wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 65

Beżowy kolor ścian przyprawia mnie o dreszcze. Wszystko tu jest takie poważne, ułożone, wręcz pedantyczne. Na bukowych meblach nie ma ani śladu kurzu. Każdy element, nawet zdjęcie dzieci podczas wakacji w słonecznej Barcelonie, zajmuje określone miejsce, na którym musi pozostać. Dostało mi się za przypadkowe przesunięcie go, gdy zahaczyłam o nie swoją torebką.
Rozglądam się po pomieszczeniu, lecz największą uwagę skupiam na małej, metalowej tabliczce umieszczonej w prawym rogu biurka.
mgr psychologii Spencer Hastings, psycholog sądowy
Tak, to dzisiaj. Dzień prawdy. Dzień, kiedy okaż się, czy moje życie legnie w gruzach. Nie wiem, czego mam się spodziewać, bo w tej instytucji jestem pierwszy raz w życiu. Nie powiem, doświadczenie dość nieprzyjemne. Benowi też się nie podoba, ale teraz go ze mną nie ma. Rozmawiał z panią Hastings nieco wcześniej, więc teraz kolej na mnie.
Kobieta ubrana w długą spódnicę do kostek i białą koszulę z rękawem trzy czwarte co chwila przerywa w pół zdania, a zielony długopis z niebieskim wkładem kreśli litery w jej dużym notesie. Chciałabym wiedzieć, co tam zapisuje...
- Czemu uważasz, że będzie ci tu lepiej? Nie rozumiem - spytała, obdarzając mnie przenikliwym spojrzeniem.
- Tu mam wszystko, czego potrzebuję. Chodzę do szkoły, mam przyjaciół, chłopaka. Nie mogę wyjechać! - protestuję chyba dziesiąty raz, od kiedy przekroczyłam próg gabinetu biegłej. Nie przekonałam się do niej, tego byłam pewna na sto procent.
- A właśnie... skoro już jesteśmy przy temacie pana Andersona - nawet nie mam siły na zastanowienie się, skąd ona zna jego nazwisko. - Proszę mi coś o nim opowiedzieć. Czy kiedykolwiek cię uderzył?
- Proszę?! - podniosłam głos. - Nigdy nie podniósł na mnie ręki. Czasami walczymy, ale tylko na treningach karate - odpowiedziałam lekko wyprowadzona z równowagi.
Jak ona mogła sugerować, że Jack jest damskim bokserem?! To jeden z najlepszych facetów pod słońcem.
- Kim, proszę. Nie musisz udawać, bądź otwarta, ja jestem tu, żeby ci pomóc. A może Steven używa wobec was przemocy? Widzę siniaki na twojej twarzy!
- Po prostu uderzyłam się o drzwi - wyznałam.
To na pewno zabrzmiało irracjonalnie, lecz nie kłamałam. Naprawdę tak było, nawet całkiem niedawno. Urządziliśmy sobie u Jack'a maraton filmowy. Gdy przyszli nasi przyjaciele, ja już tam byłam, a w trakcie jednego horroru - który według chłopaków to podczas takiego seansu rzecz niezbędna, zwłaszcza wieczorem - przypomniałam sobie, że zostawiłam telefon w pokoju szatyna, a miał zadzwonić do mnie tata. Poszłam więc po niego, lecz gdy chciałam już wyjść z pomieszczenia i chwyciłam klamkę, a pod wpływem uderzenia upadłam na podłogę. Usłyszałam jeszcze głos Jerry'ego... choć to raczej był pisk.
- Kim, señorita! Perdóname, por favor! Ach, Diòs mio!
Oczywiście, Martinez chciał zawołać mnie na zakończenie filmu. Nie za bardzo mu się udało, bo zamiast na dole oglądać telewizję, mój nos i lekko zaczerwienione czoło były opatrywany przez Grace, a Jack miał ochotę zabić biednego Latynosa, który cały czas mnie przepraszał i to w każdym języku, jaki znał.

