tego co robię. Momentalnie od niego odskoczyłam i pobiegłam do stolika. Co się ze mną dzieje? Zamiast go nienawidzić, wciąż jestem w nim zakochana. Tak nie powinno być, mam przecież Brody’ego i to do niego mam coś czuję. Nie mogę się oszukiwać, widzę w nim tylko przyjaciela i nikogo więcej. Ta sytuacja musi się zmienić. Nie wiem jak, ale musi i to jak najszybciej się da.
- Przykro mi, że to z nim musiałaś tańczyć, Kimmy – powiedział Peterson, a ja uśmiechnęłam się słodko w jego stronę.
Wiem, to nie fair, że go oszukuję, bo on mnie kocha, a ja jego nie. Kiedyś go pokocham, jestem pewna… chyba.

****

Po kilku godzinach każdy zaczynał się już rozchodzić. Razem z Brody’m też postanowiliśmy się zbierać. Chłopak zaoferował, że mnie odprowadzi, więc się zgodziłam. Chwycił moją dłoń i wyszliśmy. Całą drogę przebyliśmy w ciszy, lecz żadnemu z nas to nie przeszkadzało.
Zdałam sobie sprawę, że tej nocy jestem sama w domu. Tata musiał wyjechać, a Ben spał u kolegi. Był piątek, miał prawo. Może by tak zaprosić Petersona?
- Em.. Brody? – zaczęłam, gdy doszliśmy do mojej posesji. – Zostaniesz na noc? Nie chcę siedzieć sama…
- Jasne, moi rodzice akurat są w delegacji – uśmiechnął się chytrze i spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem. Aż ciarki mnie przeszły…
Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka, a następnie do salonu.
- Poczekaj, przebiorę się i przyjdę.
Chciałam iść na górę, lecz szatyn przyciągnął mnie do siebie i gwałtownie wpił się w moje usta. Pocałunki z każdą chwilą były coraz to agresywniejsze. Ciągle czułam się dziwnie, gdy go całowałam, a po dzisiejszych wydarzeniach to już szkoda słów.
W pewnej chwili ręce chłopaka zeszły na moje pośladki. Oderwałam się od niego, dając do zrozumienia, że tego nie chcę.
- Puść – poprosiłam.
- Daj spokój, Kimmy – mruknął. – To nic takiego…
- Brody, zostaw – powtórzyłam, lecz on ani myślał mnie słuchać.
Przygwoździł mnie do ściany i zaczął całować po szyi, a ręce miał dalej tam, gdzie niedawno. Co się z nim dzieje?
- No weź, skarbie… z Andersonem mogłaś bezproblemowo, a ze mną nie? – zdziwił się.
- Odczep się ode mnie! – krzyknęłam i odepchnęłam go.
Nie mogę przecież spędzić nocy z kimś, kogo nie darzę jakimkolwiek uczuciem. Chociaż nawet, jakby to się zmieniło i tak bym tego nie zrobiła. Jesteśmy razem nieco ponad dwa tygodnie, no bez przesady!
- Jesteśmy razem i chyba mam prawo do swojej dziewczyny! – posłał mi uwodzicielski uśmiech.
- Że co? Nie jestem rzeczą, do której ma się jakieś prawo, Brody! – warknęłam – Zostaw mnie. To chyba nie jest najlepszy pomysł, żebyś tu zostawał.
- O, tak! Jasne – westchnął. – Chodzi o Jack’a, prawda?
- Jeśli nawet to co z tego? – zdziwiłam się – A teraz wyjdź, porozmawiamy jutro.
- Jestem od niego lepszy we wszystkim! Za chwilę się przekonasz – rzucił pewny siebie, a jego ręka wkradła się pod moją sukienkę. – Czy chcesz, czy nie…
Po raz kolejny dzisiaj mnie pocałował, jednak szybko go odepchnęłam. Dosyć tego, miarka się przebrała… co on sobie myśli? Że pójdę z nim do łóżka? Żeby się czasami nie doczekał!
Chwyciłam go za rękaw i doprowadziłam do drzwi. Chciał się sprzeciwić, ale wywaliłam go na dwór.
- Jeśli jeszcze raz się tu pokażesz, to cię uszkodzę! – wrzasnęłam.
- Ale Kim, ja przecież… - nie dokończył, bo zamknęłam mu drzwi centralnie przed nosem.
Szybko pobiegłam do pokoju. Przebrałam się w piżamę i zmyłam makijaż. Dopiero wtedy pierwsze łzy popłynęły po moich policzkach. Jak on mógł to zrobić?
Położyłam się do łóżka z zamiarem zaśnięcia, lecz po godzinie przewracania się z boku na bok, uznałam to za bezcelowe. Wyciągnęłam z szafy czerwoną bluzę i ubrałam ją. Usiadłam na balkonie z laptopem na kolanach i włączonym facebookiem. Wpatrywałam się w gwiazdy, starając znowu nie rozpłakać. Czemu to ja zawsze mam takiego pecha? Najpierw Anderson udaje, że mnie kocha, spędza ze mną noc, a potem rzuca i mówi, że mu się znudziłam i cały czas tylko się mną bawił. Potem Brody prawie mnie zmusza, żebym się z nim przespała, a w rezultacie… wyrzuciłam go z domu. Muszę zrobić to też z całym swoim życiem, po prostu usunąć Peterson’a.
Jack nigdy nie zrobiłby mi czegoś takiego… co ja gadam?! Dlaczego ja go ciągle kocham? Czemu to uczucie musi być tak silne? Dzisiaj popełniłam wielki błąd. Całowałam się z nim raz i o mały włos drugi! Jest w nim coś, co sprawia, że przestaję racjonalnie myśleć. Działa na mnie jak narkotyk, zapominam o wszystkim, całym świecie… nie. On jest wtedy moim całym światem, a raczej… był. Muszę się z tego otrząsnąć, dla niego nie ma miejsca w moim życiu…

