sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 63



Obudziłam się dopiero po dziesiątej. Choć to i tak dobrze, zważywszy na to, że z imprezy wróciłam grubo po północy. Eddie nie poszedł z nami, dostał szlaban za swoje niskie oceny. Milton i Julia opuścili klub przed jedenastą.
- Jutro idziemy do muzeum, musimy być wyspani. Otwierają nową wystawę z czasów paeolitu! - ekscytował się Krupnick. Prawdę mówiąc, kompletnie nie wiem czym.
Jedynie ja z Jack'iem, Grace i Jerry'm zmęczenie odczuliśmy dopiero po drugiej w nocy. Co jak co, ale... byłam zła na swojego chłopaka. No dobra, nie tyle na niego, co na tabun lasek ciągle rozbierających go w myślach. Przez większość czasu czułam na sobie nienawistny wzrok jakiejś tlenionej lalki, gdy szatyn ze mną tańczył, rozmawiał, całował mnie lub po prostu znajdował się w pobliżu! Miałam tego dość i szybko chciałam wyjść, lecz Jack mi na to nie pozwolił. Gdy usłyszał uwagę typu "jak taki przystojny chłopak może być z taką zwykłą blondi", postanowił zareagować. Odciągnął mnie od tamtej dziewczyny, chyba miała na imię Susan, uśmiechając się przy tym z politowaniem.
- Jakiś problem, dziewczyny?
- Skarbie, nie słyszysz? Ta piosenka jest świetna! Zatańczymy? - spytała przesłodzonym głosem, na co on przewrócił teatralnie oczami. Miała nadzieję, że dobiegły go wcześniejsze słowa. Cóż, myliła się.
- Wspaniały pomysł - stwierdził.
Ku jej wielkiemu zaskoczeniu, Jack chwycił moją dłoń i pociągnął mnie na parkiet, przez co wybuchłam śmiechem i zarzuciłam ręce na jego szyję. Przyciągnął mnie do siebie, gwałtownie łącząc nasze usta. Czułam, jak się uśmiecha. Nie widziałam Susan, lecz mogłabym przysiąc, że zrobiła się czerwona ze złości.
- Nie przejmuj się nią - szepnął mi do ucha. - Ani żadną inną, rozumiesz? - pokiwałam twierdząco głową, przygryzając dolną wargę. Uśmiechnął się szyderczo, zmniejszając odległość między nami do minimum.
- Czemu tak patrzysz? - zdziwiłam się, kładąc prawą dłoń na jego ramieniu.
- Nie masz ochoty stąd wyjść? - zapytał, na co lekko musnęłam jego usta i odsunęłam się w tył.
- Wolę potańczyć - mruknęłam, chwytając jego ręce ulokowane na moich biodrach i łącząc je z moimi. Chłopak uśmiechnął się i mocno do siebie przytulił. Przy nim stawałam się najprawdziwszą  księżniczką... bezpieczną, kochaną i uwielbianą do granic możliwości.

Uniosłam powoli powieki, rozglądając się po pokoju. Promienie majowego słońca wdzierały się do jego wnętrza, rozświetlając bladoniebieskie ściany. Rozejrzałam się dookoła i zamrugałam kilka razy. Swój wzrok przeniosłam na Jack'a, który spał sobie smacznie obok, obejmując mnie w talii jedną ręką. Nie, do niczego między nami nie doszło, po prostu został na noc. Tata musiał wyjechać w kilkudniową delegację, więc na dwie doby zostałam sama z Benem. Uśmiech mimowolnie wkradł się na moją twarz. Andreson wyglądał strasznie słodko, ale też... niezwykle pociągająco. Jego puszyste włosy rozrzucone były po większej części poduszki, a tradycyjny seksowny uśmiech nawet podczas snu nie przestawał mu towarzyszyć.
W pewnej chwili zacisnął lekko powieki, by sekundę potem móc otworzyć oczy. Zamiast wstać i się ubrać, chłopak zacisnął swój uścisk, przysuwając mnie jeszcze bliżej siebie.
- Witam panią - mruknął prosto w moje ramię, przy okazji składając na nim pocałunek i uśmiechając się.
Jak to możliwe, że jeden człowiek potrafi tak wiele zmienić w życiu? Kiedyś było ono nijakie, po prostu monotonne. Wraz z jego przeprowadzką do Seaford zyskałam najlepszego przyjaciela, ale też najwspanialszego chłopaka pod słońcem. Chciałabym, żeby tak było zawsze. Zero zmartwień, przeszkód, problemów... tylko my, nikt więcej.
- Dzień dobry - szepnęłam i uśmiechnęłam się w jego kierunku, a zaraz potem podniosłam do pozycji siedzącej, jednocześnie chwilowo ograniczając mu możliwość muskania mojej szyi.
Ale, jak wspominałam, tylko chwilowo, gdyż niemal od razu po tym szatyn zrobił to samo, zatapiając swoje aksamitne usta w moich. Jego język udał się w podróż w bardzo dobrze znany mu obszar, który stanowiło moje podniebienie. Dłuższą chwilę później zszedł nieco niżej, przy okazji kładąc się na mnie i podpierając jedną ręką. Ja z kolei oplotłam go nogami w pasie, przez co nie zmieściłaby się między nami zwykła kartka papieru.
Cicho westchnęłam, gdy zaczął muskać mój dekolt, który w niewielkiej części zakrywała dość skąpa noszona przeze mnie bluzka, tej nocy posługująca mi jako piżama.
- Jack... - szepnęłam, gdy zorientowałam się, że już praktycznie jej na sobie nie mam.
- Chcesz, żebym przestał? - spytał, przerywając wykonywaną czynność.
Odpowiedź była dosyć prosta. Wtedy chciałam jedynie, by dokończył to, co zaczął.
- Nigdy - zaprzeczyłam, mrużąc oczy i uśmiechając się, na co natychmiast zareagował. Straciłam nad sobą kontrolę, co zresztą zdarzało się bardzo często, gdy przebywałam z Andersonem sam na sam. Nie kontrolowałam się, to było za trudne. Pozwalałam więc przejąć mu kontrolę nad całą sobą... nad umysłem, ale też nad ciałem.