- No tak... - mruknęła nieprzekonana Spencer, kreśląc jedno zdanie i zapisała inne. Wiem, to mało prawdopodobne, ale Jerry przecież zawsze potrafi coś wywinąć.
- Czy coś jeszcze?
- Nie, już wszystko mam - fałszywy uśmieszek nie zszedł z jej twarzy. Zaczął mnie trochę przerażać. Świdrujące spojrzenie prześwietlało moje ciało na wylot, przyprawiając mnie po raz kolejny dzisiaj o gęsią skórkę. Nie wiem czemu, ale chciałam wydostać się stamtąd, jak najszybciej się dało. Miałam wrażenie, że ta rozmowa była całkowicie zbędna, a Hastings miała już dawno idealnie wyrobioną opinię. Pozostawało więc tylko czekać na wynik sądu.

~*~

Pojawili się wszyscy, za co byłam im ogromnie wdzięczna. Jack, Grace, Jerry, Julia, Milton, Eddie, nawet Rudy z Hope, którą szczerze polubiłam. Każdy przyszedł tu, by ze mną być w tej trudnej chwili, poczułam dziwną ulgę. Nie chciałam być sama podczas tego bezsensownego procederu. Anderson od razu przytulił moje trzęsące się ciało, stałam się istnym kłębkiem nerwów. Bombą zegarową, która za chwilę miała zrównać z ziemią cały budynek.
Dwadzieścia, dziewiętnaście, osiemnaście.
Nic się nie stało. Żałuję tego, większość moich problemów zostałaby rozwiązana. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że mogłam łatwo przegrać.
- Będziemy z tobą, Kim - słowa senseia nieco podniosły mnie na duchu. Mocniej ścisnęłam rękę Jack'a i uśmiechnęłam się. Całe szczęście, że nie byłam sama.
- Dziękuję wam - powiedziałam, wtulając się w swojego chłopaka. W pewnej chwili odwróciłam się do tyłu, dostrzegając postury kłócących się rodziców, ich prawników - którzy swoją drogą zachowywali kamienne twarze - oraz John'a, idącego w naszym kierunku i rozmawiającego przez telefon ściszonym głosem. Ben szybko znalazł się koło mnie, widać, że się bał. Ale nie on jeden.
Siedemnaście, szesnaście, piętnaście.
- Rozprawa z powództwa Victorii Montgomery przeciwko Stevenowi Crawford o odebranie praw do małoletnich Kimberly i Bena Crawford - ni stąd, ni zowąd słyszymy poważny głos kobiety w damskim garniturze, która pojawiła się w drzwiach sali rozpraw.
Czternaście.
Wszyscy po kolei weszliśmy do pomieszczenia. Strony postępowania zajęły miejsca obok prawników, a ja, Ben i reszta świadków w miejscu do tego przeznaczonym. Całe szczęście, że nie musiałam zeznawać. Moje stanowisko przedstawić miała Spencer Hastings, więc chociaż to miałam z głowy. Widownia, czyli Jack z całą bandą, przyjaciele taty, dawni znajomi mamy i kilkoro innych ludzi siedziało z tyłu.
Sędzina wysłuchała spokojnie mów adwokatów, świadków oraz wianuszka przekleństw kierowanych pomiędzy moimi rodzicami. Bolało mnie to, że tak potrafili się zmienić. Kiedyś bardzo się kochali, a teraz? Obrzucali się z błotem przy każdej możliwej okazji. To przecież byli moi RODZICE. Może i nie darzyłam wtedy jednego z nich zbytnią sympatią, ich obelgi dotarły również do mnie.
Trzynaście.
Zauważyłam, że psycholog i mama posyłają sobie krótkie spojrzenia. Czyżby miały umowę? Nie, moja matka nie byłaby do tego zdolna! A może jednak?
- Kim nie jest tu bezpieczna! - usłyszałam pierwsze słowa kobiety. Mało brakowało, a zachłysnęłabym się zwykłym powietrzem. - Z moich obserwacji wynika, że jest zastraszana i terroryzowana. Z trudem, wręcz z oporem opowiadała o relacjach z ojcem i chłopakiem. Wyczułam kłamstwo, specjalnie tuszowała ich występki.
Spoglądam na nią, marszcząc brwi. To się nie dzieje naprawdę.
Dwanaście, jedenaście, dziesięć.
Zrobiło mi się słabo, całe szczęście, że siedziałam, bo inaczej na pewno skończyłabym na zimnej posadzce.
Przecież to są jakieś żarty!, krzyczałam w duchu. Nikt nie mógł wymyślić czegoś bardziej bezsensownego. Prawdopodobnie moje oczy były niczym spodki. Wpatrywałam się w nią z niedowierzaniem. To kłamstwo, stek kłamstw...
- A co więc z Benem, panno Hastings? - zapytała sędzina.
- Jemu nic nie grozi, Steven traktuje go inaczej. Lepiej niż Kimberly, to pewne.
Słychać było donośny krzyk sprzeciwu taty i oskarżycielskie słowa wobec mamy. Nie wierzyłam w to, że byłaby zdolna do czegoś takiego, lecz pozory mogą czasem mylić.
- Jak mogłaś przekupić psycholog, ty ździro?! - ostatkiem silnej woli powstrzymywałam się, żeby nie zacząć płakać. Moja własna matka próbowała mi zniszczyć życie...
Dziewięć, osiem, siedem. Coraz bliżej.
Żałowałam, że nie mogłam zeznawać. Z miłą chęcią wygarnęłabym jej, co myślę. Choć pewnie mogłabym sobie zaszkodzić. Wygadana małolata z ciętym językiem nie zrobiłaby dobrego wrażenia, idealny przykład złego wychowania i znak, że ojciec sobie ze mną nie radzi.
Po dwóch godzinach od rozpoczęcia rozprawy ogłoszona została przerwa, by sędziowie mogli naradzić się między sobą i ogłosić wyrok. Nie wiem w jaki sposób, ale udaje mi się przedostać na korytarz. W głowie słyszałam różne głosy z zewnątrz, lecz dochodziły one do mnie jak przez mgłę. To było straszne, czułam, jakby w ogóle mnie tam nie było. Taka... nieobecna, zagubiona w tej wielkiej farsie. Nienawidziłam się za to. Nienawidziłam całego świata i ludzi. Z trudem łapałam powietrze i usiadłam na pobliskim krześle z metalowym oparciem. Schowałam twarz w dłoniach, pozwalając sobie na oznakę słabości. Rozpłakałam się... wiedziałam, że nie ma nawet cienia szansy, bym mogła o zostać.
Sześć, pięć, cztery. Już blisko, za blisko.