Mam nadzieję, że się podoba, bo mi.. muszę przyznać, że nawet nawet. Jak widać, do Kicka już coraz bliżej <3

Kolejny dodam w piątek,
xoxo, AleXandra Howard. ♥

środa, 27 listopada 2013

Rozdział 58



To już dzisiaj, dzień balu. Ogromnie się cieszę! Wprost nie mogłam się doczekać. Przez ostatnie piętnaście minut tylko ciągle się poprawiałam i sprawdzałam czy na pewno się nie rozmazałam.
Muszę przyznać, że wyglądałam dobrze. Oby Jack’owi się podobało, pomyślałam, ale zaraz się za to skarciłam. Nie Jack, tylko Brody! To on jest moim chłopakiem i to jego kocham! Znaczy postaram się…
- Wyglądasz obłędnie, kochanie – powiedział szatyn, całując mnie na powitanie. Ta jasna sukienka, na którą namówiła mnie Grace była jednak strzałem w dziesiątkę. 

****

Sala była pięknie przystrojona. Na środku oczywiście znajdowała się scena, a na niej korony dla króla i królowej. Nie mogę się doczekać wyborów! Choć pewnie każdy będzie głosować na Laurę.
W pewnej chwili zobaczyłam Tinę, rozmawiającą z jakimiś chłopakami, którzy wprost rozbierali ją wzrokiem. Chciało mi się śmiać. Jej sukienka, nie dość że do bólu różowa, to jeszcze strasznie krótka. 
- Hej, Kim! Cześć, Brody! – nagle dobiegł nas głos Grace.
Dziewczyna przyszła oczywiście w towarzystwie Jerry’ego. Również wyglądała ślicznie. 
- Chłopaki – zaczęła – zajmijcie nam miejsce przy stoliku, bo my chcemy się napić pączu.
Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, pociągnęła mnie za rękę i oddaliłyśmy się niemal na drugi koniec sali. Knight ciągle uśmiechała się jak głupi do sera, a ja nie za bardzo wiedziałam jaki jest tego powód.
- Co się tak szczerzysz? – rzuciłam.
- No bo.. a tak sobie. Jerry jest cudowny – rozmarzyła się, biorąc łyka szkarłatnego napoju.
- Chyba nie mamy na myśli tego samego Jerry’ego – zażartowałam, za co dostałam od niej w ramię. W pewnej chwili niemal zbladła. Uśmiechnęła się jeszcze sztucznie i odbiegła najszybciej, na ile pozwalały jej szpilki.
- Grace! – zdziwiłam się. Chciałam za nią iść, lecz zostało mi to uniemożliwione. Ktoś złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Spojrzałam na niego…
- Jack, puść mnie – syknęłam.
Czemu on mi to robi?
- Musimy pogadać, proszę… daj mi pięć minut.
Przez chwilę nic nie mówiłam. Zastanawiałam się, czy się zgodzić. Nie miałam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać, ale coś mnie do niego ciągnęło. Chyba nigdy nie pozbędę się tego uczucia.
- Masz dwie. O co chodzi? – spytałam sucho.
- Chodź gdzieś, gdzie jest ciszej – powiedział.
Gdzie wylądowaliśmy? Kącik woźnego. No on jest jakiś niepoważny! Ciekawe, po co tu jestem? Chce mi się pochwalić, jaka Laura jest wspaniała? Nie, dziękuję…
- Ślicznie wyglądasz – uśmiechnął się słodko.
- Ogarnij się, człowieku! – pisnęłam – O tym chcesz gadać? Do rzeczy! Została ci minuta, nie zmarnuj jej…
- Przyszłaś tu z Brody’m, prawda? – upewnił się.
- Yyy… tak? To takie bardzo dziwne? – prychnęłam – Dobra, to bez sensu.