Jednak, tym razem, nie trwało to długo. Do mojego pokoju bez zapowiedzi wparował tata. Zobaczywszy nas w takiej sytuacji, otworzył usta ze zdziwienia i nerwowo zmarszczył brwi. Nie trzeba być Sherlockiem Holmes'em, żeby wywnioskować, że nie jest zadowolony. Na jego widok natychmiast od siebie odskoczyliśmy. Całe szczęście, że do niczego nie doszło! Chociaż było blisko... a tata mógł sobie pomyśleć co innego. Przecież Jack był w samych bokserkach, a jego ubrania leżały koło łóżka, tak samo jak mój T-shirt.
- Yyy... dzień dobry, proszę pana? - zaczął chłopak niepewnie. Nie wiedział, co ma powiedzieć, ja zresztą też nie.
- Hej, tatoo - zapiszczałam, uśmiechając się sztucznie. Zlustrował nas wzrokiem, najwięcej uwagi poświęcając szatynowi. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że chciał go udusić na odległość. Gdyby takie coś było możliwe, Jack'a nie byłoby na tym świecie.
- Za pięć minut w salonie - rzucił sucho i zniknął w drzwiach, a my popatrzyliśmy na siebie zdezorientowani. Bez słowa zaczęliśmy się ubierać. Jack założył wcześniejsze ubrania, czyli ciemne rurki, czerwoną koszulę w czarną kratę i tego samego koloru skate'y. Dlaczego on, nie dość, że jest nieziemsko przystojny i zbudowany, to jeszcze ma genialny styl? Ubiera się chyba najlepiej ze wszystkich chłopaków, jakich znam!
- Mogę wyjść przez okno? - zapytał w końcu, gdy zarzuciłam na siebie satynowy szlafrok. - Twój ojciec mnie zabije!
- Jeśli zabierzesz mnie ze sobą - odparłam zrezygnowana, chwytając go za dłoń i ciągnąc na dół. Kiedy stawiliśmy pierwsze kroki w salonie, od razu spotkaliśmy się z surowym wyrazem twarzy mężczyzny. Bałam się, bo doskonale wiedziałam, jak ta rozmowa będzie wyglądać dalej. Niby jesteśmy jeszcze za młodzi, żeby ze sobą sypiać - na pewno powiedział by podobne słowa. Fakt, mamy po siedemnaście lat, choć Jack już niedługo osiemnaście, ale przecież oboje mamy świadomość swoich czynów.
- Proszę pana, ja chciałbym... - zaczął Anderson, lecz niedane mu było dokończyć.
- Mógłbyś wyjść? Mam coś do wyjaśnienia z moją córką, to bardzo ważne - mruknął, przez co jeszcze bardziej się przestraszyłam. Dużo pewniej czułabym się w obecności Jack'a.
- Umm... oczywiście. Wpadnę później - powiedział. Nie chcąc denerwować mojego taty jeszcze bardziej, jedynie pocałował mnie w policzek i opuścił dom.
Gdy zostałam z nim sam na sam, nerwowo przestąpiłam z nogi na nogę, wlepiając wzrok w podłogę. Mimo że na niego nie patrzyłam, wręcz czułam na sobie ten przenikliwy wzrok.
- Kimmy... nie po to wracałem wcześniej z delegacji, żeby zastać cię w łóżku z Jack'iem.
Nie musiał nic więcej mówić, był zły. Bardzo zły, zdawałam sobie z tego sprawę. Jednakże jego kolejne słowa zaskoczyły mnie… i to bardzo.
- Ale mam nadzieję, że jesteście na tyle odpowiedzialni, żeby uważać. Może nie powinienem, ale… ufam ci, kochanie – uśmiechnęłam się przez to, co usłyszałam. Dałabym sobie uciąć rękę, że gdyby stała przede mną mama, dostałabym szlaban i zakaz widywania się z chłopakiem przez najbliższy rok.  – Tylko jakbyście mogli się od tego powstrzymać, kiedy ja, albo Ben jesteśmy w domu! – jęknął, starając się być poważnym, lecz nie specjalnie mu nie wyszło. - Przecież ty... a Jack to... no, przecież wy nie powinniście jeszcze... a poza tym... - jego wypowiedź była mocno zagmatwana. Widać, że nie jest specjalistą od tego typu rozmów, skoro nawet nie wie od czego zacząć. - Zabezpieczajcie się chociaż, okay?! Jestem za młody, żeby niańczyć wnuki!
Skrzywiłam się, robiąc wielkie oczy. Sama nie wiem, czy z zaskoczenia jego słowami, czy z brakiem pomysłu na odpowiedź ze swojej strony. Jedyne na co było mnie stać to dziwne przekrzywienie wargi i przewrócenie oczami. Czy on naprawdę myśli, że jestem na tyle nieodpowiedzialna, żeby zaliczyć wpadkę?!
- Bądź spokojny, takie coś się nie powtórzy! – zaprzeczyłam szybko, czując, że moje policzki mocno poczerwieniały.
Coś mi jednak nie pasowało, tata dalej był jakiś dziwny. Wiem na pewno, że już nie chodzi o sprawę ze mną i Jack’iem… więc jaki jest tego powód?
- Coś nie tak? – spytałam, na co moim oczom ukazała się koperta. Zwykła, biała, otwarta koperta, której zawartość sekundę później mogłam przeczytać. Nie zajęło to długo, gdyż po pierwszych zdaniach odłożyłam ją na pobliski regał.
- Nie zgadzam się – wypaliłam bez zastanowienia. – Nie zgadzam się, nie zgadzam się, nie zgadzam się! – powtarzałam to kilka razy, jakby w nadziei, że to przyniesie jakiś rezultat… że to okaże się tylko głupią pomyłką.
- Przykro mi, Kim – dobiegł mnie smutny głos ojca. – Niestety, widzisz, do czego to doszło. Wasza matka chce mi was odebrać i zabrać do Londynu…