Zobaczywszy Jack'a przed sobą wtuliłam się w niego, najmocniej jak mogłam. Chłopak pocałował mnie w czubek głowy i szepnął, że wszystko jakoś się ułoży. Kłamał. Oboje o tym wiedzieliśmy. Dałabym wszystko, żeby było inaczej... wszystko.
- Nie puszczę cię, obiecałem ci to - uśmiechnęłam się lekko na jego słowa. W mgnieniu oka pojawili się koło nas przyjaciele, z Benem z denerwowanym tatą na czele. Usiadł po drugiej stronie, ale nic nie powiedział. Nie musiał. Czuliśmy dokładnie to samo. Zagubienie, rozpacz, zrezygnowanie. Sama nie potrafiłam się z tym zmierzyć, byłam po prostu za słaba.

Po upływie pół godziny wróciliśmy znowu, widząc jak sędziowie zajmują swoje miejsca. Wpatrywałam się w kobietę na środku, gdyż to ona miała wygłosić werdykt. Otworzyła jasną teczkę, wyjmując kartkę papieru i zaczęła czytać. Siedziałam jak na szpilach, bojąc się wziąć głębszy oddech, choć tego tak bardzo potrzebowałam. Nie mogłam oddychać, dusiłam się. Wszystko mnie przytłoczyło. Wręcz czułam niewyobrażalny nacisk na klatkę piersiową odbierający mi możliwość zaczerpnięcia oddechu. Rozpaczliwie wznosiłam oczy do nieba, modląc się ostatni raz, by wysłuchano moją prośbę.
- Wyrokiem sądu, Ben Crawford zostaje pod opieką ojca, Stevena Crawford. Jednakże ze względu na podejrzenia o biciu córki, złym traktowaniu i zaniedbywaniu jej, prawa do córki, Kimberly Crawford, przejmuje matka, Victoria Montgomery, a miejscem zamieszkania małoletniej Kimberly od dzisiaj staje się każde miejsce zamieszkania matki. Zamykam rozprawę.
Trzy, dwa, jeden. W końcu następuje wielki wybuch, a mój cały świat powoli zaczyna się walić.