Złapał mnie za rękę, jednocześnie uniemożliwiając otworzenie drzwi. Niech on da mi spokój!
- Zasługujesz na kogoś lepszego – rzucił, a we mnie się zagotowało. Nie rozumiem, jak on mógł coś takiego powiedzieć. Rzucił mnie, a teraz prawi mi morały dotyczące Brody’ego. Takiego czegoś jeszcze nie było…
- Ja właśnie znalazłam kogoś lepszego – stwierdziłam. – Lepszego od ciebie!
Po moich słowach, szatyn zrobił coś, czego się nie spodziewałam. Przyciągnął mnie do siebie i gwałtownie wpił się w moje usta.
 Z początku chciałam go odepchnąć, lecz po chwili oddałam pocałunek. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje! Po prostu brakowało mi go… bardzo mi go brakowało.

Język Jack’a wsunął się do mojej jamy ustnej i zaczął penetrować podniebienie. Już zapomniałam jakie to cudowne uczucie tkwić w jego ramionach.
Jak dla mnie, ta chwila mogłaby trwać w nieskończoność. Jednak dopiero po jakiś dwóch minutach mój rozum wreszcie raczył wrócić z wakacji.
Mocno odepchnęłam od siebie Andersona i spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Czemu? Czemu mi to robisz?
Pierwsze łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Przecież teraz zdradziłam Brody’ego… jak ja mogłam to zrobić?!
Nie czekając na nic wybiegłam z pomieszczenia i udałam się wprost do damskiej toalety, żeby doprowadzić się do porządku. Nie było aż tak źle, makijaż pozostał niemalże nienaruszony.

Szybko wróciłam do reszty, przedtem jeszcze mijając Laurę, która – jak mniemam – szukała swojego ukochanego.
- Crawford – warknęła.
- Ryan – odpowiedziałam tym samym tonem. – Więcej różu się nie dało? – spytałam lustrując jej strój. 
- Jack’owi się podoba – mruknęła z przekąsem. Miałam wielką ochotę powiedzieć o niedawnym pocałunku, lecz ostatkiem silnej woli się powstrzymałam.
Podeszłam do stolika, przy którym siedział Brody razem z Grace, Jerry’m oraz Julią i Miltonem. Zajęłam miejsce między Petersonem, a Knight, która od razu zadała mi pytanie dotyczące mojego zniknięcia:
- Gdzie byłaś?
- Nieważne – rzuciłam uśmiechając się delikatnie.
Mój chłopak porwał mnie na parkiet. Przetańczyliśmy kilka piosenek, zanim znowu wróciliśmy na miejsca.

****

Po dwóch godzinach zabawy, na scenę weszła pani Smith z białą kopertą. Grace zaczęła się uśmiechać, ja zresztą też. Indywidualne wybory na króla i królową balu. O co chodzi? Każdy oddawał głos na jedną dziewczynę i jednego chłopaka, którzy – jego zdaniem – powinni nimi zostać. Jednak nie miało znaczenia, z kim się przyszło. Na przykład królową mogła zostać Julia, a królem – Brody. Ja oddałam głos oczywiście na Knight i Martineza.
- Moi drodzy! – zaczęła nauczycielka – Przyszedł czas na ogłoszenie wyników. Królową naszego balu zostaje… - otworzyła kopertę i zrobiła znaczącą przerwę – Kim Crawford!
Każdy zaczął bić brawo. Wyszłam na scenę, gdzie założono mi na głowę koronę. To tylko teraz czekać na króla, zaśmiałam się w duchu.
- Królem zostaje… - znowu przerwa – Jack Anderson!