Nudne i nijakie, ale zapewniam, że niedługo zrobi się fajnie XD Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale musiałam się za siebie wziąć. Poprawiłam się już z czterech przedmiotów, bądźcie ze mnie dumni XDD ale tak na poważnie. Postanowiłam, że ograniczę nieco liczbę blogów. Niedługo kończę ten o Miami i poprawczaku, a na jego miejsce wskakują trzy nowe.
Także zostaje mi ten oraz:
taak.. a więc "ja to ogarnę". XDD
mam nadzieję, że znajdę jakiś czytelników :)
Do następnego rozdziału ♥
Lexi.

10 komentarzy:

  1. Yeah ! Pierwsza !!!
    Aaaa słodkie to !!!
    Rozdział wcale nie jest nudny bo jest świetny <333
    Uwielbiam Cię czytać ponieważ masz cudowny styl pisania :** Kocham go <3
    Lexi cóż mogę powiedzieć jeszcze ? Dawaj szybko next i do zobaczenia <33
    Trzymaj się <3
    Zmieniam swoje imię więc teraz jestem Kath H. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wcale nie jest nudny. :D Raczej fajny i ciekawy. :) I co planuje matka Kim? Kim nie pojedzie do Londynu, prawda?. ;) Niecierpliwie czekam na kolejny. :D Pozdrawiam serdecznie Paciaa. :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm... Ciekawie się robi ^^ Ale spoko ojciec ;p
    Czekam na następny <3 ~ Ta inna niż wszyscy

    OdpowiedzUsuń
  4. Super czekam na next :-)
    Agata

    OdpowiedzUsuń
  5. Krótki, ale bardzo ciekawy....
    Ojciec Kim ma wyczucie xD
    Rozdział jak zwykle jest rewelacyjny. I ciągle nie wiem jak ty ogarniasz taką liczbę blogów. Ja mam 1 blog z informacjami o Olivii i 3 z opowiadaniami, a już ciągnięcie tych blogów ciężko mi idzie... chyba nigdy nie przestanę cię podziwiać!
    Kocham i czekam na nn^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne<3 Cieszę się, że już wróciłaś.
    LoVe LoVe
    Dawaj szybko nexta
    LoVe LoVe

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdzial cudny!!
    Masz talent i to wielki :D
    czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdzialł super!
    Czekam na nn :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam na next :)
    zapraszam do mnie:
    http://opowiadanie-tom.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy next to opowiadanie jest awesome i nie mogę się doczekać następnego rozdziału oby był jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń

Komentować ♥