Pewnie są błędy, ale nawet nie miałam siły sprawdzać. Czy tylko u mnie raz jest cholerny upał, a chwilę później burza przez resztę dnia?! Co to są za wakacje no? ;c Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Powoli zbliżamy się do końca :) 
Blog You make me heart attack zostanie powołany do życia pod koniec sierpnia lub na początku/w środku września. Jeśli chcecie, zaglądajcie do niego teraz. Sprawdźcie bohaterów oraz fragmenty pierwszych rozdziałów, które są napisane. Oczywiście jest tego więcej, bo niektóre rozdziały są wyrwane z kontekstu (taa. akurat miałam wenę XD) i ich tam nie opublikowałam. Macie jakieś pytania, uwagi, pomysły? Jest ku temu specjalna podstrona oraz zwiastun, który został zrobiony daawno temu :D Tą historię planowałam już.. wohoho ile czasu :O ale jakoś nigdy nie mogłam się zabrać za prolog hahahaha.
Kto widział zwiastun "50 twarzy Grey'a"? Hahahaha. Nie wytrzymam do walentynek ;c
Rozpisałam się, przepraszam :D
Rozdział dla Victoriiandreee. Kochana, twój komentarz pod poprzednim rozdziałem mnie wzruszył, popłakałam się. DZIĘKUJĘ CI Z CAŁEGO SERCA.
A właśnie... przygotujcie się na poważną głupotę. Zaczęłam pisać "książkę" hahahahahahaha wiem, to zły pomysł. Ale chcę wiedzieć, czy w ogóle miałabym jakieś szanse jako pisarka w przyszłości. Na razie mam małą (i to bardzo, bardzo, bardzooooo) część prologu, ale chyba zaraz 'Delete' pójdzie w ruch, bo w ogóle mi się to nie podoba. Chyba jednak źle robię. No nic, do następnego rozdziału! <3 Dziękuję też za wsparcie w sprawie z plagiatem. Szkoda tylko, że tamten blog został usunięty, ale cóż... ja sobie nie mam nic do zarzucenia, to jest MOJE OPOWIADANIE. Może i źle napisane, ale NIKT nie ma prawa sobie go przywłaszczać.

Lexi.

To już przesada.

Od razu mówię, rozdział jest napisany całkowicie, tylko w zeszycie. postaram się go dzisiaj dodać, powinien pojawić się po południu. Teraz na pewno, obiecuję. Ale nie piszę tego, żeby Was o tym poinformować... sprawa jest inna. Pewnie kojarzycie mój blog o Kim jako modelce w Miami itp. Tu jest do niego ADRES. I być może kojarzycie też bloga Julki [tu]. Wiem, że to nie ma nic wspólnego z tym opowiadaniem, ale po prostu musiałam o tym napisać, bo się ze mnie gotuje! Ta laska jak gdyby nigdy nic skopiowała sobie prawie cały mój rozdział! Tylko zmieniła narrację i nazwiska, np. z Brewera na Howarda i się cieszy! Nie zmieniła nawet w jednym miejscu koloru i rodzaju czcionki, za co naprawdę... gratuluję inteligencji. Nie wierzycie? Oto dowody! Nawet gif taki sam i w tym samym miejscu -,- U mnie to rozdział bodajże 16, a u niej dziewiąty. Po lewej stronie (to ciemnoróżowe) jest moje, a to szare - jej. No więc... czy nie wydaje się jakby... no nie wiem... IDENTYCZNE?!

kliknij, żeby powiększyć

kliknij, żeby powiększyć
Przepraszam, że zawracam Wam głowę jakimiś głupotami, ale dla mnie to jest ważne. Nie obchodzi mnie, że na tym blogu nic nie publikuję, ale TO CIĄGLE MOJA PRACA I WYSIŁEK. NIKT NIE MA PRAWA BEZCZELNIE MNIE KOPIOWAĆ, MYŚLĄC, ŻE SIĘ NIE ZORIENTUJĘ!!

Do wieczora, 
Lexi.

niedziela, 13 lipca 2014

secondo anniversario.