Mam nadzieję, że wam się podoba. Chcę was przeprosić za moją przerwę w tym blogu. Znaczy za moje przerwY (obecnie spowodowane moją chorobą i musem ciągłego leżenia w łóżku). Tak jeszcze będzie przez kilka tygodnie (sobota - rozdział), ale od nowego roku... BIG REWOLUSZYN! <3 hahahaha xd a tak na poważnie to od stycznia (wtedy, kiedy zaczynają mi się ferie, czyli tak gdzieś w połowie) zasypię was rozdziałami i blogami. O taak.. będę ich mieć SIEDEM :O na głowie, więc.. HAHAHA żal mi siebie bardzo bardzo XDD
Kolejny tutaj dodam za tydzień w sobotę :) 
+ chyba zmienię wygląd, bo ten mi się nie podoba xd

wtorek, 19 listopada 2013

Soy estupido :C

Tak, wiem.. przepraszam was kolejny raz z kolei, ale ja naprawdę nie wyrabiam. Mam szkołę, obowiązki i masę nauki, a poza tym ostatnio coraz więcej rzeczy zaczęło walić mi się na głowę... codziennie zapowiadają coraz to nowe sprawdziany, a ja już prawie zarywam noce, żeby coś powtórzyć. Jestem wam ogromnie wdzięczna, że ze mną jesteście i wspieracie mnie. Bez was nigdy nie pomyślałabym, że nadaję się do pisania :) Bo podobno "nie umiałam sklecić polskiego zdania", jak ktoś mi kiedyś powiedział xd Trochę po kilku miesiącach od prowadzenia tego bloga, ale to już mało istotne. :) Rzecz w tym, że chciałabym się teraz ogarnąć i to raz, a dobrze... nie wiem, co mam zrobić, żeby Wam podziękować, że nie odwróciliście się ode mnie. Przepraszam za to, że nie komentuję, ale cudem jest gdy raz na kilka dni włączę komputer, tak to tylko tablet, żeby parę zdań w rozdziale napisać, a to i tak około pierwszej-drugiej w nocy, bo przedtem wgl nie mam czasu xd

Co ja wam mogę jeszcze powiedzieć?
Dziękuję, kocham Was <3
Thank you, I love You <3
Gracias, te amo, Chicas <3
Danke, ich liebe dich <3
Grazie, ti amo, ragazzi <3 
wielbię tego pana. ☻
 
W innych językach nie umiem xd ale i tak pewnie gdzieś są błędy, bo żadnego z nich (oprócz polskiego xd) nie znam na perfect :D
Rozdział jutro. Teraz już na pewno...

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 57



*dwa dni później*
Oczywiście znowu musiałam zaspać do szkoły, to już tradycja. Na szczęście tata był w pracy, więc nie musiałam słuchać kazań na ten temat. No cóż… pierwsza lekcja trwa od pięciu minut, nie zdążę. Na drugą muszę przyjść, bo… chcę zobaczyć się z Brody’m. Nie mogę w to uwierzyć, ale zaczynam coś do niego czuć. Naturalnie nie równa się to z moimi dotychczasowymi uczuciami do Jack’a, ale kiedyś się w nim odkocham! To chore, pomyślałam. On mnie skrzywdził, okłamywał na każdym kroku, a ja wciąż darzę go silnym uczuciem. Coś jest ze mną nie tak, to pewne.

Z drugiej strony powinnam się cieszyć, gdyż za kilka dni odbędzie się szkolny bal. Czuję, że ta noc będzie magiczna. Nie mogłam się go doczekać! Już sobie to wyobrażałam. Muzyka, taniec, ja i Jack razem… zaraz, nie! Ja i Brody! Czemu to imię nie może wyjść z mojej głowy?! Jack Anderson dla mnie musi przestać istnieć! Czemu to jest takie trudne? Czemu nie umiem zapomnieć? Czemu nie mogę pokochać Brody’ego? Tak bardzo bym tego chciała…


