piątek, 16 maja 2014

Rozdział 62



Od tego wszystkiego minęło parę dobrych miesięcy. Za wiele się nie zmieniło, cały czas jestem z Jack'iem i układa nam się naprawdę dobrze. Prawie w ogóle się nie kłócimy, a nawet gdyby, godzimy się po niespełna kilku minutach. Na początku miałam mu za złe, ponieważ zgodził się na tą chorą propozycję Laury, ale doszłam do wniosku, że zrobił to dla mnie, chciał mnie chronić przed tamtą czwórką niezrównoważonych psychicznie wariatów. Na szczęście, oni nie są już moim problemem. Laura przeprowadziła się z powodu pracy rodziców. Dostali lepszą ofertę w Nowym Jorku, aż grzech odmówić. Co prawda, protestowała, lecz nie zdało się to na zbyt wiele, i tak pojechała. Brody z kolei wrócił do Ohio, właściwie sama nie wiem czemu, lecz nawet mnie to nie obchodzi. Liczy się tylko to, że prawdopodobnie już nigdy więcej go nie zobaczę. Stevena zamknęli. Nie w areszcie, w prawdziwym więzieniu. Ubzdurał sobie, że skoro jego wujek jest gliną, to on ze swoją szajką bezproblemowo napadnie sobie na jubilera, pobije strażnika i ukradnie kilka wisiorków oraz pierścionków z brylantem. Jego głupota, jak widać, nie zna granic.
Jedyną osobą, która wywarła na mnie dobre wrażenie, jest... Tina. Przeprosiła mnie, gdy dotarło do niej to wszystko, lecz z początku nikt jej nie uwierzył. Potem jednak zaczęła odbudowywać kontakty z Megan i Daną, które stały się najlepszymi przyjaciółkami. We trzy dosyć dobrze się dogadują, mam nadzieję, że jej zmiana jest szczera i prawdziwa. Cóż... poczekamy, zobaczymy.
Co zmieniło się w naszej paczce? Praktycznie nic, za wyjątkiem tego, że Grace dołączyła do dojo. Cała nasza szóstka dogaduje się wręcz wyśmienicie. Chociaż właściwie siódemka, bo trzeba wliczyć też Rudy'ego, który... znalazł sobie dziewczynę. Widziałam ją kilka razy, są ze sobą od jakiś trzech miesięcy. Ma na imię Hope, jest brunetką o błękitnych oczach. Naprawdę do siebie pasują i widać, że ten związek zanosi się ja coś poważniejszego.
W mojej rodzinie wszystko wróciło do normy. Mama z John'em zapewne przesiaduje w Anglii lub podróżuje po całym świecie. Niby obiecywała, że będzie o nas walczyć, ale jakoś niespecjalnie jej wierzę. Wielka Victoria miałaby porzucić cotygodniowe wakacje na drugim końcu świata, na rzecz zajmowania się dwójką niepełnoletnich? Nie sądzę... poza tym, mi i Benowi z tatą jest o wiele lepiej. Pracuje od poniedziałku do soboty, czasami do piątku. Nie wyjeżdża już tak często, więc bywa w domu. Dobrze mieć świadomość, że chociaż jeden rodzic się tobą przejmuje i nie odejdzie, jeśli mu się znudzisz.

****

Jak co czwartek całą paczką siedzieliśmy u Phil'a, odpoczywając po treningu. Rudy od razu popędził do Hope, która się rozchorowała i była uwięziona do łóżka. Przez prawie cały czas, gdy trenowaliśmy, sensei nerwowo spoglądał na wyświetlacz telefonu, w obawie, że kobieta może go potrzebować, bo jej stan się pogorszył.
Ja rozmawiałam razem z Grace, Milton zawzięcie czytał jakąś historyczną książkę, Eddie pisał SMSy, ale nie chciał powiedzieć z kim, a Jack i Jerry... i tu zaczynają się schody, ich nie było. Powiedzieli, że muszą coś załatwić i wrócą za dziesięć minut, a nie ma ich od prawie pół godziny.
- Gdzie oni się podziewają? - niecierpliwiła się Kight, sprawdzając godzinę na zegarku. Czasami bawiło mnie to, że jest o niego zazdrosna, ale po części ją rozumiałam. Sama mam ochotę kogoś pobić, gdy widzę, że jakiś plastik przystawia się do Jack'a. On doskonale zdaje sobie z tego sprawę, przez co raz zrobił mi na złość i z nią flirtował! Nawet mnie to nie ruszało, bo wiedziałam, że udaje... a przynajmniej staram się sprawiać takie wrażenie.
- Oj, Kimmy, Kimmy - zaśmiał się wtedy, obejmując ciasno moją talię i przyciągając do siebie. - Uwielbiam, jak się złościsz.
- Ja niekoniecznie - fuknęłam, udając obrażoną, co jeszcze bardziej go rozbawiło. Musnął lekko moje usta, a cała moja frustracja wyparowała, jak za zniknięciem czarodziejskiej różdżki.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też - odparłam, przytulając się do niego.

