wtorek, 14 stycznia 2014

Liebster Award.

No hej <3
Rozdział powinien pojawić się w sobotę, przynajmniej taki mam właśnie zamiar. Zobaczymy.
Chodzi mi tu o dobrze znany wam Liebster Award. Chciałabym ogromnie podziękować za te kilkanaście nominacji, które zdobyłam na kilku blogach. Jestem wam ogromnie wdzięczna, bo widzę, że naprawdę doceniacie moją pracę i czas, jaki temu poświęcam. <3
Jednakże niestety nie wezmę udziału w konkursie.
Nie to, że muszę odpowiedzieć na ponad 100 pytań, ale... chociaż w sumie to też. Po prostu nie mam na to czasu, wybaczcie :((
Ale mam coś na pocieszenie :D
To coś, co najbardziej kocham robić. O taak.. dobrze myślicie.
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
NOWY BLOG XDD
Wiem, wiem.. to przesada, ale poczekajcie jeszcze chwilę i pokażę wam następne trzy nowe XDD Wszystko wyjaśnione jest w aktualnościach po lewej stronie, wystarczy tylko, że klikniecie w poniższy link.
El peligroso amor te da la mayor satisfaccion.

To trzymajcie się. <33
KC was bardzo ♥

wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział 62

Obudziłam się następnego dnia. Było dopiero przed siódmą, ale no cóż... nawyk, przecież trzeba iść do szkoły. Po wczorajszej nocy zasnęłam dopiero w okolicach drugiej. Dopiero wtedy zdałam, sobie sprawę, że obok mnie leży Jack i to całkowicie bez ubrań, jak ja. Wszystko wróciło do normy? Chyba na to wygląda. Przez moment nie mogłam uwierzyć, że kilka godzin temu się z nim kochałam. Było... po prostu wspaniale. Nie żałowałam, tego byłam pewna.
Znowu jesteśmy razem... jak to cudownie brzmi. Przez tyle czasu wmawiałam sobie, że go nienawidzę, a co zrobiłam? Przy pierwszej lepszej okazji wskoczyłam mu do łóżka.
Spojrzałam na niego, tak słodko się uśmiechał, że aż żal było go budzić. Niestety, musiałam, choć robiłam to z bólem serca. Szturchnęłam go raz, ale bez rezultatu. Drugi, trzeci, dziesiąty - to samo.
- Jack, obudź się - szepnęłam mu do ucha, a następnie lekko musnęłam jego usta. Niemal natychmiast otworzył oczy i jeszcze raz przyciągnął mnie do siebie, by czule pocałować. Uśmiechnęłam się i odwzajemniłam gest z dwukrotną mocą. Chłopak, schodząc z pocałunkami na moją szyję, zaczął jeździć dłońmi po mojej talii i udach.
- Musimy... iść do... szkoły... - mówiłam między jego pocałunkami. Jednak na niego to nie podziałało. - Jack! - resztką siły woli oderwałam się od niego i lekko uniosłam, zakrywając ciało kołdrą.
- Dobrze mi tu! - stwierdził, uśmiechając się chytrze.
- Przypomnę ci, że muszę zerwać z Brody'm. Tak... wiesz... oficjalnie - poinformowałam go, czym sprawiłam, że uśmiech zniknął z jego twarzy.
- No wiem... a ja pogadać z tą idiotką - westchnął, a po chwili ciszy dodał: - To może poczekać.
- Jack! - jęknęłam, gdy zaczął ssać skórę na mojej szyi, robiąc na niej kolejną malinkę. Coś czuję, że mam ich już dość sporo. - Tobie ciągle mało?
- Ty tak na mnie działasz, kochanie - usłyszałam i lekko się zarumieniłam. Podniosłam się, jednocześnie zakrywając ciało kołdrą, i sięgnęłam po telefon, znajdujący się na szafce obok. Na wyświetlaczu pojawiła się godzina siódma cztery, co znaczyło, że została nam chwila czasu do rozpoczęcia zajęć.
- Zbieraj się - rzuciłam. - Wiesz, że mój tata z Ben'em mogą wrócić w każdej chwili?
To na niego również nie podziałało. Jednak ja postanowiłam wstać. Okryłam się kocem, leżącym na podłodze, a następnie podeszłam do szafy w celu wyboru ubrań. Jack ciągle lustrował mnie wzrokiem i uśmiechał się szeroko.
Udałam się do łazienki, a chwilę później usłyszałam jego głos, informujący o tym, że wraca do domu się przebrać.

****

Po upływie pół godziny znowu pojawił się u mnie w domu. Wzięłam torbę z książkami, zamknęłam drzwi i razem udaliśmy się do szkoły.
- Ślicznie wyglądasz, skarbie - mruknął, całując mój policzek i obejmując mnie w talii.
- A dziękuję - odparłam. - Tylko wiesz, że to trochę będzie dziwnie wyglądać? Przez jakiś czas nie gadaliśmy ze sobą, a teraz wyskakujemy z takim czymś - wskazałam na nasze splecione dłonie i uśmiechnęłam się.
- No wiesz... jakoś to wytrzymam - stwierdził, spoglądając na mnie swoimi czekoladowymi oczami, pod którymi zawsze uginały mi się nogi.