W szkole byłam równo z dzwonkiem na przerwę, całkiem nieźle. Nie zaliczę spóźnienia na drugą lekcję. Podeszłam do szafki, żeby zostawić niepotrzebne podręczniki. W pewnej chwili poczułam, że czyjeś ręce obejmują mnie w talii.
- Cześć, skarbie – powiedział Peterson, gdy odwróciłam się przodem do niego.
- Hej, Brody – uśmiechnęłam się, gdy chłopak musnął moje usta. Dalej nie mogę się do tego przyzwyczaić. – Jak tam na pierwszej lekcji?
- Bez ciebie nudno – stwierdził. – Czemu nie przyszłaś?
- No wiesz… łóżko mnie wołało, a ja nie miałam serca mu odmówić.
Oboje się zaśmialiśmy. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i drugi raz dzisiaj pocałował.
- Jeszcze cię nie spytałem. Pójdziesz ze mną na bal?
- Oczywiście, że tak! – pisnęłam i go przytuliłam.


****
Lekcje mijały dość szybko, na żadnej nie załapałam odsiadki po lekcjach. Praktycznie ciągle siedziałam z Brody’m i przez to czułam na sobie wzrok Jack’a. Zaczynało mnie to irytować. Nie wiem, jak dalej tak pociągnę. Dawno nie było mnie w dojo i na razie robię sobie przerwę. No chyba, że jego nie będzie na jakimś treningu. Muszę się od tego odciąć i to najszybciej jak się da.
Gdy wychodziłam z budynku zaczepiła mnie Grace uśmiechnięta od ucha do ucha. Pewnie dlatego, że Jerry zaprosił ją na bal.
- Nie mamy sukienek! – obwieściła. No tak… przecież to najważniejsza kwestia dotycząca balu. – Zakupy! Już, teraz, zaraz!
- Uspokój się – zaśmiałam się. – Mamy czas. Bal dopiero za trzy dni, wyrobimy się.
- Oj, Kimmy, Kimmy.. niezorientowana Kimmy – westchnęła zrezygnowana i położyła mi rękę na ramieniu. – Idziemy na zakupy dzisiaj i bez dyskusji. Czekam na ciebie za dwie godziny pod twoim domem, okay?
- Mam wyjście? – rzuciłam – Dobra, jak chcesz. Na razie!
Każda z nas poszła w swoją stronę, ponieważ Knight musiała odsiedzieć godzinę za SMSowanie z Martinezem, który siedział na drugim końcu klasy. Jemu przypadły dwie, bo potem pokłócił się z nauczycielem obrażającym jego zeszyt i plecak w różowe jednorożce. Jerry to takie duże dziecko i chyba nigdy się to nie zmieni.

****
Razem z przyjaciółką zmierzałyśmy w stronę jednej z Galerii. Skoro zakupy, to zakupy! Muszę rzucić okiem też na jakieś dodatki i buty. Dziewczyna ciągle trajkotała o tym, jak to będziemy pięknie wyglądać i w ogóle. Weszłyśmy do pierwszego sklepu i zaczęłyśmy przeglądać różne ubrania. Nie powiem, wybrać jedną sukienkę było naprawdę trudno. Przymierzyłyśmy chyba z kilkanaście, ale i tak wybrałam jedną – szczególnie śliczną. Do tego jakieś buty, biżuteria i można było wracać. W pewnej chwili zachciało mi się śmiać. W jednym ze sklepów zauważyłam, że Tina i Laura też wybrały się za zakupy. Sukienka, jaką przymierzała Williamson, ledwo dosięgała do pośladków. To wyglądało komicznie. Na dodatek poszła za nią zapłacić. Ryan na całe szczęście nie była aż tak głupia, ale i tak róż i cekiny były na pierwszym miejscu. I to niby takie coś odebrało mi szczęście? Nie mogę uwierzyć…

Mam nadzieję, że się podoba, choć dla mnie nudny i bez sensu. Ale mam wiadomość.. za kilka rozdziałów Kick, chicas! <33 kto się cieszy? :D hahaha :D a tak na poważnie to rozdział miałbyć wcześniej, ale jestem chora i ciągle w łóżku leżałam, a poza tym skupiałam się na nowym blogu. Nie podam na razie adresu, ale mogę zapewnić, że jest on o Kicku... haha :D ja nie umiem pisać o niczym innym, ale to szczegół :d

i.. obiecana niespodzianka jest taka, że.. zastanawiam się nad odwieszeniem Innej Historii. Kto chcę, żebym to zrobiła? Kto chce, żebym całkowicie usunęła?