****

Chłopaki zjawili się dopiero kilka minut później. Jerry zajął miejsce obok Grace, a Jack - obok mnie, jednocześnie całując mój policzek na powitanie. Ja i przyjaciółka nieco się zdziwiłyśmy, uśmiechy nie schodziły im z twarzy.
- Coś się stało? - spytała szatynka.
- Jest impreza - powiedzieli jednocześnie, na co obie parsknęłyśmy śmiechem. No jasne, czego innego można się było po nich spodziewać?
- Jutro wieczorem w Street Dance Club, co wy na to? - dodał Martinez. Każdy ochoczo przytaknął, nawet Milton na chwilę oderwał się od lektury, a Eddie zaprzestał pisania wiadomości.
Uśmiechnęłam się lekko, wtulając do Jack'a. Chłopak objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
- To takie słodkiee! - rozmarzyła się Grace, przez co się zaśmialiśmy.
W knajpce spędziliśmy jeszcze prawie godzinę, po czym zebraliśmy się do domu. Z racji tego, że ja i Anderson mieszkamy najdalej, pod koniec zostaliśmy sami. Przez chwilę wyobrażałam sobie, jak wyglądałoby moje życie, gdybym go nie poznała. Nie odeszłabym od Czarnych Smoków, nie dołączyła do Bobby'ego Wasabi'ego, nie uświadomiłabym sobie, czym są prawdziwa przyjaźń i miłość. Bez niego mój świat byłby szary, nie miałabym ukochanego chłopaka, który jest też jednocześnie moim przyjacielem. Byłabym z Brody'm? Być może, lecz już się tego nie dowiem. Całe szczęście.
- O czym tak myślisz? - z bujania w obłokach wyrwał mnie głos Jack'a. Posłałam mu szeroki uśmiech i przytuliłam do niego.
- O tobie, o mnie... o nas - rzuciłam. - Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że tutaj jesteś. To dla mnie bardzo wiele znaczy.
- Jestem i zawsze będę, zapamiętaj to - pocałował mnie w głowę, a po chwili doszliśmy do mojej posesji. Na pożegnanie musnęłam jego usta, na co on przyciągnął mnie do siebie i odwzajemnił gest, jednocześnie go pogłębiając. Szybko się jednak od niego oderwałam.
- Muszę iść - szepnęłam, przygryzając dolną wargę. - Do jutra.
Pożegnaliśmy się i każde poszło w swoją stronę. Weszłam do domu, ściągnęłam bluzę oraz buty i pobiegłam do pokoju. Głodna aż tak bardzo nie byłam, przed chwilą nawet jadłam falafela.
Usiadłam na łóżko i z dolnej szuflady małego stoliczka, znajdującego się przy łóżku, wyciągnęłam album ze zdjęciami. Otworzyłam go na pierwszej stronie, przez co mimowolnie się uśmiechnęłam. Widniało na niej zdjęcie z naszych pierwszych wspólnych zawodów. Mieliśmy wtedy po niespełna czternaście lat. Teraz mamy po siedemnaście, a za parę miesięcy będziemy dorośli. Każde z nas się zmieniło, każde z nas kiedyś będzie musiało pójść swoją drogą. Nie mam pojęcia, jak to będzie, ale wiem jedno. Tą drogą będę kroczyć z chłopakiem, którego kocham nad życie, tego jestem pewna.


Miał być w niedzielę, ale jestem cholernie zawalona. Żeby podciągnąć sobie oceny, złapałam się nawet origami! Choć mi to nijak nie wychodzi XD ale nic, nieważne. Rozdział jest nudny i wiem o tym, ale poczekajcie chwilę... niedługo będzie interesująco.
Chciałabym wam podziękować za tych dwustu obsetwatorów na Google+, tyle wejść, komentarzy i że jesteście tu ze mną. To tylko dzięki wam postanowiłam wrócić.
JESTEŚCIE NAJLEPSI ! KOCHAM WAS ;* 

PS. Kto mi pomorze ogarnąć Instagrama? XD

Lexi,
jedyna, która postanowiła wczoraj jeść kisiel widelcem XD

22 komentarze:

  1. Rozdział świetny. Nie jest nudny :3
    Jak chcesz mogę pomóc ci z instagramem

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdzialik jest cudowny, przypada mi do gustu. :D Bardzo dobrze napisany i wcale nie jest nudny. ;) Na prawde warty tego oczekiwania. :D A co szykujesz dalej? ;) Czekam na kolejny. :D Pozdrawiam serdecznie, Paciaa. :*

    OdpowiedzUsuń
  3. SUPER !!
    Kochan wcale nie jest nudny . On jest boski
    Świetnie wszystko opisane .
    Nie mogę doczekać się nn

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze- Brawo za widelec
    A po drugie to nie mogłam się oderwać od czytania
    <3 Czekam na nn! <3
    Ps. Pisz dłuższe rozdziały ;)
    Vicky~

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham Ciebie czytać, a ty o tym doskonale wiesz.
    Zapraszam do siebie, to nie reklama tylko zaproszenie
    http://do-wyboru-do-koloru-projekty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytając ten rozdział, miałam wrażenie, że to zakończenie. Naszczęście nie :)
    Miło, że wróciłaś. Brakowało mi Ciebie w blogosferze.
    Rozdział ogólnie dobrze napisany, tylko jedna literówka, ale ona nie zdołała sprawić, iż rozdział naprawdę napisany z talentem i zaangażowaniem :)
    Czekam na nn, a Ty trzymaj się ciepło^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Na reszcie jesteś ! <3
    Czekałam... Czekałam... Czekałam...
    Ale było warto !
    Rozdział jest napisany genialnie :)
    Tak bardzo w twoim stylu- tęskniłam za tym !
    Na początku bałam się że to zakończenie ale na szczęście tak nie jest :D
    Czekam na nn i początek nowych blogów !
    KC♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zakończenie? o nie, kochana.. ta historia tak szybko się nie skończy :D

      Usuń
    2. To dobrze !
      Ona ma jeszcze trwać i trwać i trwać.....
      KC <3

      Usuń
    3. yy.. no powiem tak. Ile to będzie trwać to nie wiem, ale zapewniam, że wam się spodoba.. znaczy chyba xd

      Usuń
  8. Super! W końcu jesteś!
    A rozdział rewelacyjny! Brakowało mi Twojego sposobu pisania!
    A: I gratulacje za widelec ;)
    Czekam na nn ;*

    shinny Howard.♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajny rozdział. Czekam na następny :* ~ Ta inna niż wszyscy

    OdpowiedzUsuń
  10. Kisiel widelcem? Nieźle ja tak jadłam zupe bo mi się łużki nie chciało myć! Hehe! Ale wracając rozdział cudny! Warto było czekać :*
    Zapraszam do siebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatnio z moją mamą jadłyśmy sb lody przed telewizorem... ja oczywiście nożem XD coś się nie przekonałam do łyżek :D

      Usuń
  11. Świetny rozdział. Masz bardzo fajny styl pisania. Szczerze ta tak jak poprzednie czytelniczki, też myślałam, że to zakończenie. Ale ciesze się, że jednak nie.

    http://future-real-and-true.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Jejuu, tak się cieszę, że wróciłaś :D
    To fajnie, że Jack i Kim są szczęśliwi <3
    Ouu, impreza się szykuje, będzie ciekawie! :)
    Czekam na next i życzę weny :3
    Pozdrawiam :*
    Ps. Zapraszam do mnie na our-time-is-short.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Po pierwsze rozdział wcale nie jest nudny bo jest bardzo... SŁODKI <33333
    Jack i Kim są szczęśliwi no i niczego mi nie potrzeba :****
    Co by tu jeszcze powiedzieć ?? Hmm no czekam nn :**
    Ola jesteś bardzo originalna :*** też kiedyś muszę spróbować jeść widelcem kisiel :) kocham Cię :*** trzymaj się kochana <333

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział nie nudny tylko boski <3
    Jedzenie widelcem kisielu? - propozycja przyjęta :D
    Ja jak zwykle opóźniona -.-
    No ale czekam na nn i zapraszam do siebie na nowy rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Zostałaś nominowana do libster blog award. Więcej na : http://miloscniesamowiteuczucie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudo *.* Też pomyślałam, że tu zakończenie, a tu proszę kontynuacja! Aaaa! Jak się cieszę! Brakowało mi Ciebie! :)
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Nominowałam cię : http://ilovewhatshappeninmylife.blogspot.com/2014/06/liebster-blog-award.html

    Co do rozdziału, świetny :D
    Czekam na nn ;*
    Wpadaj do mnie, mała ♥

    OdpowiedzUsuń

Komentować ♥