Witam wszystkich bardzo serdecznie! Dzisiaj trzynasty lipca, co oznacza, że jestem z wami całe dwa lata! ;* Naprawdę wam za to wszystko dziękuję, bo nigdy nie spodziewałam się, że osiągnę tak wiele i na dodatek tyle przetrwam. Dziękuję, że ze mną jesteście, wspieracie mnie i komentujecie, choć czasem zaniedbuję bloga, a wena mi nie dopisuje. Mam najlepszych czytelników na świecie!! ♥

Kocham Was, każdego z osobna, ale najbardziej chciałabym podziękować kilku bardzo utalentowanym blogerkom.

• Emily Moore.
Kochana, nawet nie masz pojęcia, jak bardzo cieszę się, że ciągle utrzymujemy kontakt! Mogę ci wszystko powiedzieć, zaufać ci i poradzić w ważnych sprawach, a ty nie masz mnie dość :D Miłego wypoczynku w Toskanii i powodzenia w rozwiązywaniu wszystkich problemów ♥ I pamiętaj.. my jesteśmy chamskie tylko odrobinę XD

• Patty Verdas ♥
A więc mój kochany debilu, jest dużo, co chcę ci powiedzieć, ale nie zrobię tego tutaj, bo zniszczymy psychikę niewinnym :D Nasze rozmowy na pewno nie są normalne, przepraszam cię za to, ale kocham cię bardzo bardzo! Pamiętaj, przekonam twoją mamę i wypieprzamy do Włoch na następne wakacje XDD Ruggero znajdzie sobie dwie żony... ale jeszcze o tym nie wie, szczegół :D
Masz, gwałć riplej XD
• Mechi Lambre
Słoneczko, dziękuję ci za wszystko, jesteś cudowna ♥ Mamy bekę z tego samego (no przeważnie xd), a następnym razem tworzysz psalm ze mną i Patty xd Tak wgl nasze rozmowy we cztery (a kiedyś we trzy.. ale do nich się nie przyznaję xd) skrzywiły mnie emocjonalnie
I jeszcze: 13 POSTERUNEK JEST LEPSZY OD MIODOWYCH LAT XD

Wam czterem dziękuję najbardziej, bo mamy chyba najlepszy kontakt :D Tylko przez nie śpię do drugiej, bo gadamy o jakiś pierdołach -,- a potem o piątej wstaję, ale ok, nieważne.

• Kati Howard Arias
Kochanie, tobie też bardzo dziękuję, choć czasami bardzo mnie męczysz hahahaha ale i tak cię kocham i bardzo dziękuję, że ze mną jesteś.

• kolejna, zwyczajna Marta
Chociaż nie utrzymujemy kontaktu zbyt często naprawdę bardzo cię polubiłam i jeśli jeszcze raz powiesz, że jestem lepsza od ciebie to chyba tam wpadnę i cię zderzę patelnią! Kłamca -,- hahahah i wgl dziękuję za tytuły książek ♥

• Evelyyn Howard
 Może już się nie kontaktujemy, ale i tak chciałam ci powiedzieć, że bardzo ci dziękuję, bo jesteś niesamowita :)

• Ariana (albo jak ty się teraz nazywasz xd)
Moja żonko, choć chyba wzięłyśmy rozwód, też ci dziękuję :* Może i nie lubię 1D, ale i tak bardzo się polubiłyśmy... a nasze wesele było na tyle szalone, że o nim zapomniałam XD

Chyba na tyle... JESTEŚCIE NAJLEPSZE, KOCHAM WAS BARDZO♥

Teraz sprawy organizacyjne, dotyczące blogów. Od września jestem w trzeciej gimnazjum, więc ograniczam ich liczbę. Tego bloga prawdopodobnie zakończę na początku września lub trochę później, więc zostaną mi dwa blogi.
One Shot
You make me heart attack.
Gdy zakończę tego drugiego -BYĆ MOŻE!! - blog Love is my answer to your hatred będzie aktywowany. Albo to, albo żegnam się z blogsferą :)


PS. SKŁADAMY ŻYCZENIA HOWARDOWI NA SIEDEMNASTKĘ. BOŻE, TO JUŻ TYLE MINĘŁO :* ZA ROK BĘDZIE DOROSŁA DUPA, JAPIERDOLE :O

Pokażę was moim krzywym ryjkiem, przepraszam :c
jakość też nie jest najlepsza, ale akurat nie wiem, gdzie dałam aparat -,-
Lexi ♥
ps. rozdział postaram się dodać w miarę jak najszybciej