****

Miałam rację - od razu po przekroczeniu progów szkoły, każdy skierował swój wzrok na naszą dwójkę. Chociaż, tak szczerze, w ogóle mnie to nie obchodziło. Liczyło się tylko nasze szczęście, a wszystko inne traciło sens.
Podeszliśmy do szafek, które mamy obok siebie. Anderson cały czas się na mnie patrzył.
- Jestem aż taka ciekawa, że nie możesz oderwać ode mnie wzroku? - zapytałam, cały czas się uśmiechając.
- Nawet bardziej - odparł, obejmując mnie w talii jedną ręką, a drugą zamykając swoją szafkę.
Brakowało może dwóch sekund, a pocałowalibyśmy się. Jednak podeszła do nas Grace, która nie miała zbyt ciekawej miny. Odciągnęła mnie od szatyna i zaczęła się po nim wydzierać.
- ZOSTAW JĄ, JACK! Może i przyjaźnisz się z Jerry'm, ale do Kimmy nie masz prawa nawet się odzywać!
Zarówno ja, jak i on, małam ochotę się roześmiać. Spojrzeliśmy na siebie rozbawieni, a po chwili szatyn się odezwał.
- Według ciebie, nie mogę rozmawiać z moją dziewczyną, tak? - podszedł do mnie, objął w talii i delikatnie musnął moje usta, a potem przytulił do siebie.
Mina Kinght, gdy to zobaczyła? Bezcenna! Stała z otwartą buzią, a oczy niemal wychodziły jej z orbit. W sumie nie dziwię jej się. Jeszcze niedawno unikałam go jak ognia, a teraz jestem w niego wtulona.
- Ale wy... to... że co? Przecież... ale...
- Tak, wiem - odparłam. - To jest dziwne - zaśmiałam się, całując policzek mojego chłopaka. - O! Jest Brody, jak miło... do zobaczenia za chwilę.
Odeszłam od nich, pod drodze mijając zdziwionych Miltona, Jerry'ego i Eddie'go, których wyrazy twarzy nie odbiegały zbytnio od Grace. Anderson zaczął się śmiać jak głupi do sera, a ja byłam coraz bliżej celu.
Podeszłam do Petersona i uśmiechnęłam się sztucznie. Chciał mnie pocałować, lecz odsunęłam głowę.
- To koniec, kochanie - pisnęłam wysokim głosem. - Zrywam z tobą.
- Kim, przecież przeprosiłem za wtedy - jęknął załamany. - Nie wiń mnie za to, przepraszam nawet jeszcze raz!
- To już nawet nie o to chodzi - stwierdziłam, chcąc się z nim trochę podroczyć. Coś czuję, ż jestem bliska wyprowadzenia go z równowagi. - Po pierwsze, dziś w nocy cię zdradziłam, więc i tak to nie ma sensu.
Działa. Robi się cały czerwony, dobrze mu tak. Niech zapamięta, że ze mną się nie zadziera.
- Poza tym jesteś obleśnym, chamskim, bezczelnym, kretyńskim debilem, który widzi tylko czubek własnego nosa, i który nie przewidział, że dowiem się o tym waszym idiotycznym planie. Jesteś taki głupi czy tylko udajesz? - warknęłam kąśliwie w jego stronę. - W ogóle, nie chce mi się już z tobą gadać. Na razie - ucięłam i zostawiłam go samego.
 Jeszcze ostatni raz się odwróciłam. Ta sama pozycja, ten sam wyraz twarzy. Chyba go trochę zaskoczyłam.

****

Na każdych lekcjach siedziałam razem z Jack'iem, czym dziwiliśmy wszystkich, nawet niekiedy nauczycieli. Tina i Laura gotowały się ze złości na nasz widok, tak samo Brody. Ale mnie to już nie obchodziło. Wreszcie znalazłam szczęście i nic nie potrafi mi tego zepsuć. Wiem, że teraz już będzie dobrze i nic nie stanie na przeszkodzie, by wreszcie w moim życiu pojawiła się iskierka radości. Teraz mam pewność, że tak będzie przez jakiś czas. Długi czas...


Tak, wiem, wiem... krótki, nudny, bez sensu, po baardzo długim czasie. Wiem, przepraszam, ale po prostu... tak się złożyło. Mam nadzieję, że się nie gniewacie, bo mam asa w rękawie xx
Od ferii rozdziały będą się pojawiały o wiele częściej, ale nie wiem czy to dobrze... wtedy Kick będzie jeszcze krócej, niż miał być :D O taak... wasza Olkaa ma sobie planaa XDD

KC ;*
AleXandra Howard